czwartek, 31 lipca 2014

Odcinek 9 – Lizzy kontra Odrzutowiec

Szłam bocznym korytarzem naszej szkoły. Dzisiaj są wybory do samorządu szkolnego. A to znaczy, że Madison jest od świtu maksymalnie nakręcona. Nathalie twierdzi, że to dobrze. Jeśli jej dobrze pójdzie, to później będzie spokój. Trzeba tylko wytrzymać z nią dzisiejszy dzień. Jeśli się nie dostanie, to przez następne trzy miesiące będzie marudzić. Jak twierdzi Nathalie, przy odrobinie szczęścia do następnych zakupów.
-Co jest? - zapytałam Chrisa, który stał nad rozkładówką z kandydatami do samorządu.
-Nie wiem na kogo głosować. Mam dwie kandydatki. - oznajmił, wciąż machając swoim krawatem.
-To znaczy? - zapytałam, wyjmując mu krawat z jego dłoni z zamiarem zawiązania go na jego szyi.
-Madison kusi większymi porcjami obiadowymi, a Sam jest śliczna. - odpowiedział, wzruszając ramionami. - Nie wiem, tak naprawdę. Z drugiej strony, głosowanie na koleżankę swojej przyjaciółki nie jest zbyt sprawiedliwe.
-Masz rację, nie jest. - pokiwałam głową, wiążąc krawat na jego szyi. - Ale pragnę Ci przypomnieć, że nigdy nie lubiłeś popularnych dziewczyn, bo one zawsze zadzierają nosa. A Sam jest popularna.
Chris spojrzał na mnie jak oświecony. Zmarszczył brwi, kiedy przygładziłam jego kołnierzyk, ale nie zapięłam go na ostatni guzik, bo to dla niego zbrodnia.
-Chyba lepiej będzie, jeśli zagłosuję na Madison. - powiedział z zastanowieniem. - Mam tylko nadzieję, że nikt nie zgłosi nepotyzmu wyborczego.
Zaśmiałam się, ściągając z ramienia torebkę. Przeszłam do szafek i wyciągnęłam kluczyk do swojej. Chciałam odłożyć wszystko rzeczy, ale ledwie otworzyłam drzwiczki, a wysypał się na podłogę stos czarno białych ulotek. Moje podejrzenia natychmiast padły na Madison. Myślałam, że ją rozszarpię przy najbliższym spotkaniu.
-U mnie było to samo. - usłyszałam Kendalla, który jak gdyby nigdy nic oparł się o o ramę. - Mad chyba nie ma ich gdzie trzymać, bo przesadziła z drukiem. Zawsze z tym przegina.
Uśmiechnęłam się odruchowo. Nie mogłam się do niego nie uśmiechać. Wyglądał dzisiaj wyjątkowo atrakcyjnie. Koszula nie była wkasana w spodnie, co nadawało mu takiego niewinnego wyglądu. Podniosłam papiery i położyłam je na pobliskim parapecie.
-Mam do Ciebie pewną sprawę. Zbliża się bal jesienny i... - przerwał na chwilę, jakby chciał się jakoś wysłowić. - Pani oczy lśnią niczym dwie czarne perły, a dłonie pachną jak świeżo rozdrobnione migdały. Proszę pozwolić, że ośmielę się pani zadać jedno pytanie. Czy uczyni mi pani ten zaszczyt i zechce mi towarzyszyć na balu jesiennym?
Początkowo mnie zatkało. Zamrugałam kilka razy, żeby mnie to jakoś otrzeźwiło. Po chwili zdołałam się jakoś otrząsnąć i powiedziałam:
-Pańskie słowa są dla mnie miłym zaskoczeniem. Winien pan zważyć, że na przyjęcie zawiezie mnie dobry przyjaciel rodziny. Jeśli on nie będzie stawiał oporów, z pewnością będę się z panem świetnie bawiła.
Głupia... - skarciłam się w duchu. - Czy musiałaś wspominać o Johnie? Z drugiej strony... Dobrze, że Kendall przynajmniej będzie przygotowany na jego ojcowskie odpały.
Ku mojemu zdziwieniu, Kendall szeroko się uśmiechnął, bo raczej zrozumiał ten dziwny przekaz, ale najwyraźniej nie wziął na poważnie mojego ostrzeżenia.
-Dobrze, więc... Będę czekał przy pomniku legendarnego muszkietera. - odpowiedział, zamykając swoją szafkę i na odchodne jeszcze raz się uśmiechając. - Zobaczymy się na pierwszej lekcji. Muszę jeszcze oddać pani Arias zaległe tłumaczenie.
Odprowadziłam go wzrokiem, kiedy biegł na piętro pokoju nauczycielskiego. Widocznie tak wyglądało tutaj uciekanie od niezręczności.
Przeszłam do klasy pana Millera. Ostateczna prezentacja kandydatów będzie na lekcji za godzinę, a wszystkie inne głosowania na przerwach do końca dnia. Chyba do jutra uda im się policzyć wszystkie głosy, a w gazetce szkolnej będą wyniki. Ten nasz tygodnik i tak jest wystarczająco dziwny, jakby nie można było wywiesić tego przy gablotce z nagrodami uczniów.
-Hej ludzie! - krzyknął Logan, podchodząc do mnie. - Jest zrzutka po pięć centów na jutrzejszą gazetkę. Daj Jamesowi, jak go zobaczysz.
-Kupujemy jedną na całą grupę. Wiesz, z oszczędności. - dodał Carlos, nachylając się w moją stronę. - Wiesz, lepsze to, niż wyrywanie numeru jakiemuś wystraszonemu pierwszoklasiście.
-Rety, raz mi się zdarzyło! - jęknął Logan, uderzając Carlosa pięścią w ramię. - Poza tym, dzieciak sam mi ją oddał.
-Taka jest Twoja wersja? - Carlos spojrzał na niego z niedowierzaniem.
Pokręciłam głową i podeszłam do Madison, która przeglądała się w wypolerowanej na błysk szybie z portretem Michaela Yorka, jako D'Artagnana.
-Jak wyglądam? - zapytała, kiedy mnie zauważyła, okręciła się twarzą w moją stronę.
-Nie jestem pewna, czy... - oznajmiłam, wskazując na jej napiętą bluzkę, tak, by rozpięte guziki idealnie ukazywały jej dekolt.
-A, to dla Logana. - odpowiedziała rezolutnie.
Wytrzeszczyłam na nią oczy. Nie wiedziałam, że Logan jej się podoba. Co prawda zdarza jej się przy nim gwałtownie milknąć, ale nigdy jeszcze o tym nie słyszałam.
-Chcesz mi powiedzieć, że chcesz poderwać Logana na dekolt? - zapytałam.
-Myślisz, że on woli skromniej? - zmarszczyła nos, spoglądając na to, co zrobiła ze swoim mundurkiem.
-Nie wiem jak on woli. - odpowiedziałam szczerze.
~***~
Po lekcjach poszłam prosto do Buy More. Miałam od razu po powrocie zdać raport, więc nie wiem, w jakim celu John wysłał mi SMSa o treści: „DO BAZY! TERAZ!”. I tak miałam tam iść, więc po kiego grzyba wysyła mi takie wiadomości.
Przywitałam się z Morganem i Jeffem i od razu poszłam do sali kina domowego. Nikogo tam nie było, więc spokojnie mogłam zejść na dół. Właściwie... Dlaczego ten raport jest taki pilny? I tak wszystko słyszeli. A może kolejne zadanie? Mam nadzieję, że nie.
-Nareszcie jesteś. - usłyszałam bez słowa powitania. - Potrzebuję drugiego pilota.
-Pilota? - powtórzyłam, podejrzewając, że za chwilę mnie zmusi do zdalnego pilotowania samolotu pasażerskiego, czego bym nie zniosła.
-Odrzutowce są dwa. Sam nie dam razy pokierować oboma naraz. - oznajmił, otwierając stół z klawiaturą, gdzie były dwa zestawy. - Na symulatorze całkiem nieźle Ci szło.
-Nieźle? - warknęłam, ani myśląc zasiąść na fotelu. - Wywaliłam go trzy razy. Pomyśl, co mogę zrobić z tymi ludźmi, którzy są w środku.
-Wielkie mi halo! - prychnął, odsuwając mi fotel pilota. - Sami źli są w środku, więc nikt nie będzie nikogo żałować, kiedy odrzutowiec spadnie.
Odrzutowiec... - pomyślałam, spoglądając na monitory, które przybrałby rzeczywisty obraz przestworzy, jak w oknach kabiny pilotów. - Byłam nawet blisko.
-Później będziemy się martwić. - pogonił mnie, ciągnąc do fotela. - Teraz siadaj. Trzeba zrobić turbulencje. Później nimi wylądujesz, co po godzinie nawet Ci wyszło. Jak nie będziesz sobie radzić, to włączysz sobie wspomaganie kierunkowe. Carmichael wcześniej wszystko zaprogramował, więc nie ma obaw, że coś jest źle.
-Czy ja dobrze słyszę? - zapytałam, zasiadając do sterów. - Właśnie pochwaliłeś mojego brata?
-Jemu tego nie powiem. - odparł, skupiając się na swoich monitorach. - To dobry agent, właściwie jeden z najlepszych, z którymi dotąd pracowałem, ale nie pasuje mi, że nie potrafi nikogo zabić. Nie zawsze będę w pobliżu, żeby go wyręczyć, ale dzięki niemu znaleźliśmy kilkudziesięciu poszukiwanych terrorystów, a to się przydaje. Gdyby mnie nie powstrzymywał, nie znaleźlibyśmy żadnego. Później opowiem Ci o numerze z podtlenkiem azotu. Uśmiejesz się. Leć trochę wyżej, żeby ominąć chmury.
Wykonałam jego polecenie. Było prawie jak na symulatorze, tylko ekran jest większy. Wiedziałam, że nie mogę spanikować, bo wtedy wszystko szlag trafi. Samolot, całe zadanie i złych, których jeszcze mamy przesłuchać. Luz, Lizzy. Kiedy pilotuje się odrzutowiec, samolot pasażerski, albo śmigłowiec, najważniejsze są spokój i skupienie. Nie wewnętrzny gniew, z którego słynie John Casey we własnej osobie.
-Teraz uważaj. Stuknę Cię skrzydłem, ale to nie będzie dla Ciebie zagrożenie, pamiętaj. - ostrzegł mnie po dobrym kwadransie prowadzenia. I rzeczywiście. Minutę później coś zatrzęsło obrazem. - Zrób korkociąg. Lepiej, żeby byli oszołomieni. Szpiedzy, którzy mają ich aresztować, to grupa żółtodziobów. Trochę ułatwimy im zadanie.
Okręciłam sterem, tak, żeby samolot zaczął spadać, kręcąc się wokół własnej osi. Do ziemi ma jeszcze jakieś dziesięć kilometrów, więc chyba zdążę go wyrównać.
-Chyba mają dość. - powiedział po kolejnym pół godziny. - Włącz sobie wspomaganie. Lądujemy.
Wcisnęłam guzik, który uruchamiał naprowadzanie. Chuck wprowadził konkretne współrzędne, więc moim zadaniem jest utrzymanie samolotu w poziomie, puki nie stanie na ziemi.
-Gotowe. - powiedział John, kiedy na monitorze pojawiła się grupa agentów. - Jesteś wolna.
Puściłam stery, jakby nagle mnie parzyły. W końcu mogłam się uwolnić od tych dwóch pionowych wajch. Nienawidziłam ich. Przynajmniej teraz. Może kiedyś, jak będę starsza.
-Świetnie się spisałaś. - pochwalił po chwili.
Jasne... Świetnie. Czuję, że to jedno słowo jest nadzwyczaj przesiąknięte ironią.
-Możemy pogadać? O balu jesiennym. - powiedziałam, kiedy usiedliśmy naprzeciwko przy stole konferencyjnym.
-Przecież obiecałem, że Cię zawiozę. - oznajmił. - Coś się zmieniło?
-Nie, tylko... Idę z Kendallem.
-Jak to?
-Zaprosił mnie, a ja się zgodziłam. Ale chciałabym iść bez podglądu i podsłuchu.
-To niemożliwe. - pokręcił głową. - Jego ojciec może być przemytnikiem.
-Ale Kendall nie jest przemytnikiem. On powiedział, że jego ojciec zajmuje się jakimiś lewymi interesami, a jemu to nie pasuje. Może... Po prostu mu powiem, że pracuję dla rządu. Zrozumie.
-Zapomnij. - odparł ostro. - Ludzie działają irracjonalnie. Nigdy nie wiadomo co zrobią. Nie możesz się spalić.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Co tak słabo z komentarzami pod wtorkową notką? To dlatego, że było mniej chłopaków? Teraz powoli będę skrócać odcinki. Z dwóch powodów. Pierwszy, mam skrócony czas na pisanie, a drugi, coś mi się nie bardzo zrobiło z wysławianiem. Mam czas co przyszłego tygodnia. Może ten 12 odcinek, który teraz pisze będzie dłuższy. Mam nadzieję, że ten odcinek się Wam podobał. Do wtorku! Pozdrawiam!  

8 komentarzy:

  1. Oby Mad wygrała wybory. Nie wiem czy Logana przekona numer z dekoltem. Za to Lizzy ma przekichane. Nie chciałabym, aby ktoś słyszał lub widział co mówię czy robię. Minusy bycia szpiegiem. Weź mi odp na jedno pytanie. Raczej nie da siebie wykorzystać i głupia nie jest. Płacą jej za tę prace? Nic w koncu nie jest za darmo... Rewelacyjny odc :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej nominowałam cię do LBA, więcej u mnie http://opowiadaniaobigtimerush.blogspot.com/2014/07/liebster-blog-award.html
    PS. Rozdział przeczytam później i wyraże opinię. Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny odcinek. Z resztą jak wszystkie. Nie wiem po co to piszę. Trzymam kciuki za Mad w wyborach. Miałam wielki zaciesz kiedy Lizzy zgodziła się iść z Kendallem na bal jesienny, ale wszystko popsułaś tym, że będzie musiała iść z podsłuchem i podglądem. Na jej miejscu sprzeciwiłabym się.
      Czekam ^_^

      Usuń
  3. Yyyy nie może zdjąć podsłuchu i podglądu na bal to jagby przeżywała namiętną noc z kendem to też z podsłuchem i pdglądem??? Ten za słuchawką i ekranem miał by niezły pornos w wykonaniu lizzy i kendalla. A numer z dekoldem Mad zadziałałby na Logana-takie moje zdanie :D hue hue

    OdpowiedzUsuń
  4. Niech Madison wygra, sama na Nią zagłosuję :) . Maddy może lekko przesadziła z tym dekoltem :). Ale reakcję innych chłopaków, mogą być zaskakujące :)). Pozwólcie Liz chociaż raz zdjąć podsłuch, niech się dziewczyna bawi ! Rozdział świetny ! :). Podobał mi się, czekam na następny. Pokażesz strojęe na bal? :)). Czekam na następny odcinek :). Pozdrawiam ;3 .

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny odcinek.Nie mogę doczekać się balu. Czekam na nn :***

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawe kto wygra wybory? Mad chyba bardzo chce skoro nadrukowała aż tyle ulotek. A i fajny pomysł z tym dekoltem, oby tylko Logan kapnął się, że to dla niego :) Pozdrawiam i zapraszam http://big-time-rush-ciri.blog.onet.pl/ Ciri

    OdpowiedzUsuń
  7. "Madison kusi większymi porcjami obiadowymi, a Sam jest śliczna." - Jaaa! Też bym nie wiedział kogo wybrać. Kocham jeść, ale śliczne dziewczyny też kocham :D
    Szkoda, ze Lizzy musi wziąć ze sobą mikrofon i kamerkę na bal... A gdyby tak doszło do czegoś więcej między nią a Kendallem. Wtedy musiałaby wyłączyć wszystko w chuj, ale ludzie, którzy ją podsłuchują, wiedzieliby, co to oznacza i zapewne Chuck by się dowiedział i by mu się to nie spodobało. Ciężkie życie szpiega.... Ciekawe co dalej. :)

    OdpowiedzUsuń