piątek, 6 czerwca 2014

91. Proszę Cię...

**Jennifer**
Weszłam do sali w której leżała Aliana. Pierwsze co zobaczyłam, to jej ogniste włosy zrzucone z poduszki. Obok leżały jeszcze inne matki, ale oprócz grzecznościowego „Dzień Dobry” nie odezwałam się do nich ani słowem.
Niepewnie usiadłam na skraju jej łóżka i położyłam dłoń na jej ramieniu, ale nie zareagowała.
-Wiem, że nie śpisz. - wyszeptałam.
Rozejrzałam się dokładniej. Zauważyłam, że jej brzuch znowu jest płaski, a jej lewa ręka jest przykuta do ramy kajdankami z długim łańcuszkiem. Więc to był ten świetny sposób Izzy...
-Nie, nie śpię. - odpowiedziała chłodno. - Wybacz, ale nie mam ochoty rozmawiać.
Zwiesiłam głowę. W życiu nie chciałam do tego dopuścić. Załamana Aliana to najgorsze, co się mogło przydarzyć. Bo przecież ona zawsze jest taka żywiołowa i... Pomaga innym. A teraz to ona potrzebuje pomocy. Wiem, że w kraju jest jakieś czternaście milionów ludzi, w tym kilkudziesięciu z nich wisi jej jakieś dwa tysiące przysług. A teraz byliśmy tu tylko my. A ona odpycha od siebie ludzi, jakby byli magnesami o tym samym biegunie.
Rozległ się dźwięk, jakby boczek przypalał się na patelni. Wcześniej nie zauważyłam, żeby drzwi tak hałasowały. Spojrzałam w ich stronę i zauważyłam Logana w drzwiach, który szedł w naszą stronę. Znałam jego minę. Zawsze miał taki wyraz twarzy, kiedy chciał nam coś powiedzieć, a nie bardzo wiedział, jak się wysłowić.
-Coś się stało? - wyszeptałam, nawet nie próbując przewidywać najgorszego, czy najlepszego. Po prostu nie miałam na to siły. - Coś z dzieckiem?
-Nie... - pokręcił głową. - Dziecko jest stabilne. Kendallowi się polepszyło, ale jeszcze przez dwa najbliższe dni nie odzyska przytomności.
-Mogę do niego iść? - zapytała Aliana, która jakby się trochę ożywiła.
-Nie wolno Ci wstawać. - powiedziałam, odgarniając jej z twarzy zabłąkany kosmyk włosów. - I tak nie mogłabyś nic zrobić. Musisz to zostać.
-Mogłabym mu powiedzieć, że go kocham. - wyszlochała. - Że mamy syna, który potrzebuje ojca. Że... - przerwała, już oddychając ciężko. - Że ja nie mogę bez niego żyć.
-Aliana, on to wie. - powiedział Logan, który właśnie usiadł na krześle naprzeciwko. - Mówiliśmy mu, tylko... Nawet nie wiemy, czy to słyszał. Czy będzie to pamiętał.
**Carlos**
-Dzień dobry! - rozległ się wesoły głos pielęgniarki, która przyszła do pokoju zaalarmowana komunikatorem w kardiomonitorze. - Zauważyłam, że już panu lepiej.
Siostra Jakie obdarzyła mnie życzliwym uśmiechem i zaaplikowała Kendallowi codzienne leki do kroplówki. Była jakaś... Inna niż lekarz, który tylko na chłodno sprawdzał wyniki badań.
-Słyszałam, że pański brat nie przyswoił ostatniej formuły do sondy. - powiedziała, wymieniając kroplówkę. - Następnym razem dostanie żelazo i witaminy i wszystko powinno się polepszyć.
-Zawsze pani tryska takim entuzjazmem? - zapytałem, opierając się o dłuższy drąg łóżka.
-Tak, pacjentom to pomaga. - wyjaśniła. - Dzięki temu są bardziej świadomi. Niektórzy nawet słyszą, co do nich mówimy, chociaż nie mogą odpowiedzieć. Pański brat też mógł zachować odrobinę świadomości, prawda, panie Schmidt? - zwróciła się do niego, jakby czekała na jego potwierdzenie.
Mimo to wiedziała, że nic z tego nie wyjdzie. Po prostu odwróciła się na pięcie i próbowała wyjść.
-Zdaje się, że ma pan gości. - zdołała zawołać, zanim na dobre wyszła.
Podniosłem się z krzesła, na którym znów zdążyłem usiąść. Do pokoju wszedł James, prowadząc wózek na którym siedziała Aliana. Podszedłem do niej i ukucnąłem, chcąc znaleźć się na wysokości jej oczu. Nie wyglądała jak Aliana, którą znam. Była taka... słaba. Załamana.
-Jak się czujesz? - zapytałem.
-A jak on... - spojrzała wymownie na łóżko przy którym leżał Kendall. Poczułem ukłucie w sercu. Nie mogłem znaleźć słów, żeby ją jakoś pocieszyć. - Jak on się miewa?
-Jest lepiej. - odpowiedziałem. - Mówią, że za dwa dni odzyska przytomność.
-To chyba dobrze. - odpowiedziała wzruszając ramionami. - Dzięki, że przy nim byłeś przez cały ten czas. On na pewno czuje, że nie jest tu sam.
-Oczywiście, że nie jest sam. - powiedział James, zachrypniętym głosem. - I Ty też nie jesteś. Macie przecież tylu przyjaciół, którzy zawsze wam pomogą. W tym nas.
Pokiwałem głową, mimo że na mnie nie patrzyła. James powiedział wszystko, o czym myślałem. Tylko ja nie mogłem się zebrać w sobie. Wysłowić się, jakby nagle odebrało mi rozum.
-Zostawimy was samych. - wyszeptał James, podwożąc ją pod samo łóżko, żeby mogła dotknąć Kendalla. Żeby była najbliżej niego, jak to tylko możliwe. - Chodź. - dodaj cicho, ciągnąc mnie za łokieć. Musiałem wyjść, ale nie mogłem się ruszyć.
**Logan**
Spojrzałem na syna swojego najlepszego przyjaciela. Czułem się dziwnie, patrząc na to maleństwo. Pewnie dlatego, że wciąż pamiętam jak wyglądał David, kiedy się urodził. A Synek Aliany i Kendalla był taki drobny... Taki kruchy...
-Nie jest z nim najgorzej. - usłyszałem za plecami głos Abby. - Inne dzieci po prostu umierają.
-Myślisz, że on umrze? - zapytałem, próbując odsunąć od siebie tę myśl.
-On nie, bo ciąża była kontrolowana przez lekarza, a matka przestrzegała jego zaleceń. Więc nie. Nie umrze. Potrzebuje tylko trochę czasu, żeby dojść do standardowego stanu.
-To istnieje jakiś standard? - zapytałem, śmiejąc się ironicznie.
-My to tak nazywany. - wzruszyła ramionami. - Taki medyczny slogan. Wybacz.
-W porządku. - powiedziałem. - A jak Twoja akcja? Udało się?
-Tak, wszyscy teraz są w pokojach zabiegowych na izbie przyjęć. Chyba dołączy jeszcze kilka osób. - westchnęła. - Rety, jak ja bym chciała teraz iść spać...
-Nie skończyłaś jeszcze pracy? - zapytałem. Faktycznie, wyglądała na zmęczoną, ale myślałem, że tylko mi się wydaje.
-Nie. Wiozą jeszcze dwa porody, więc trochę tu posiedzę.
-Nie może tego zrobić ktoś inny?
-Nie. - pokręciła głową.
**Aliana**
Chwyciłam chłodną dłoń Kendalla. Nie przewidziałam, że coś takiego może się stać, kiedy już prawie wszystko było dobrze. Jakiego trzeb mieć pecha, żeby wciąż przeżywać nieszczęścia w najlepszych chwilach swojego życia. W chwilach, które miały być najlepsze. Łzy same ciskały mi się do oczu
-Nie możesz tak po prostu odejść. - wyszlochałam. - Mamy syna, który Cię potrzebuje. Ja cie potrzebuję. Wszyscy Cię potrzebujemy. Tu są wszyscy nasi przyjaciele. Nicole jeszcze nie dojechała, ale jest w drodze. David u Cassie. Nic mu nie mówiliśmy. Jeszcze. James wie, że nie ukryje tego przed nim na długo. Bo wiesz jaki jest David. Zaraz wyczuje, że coś jest nie tak i zauważy, że cię nie ma. Och Kendall, proszę cię... walcz.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wali nudą jak nie wiem. Wiem, że krótko, ale ostrzegałam, że takie mogą być. I tak robię wszystko, co mogę. Było się nie gubić w obliczeniach! A teraz mam za swoje! Koniec i tak będzie tydzień wcześniej, ale co tam. Jeszcze tylko drobne słówko do Sylwii: Spokojnie, jak już się coś w złą stronę komplikuje, to tylko teraz. To, że nie będzie spokojnie, nie znaczy, że będzie źle. No cóż... Mam nadzieję, że jeszcze nie usnęliście z nudów. Jakie wrażenia? Do poniedziałku! Trzymajcie się!
PS. Chris, przez Twój komentarz sprzed kilku minut musiałam wyjść z pokoju. 

5 komentarzy:

  1. Niech Kendall się w końcu wybudziiii ! "Rambo" czeka na niego. Taki smutny rozdział :( Ostatnia scena jest taka, taka aww *_* Lubie momenty jak ludzie budzą się ze śpiączek, więc czekam na nn :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Usnąć z nudów?! Tu?! Teraz?! Czy Cię pogło kobieto do reszty?!
    Takie wątki nazwać nudami... Nie wierze! :D

    Tak Kendall, WALCZ!
    Kiedy przeczytałem te słowa: "Macie przecież tylu przyjaciół, którzy zawsze wam pomogą. W tym nas. " Nie wiem czemu ale zrobiło mi się jakoś ciepło na sercu :)

    Super rozdział, czekam na kolejny. Aj jaj jaj, już nie mogę się doczekać ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Końcówka Aliany była naprawdę świetna <3. Rozdział? Genialny ! Zgadzam się z Chrisem! Ma rację, zero nudy. Ach ♥ . Oby do poniedziałku ;).

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję, że dadzą sobie radę. Jak mówił Logan Kendall umierał, ale skoro ma za dwa dni odzyskać świadomość to może nie będzie z nim tak źle??? Mam nadzieję, że z dzieckiem także będzie dobrze, dwa miesiące za krótko to dużo jak na wcześniaka. Jednym słowem rozdziały mega :) Pozdrawiam Ciri (http://big-time-rush-ciri.blog.onet.pl/)

    OdpowiedzUsuń
  5. O mój Boże jak mnie tu długo nie było, ale chyba rozumiesz, głównie szkoła i różne duperele z nią związane. Teraz jeszcze te poprawki. Dobra teraz o
    rozdziale.
    Jest krótki, to fakt ale zawsze dodajesz długie rozdziały, więc jeden krótszy może się zdażyć. Wcale nie jest nudny. Nudna to może być matematyka.
    Rozdział superowy, czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń