czwartek, 14 sierpnia 2014

Odcinek 13 – Lizzy kontra Morderczy Wuef

Dni do balu były odliczane przez wszystkich uczniów Liceum Muszkieterów. Nawet mnie udzielił się ten nastrój. W swojej poprzedniej szkole nie chodziłam na bale. Sama nie wiem, jakim sposobem zdołałam się namówić na "wolną damę", jak nazwała to Madison. Na szczęście zaprosił mnie Kendall i nie musiałam już robić z siebie idiotki.
Właśnie, omal o tym nie zapomniałam. Kendall współpracuje z CIA. Nie zostanie przebadany Wariografem. Głównie dlatego, że go o to proszę. W sensie Johna. On by tam posyłał każdego.
Z trzaskiem zamknęłam pamiętnik. Chuck pozwolił mi na pisanie, ale tylko pod warunkiem, że będę zamykała go w szkatułce na kluczyk. Jakby co, przekażą to rządowi, chociaż szczerze wątpię, że tych ciołków interesuje moje życie uczuciowe, bo połowa notatek to moje westchnienia do Kendalla.
Wyszłam z pokoju i zabrałam plecak z podłogi. Od jakiegoś czasu ja i Din jeździłyśmy w czwartki tramwajem! . Zamykałyśmy mieszkania i szłyśmy na stację. Dzisiaj Din już siedziała przy fontannie. Tylko była jakaś... Spanikowana.
-Co się dzieje? - zapytałam, kiedy wstrząsnęłam drzwi. - Jesteś jakaś przygnębiona.
-Carlos zaprosił mnie na jutrzejszy bal. - powiedziała, kiedy przekroczyłyśmy już granicę dzielnicy.
-To świetnie! - uśmiechnęłam się do niej, zakładając torbę (plecak to też torba) na ramię.
-Odmówiłam. - powiedziała, a mnie z wrażenia szczęka opadła.
-Ale dlaczego? - uniosłam rękę i zaczęłam sobie obszukiwać kieszenie. - Przecież Carlos jest bardzo miły.
-Chciałabym, żeby James mnie zaprosił. - wyznała.
-Wczoraj powiedział, że wcale nie idzie. - przypomniałam sobie, w końcu znajdując poszukiwany bilet. - A to chyba znaczy, że nikogo nie zaprosi.
-Ale i tak nie chcę iść z Carlosem. No jest dziwny i bez przerwy gada głupoty.
-Wielkie mi co... Naczytał się Platona i teraz powtarza. Gada o filozoficzny postrzeganiu życia i tyle. To nic wielkiego! .
Wsiadłyśmy do tramwaju i oparłyśmy się barierkę. Trochę gadałyśmy i poszłyśmy do szkoły.
-Część dziewczyny. - usłyszałyśmy głos Chrisa. - Din, pójdziesz ze mną na bal?
-Chyba śnisz. - odpowiedziała, wzruszając ramionami.
-Próbowałem. - krzyknął w stronę Logana, który machnął ręką.
Wsadziłam niepotrzebne rzeczy do szafki i wzięłam tylko to, bo było na tą lekcję.
-Mam tego dość! - wrzasnęła Madison, podając mi aktualny numer gazetki szkolnej. - To jest jakiś skandal.
Wzięłam od niej gazetkę i przebiegłam wyrokiem po literkach. W końcu zobaczyłam jej nazwisko przy drugim miejscu.
-Gratulacje, jesteś doradcą. - uśmiechnęłam się do niej.
-Doradcą? - powtórzyła, rwąc gazetkę, którą przed chwilą czytałam. - Nie chcę być doradcą przez kolejny rok. Przewodnicząca klas drugich znowu została ta pinda bez perspektyw. Nie mam najmniejszego zamiaru dostarczać jej wody przez następny rok.
-N! ie mów, że funkcja doradcy ogranicza się do donoszenia wody. - powiedziałam idąc z nic do klasy pani Arias. - To też jest bardzo ważna funkcja w szkole.
Madison nie odpowiedziała. Po prostu wyruszyła ramionami i skrzyżowała dłonie na piersiach.
-Jutro bal, pamiętasz? - zaczęłam, żeby jakoś zmienić temat.
-No i bo? I tak mnie nikt nie zaprosił, a o Loganie to nawet nie mam bo marzyć.
-To ty go zaproś. - wypaliłam. - Co Ci szkodzi.
-To nie jest impreza "Panie proszą Panów". Nie będę się poniżać.
Nie odpowiedziałam, tylko poszłam do środka. Jak zwykle usiadłam pomiędzy Kendallem i Nathalie. Francuski w czwartki oznaczał tłumaczenie tekstu z podręcznika i wychwytywanie dialogów w jakiegoś francuskiego filmu. Najczęściej "LOL'a", bo jest o buncie nastolatków.
Carlos oparł się o ramię, lekko mnie zaczepiając. Od rana jest taki smutny. Wiem, że to pewnie przez to, że Din mu odmówiła. A szkoda, przynajmniej oboje mieliby partnerów.
-Carlos, rusz się! - zawołała pani Arias, kiedy zauważyła w jakim jest nastroju. - Jak kocha to wróci. Nie przejmuj się. - powiedziała, klepiąc go po ramieniu. - Zacznijmy dzisiejszą lekcję. Temat powinien szczególnie zainteresować tych z was, którzy wybierają się na jutrzejszy bal. Omówimy nazwy przekąsek, dekoracji i nazwy kwiatów i ubrań, które nosili damy i panowie dworu za czasów Ludwika czternastego. Otwórzcie książki.
Po lekcji poszliśmy od razu na obiad. Potem fizyka i mocno wyczekiwany przeze mnie wuef. Po raz pierwszy w tym roku mogłam normalnie ćwiczyć. Z biegami na rozgrzewce i w ogóle. A to już było super. No może Jack na początku da mi lekki wycisk, ale z czasem powinnam się przyzwyczaić.
W szatni włożyłam nasz kostium do ćwiczeń i poszłam z dziewczynami na salę gimnastyczną, na co Madison od razu puściła się biegiem po skraju boiska, na co Pan Gold zareagował dość dziwnie.
-Co, znowu nie-takie wyniki wyborów?
Uniosłam brwi. Mogłam się spodziewać, że Jack zna uczniów, jakby byli jego przyjaciółmi, ale wciąż nie mogę się do tego przyzwyczaić, bo jakby nie nie było, facet jest nauczycielem.
-Tak! - Nathalie pokiwała głową. - Niech się wyżyje. Na zbiórkę pójdzie normalnie.
-Przecież od początku było jasne, że ta nieudacznica nie miała ze mną szans. - usłyszeliśmy w drzwiach sali gimnastycznej.
Odwróciłyśmy się. W kompletnym stroju gimnastycznym podchodziła do nas Emma, czyli nowa i dotychczasowa przewodnicząca klas drugich.
-Emma, miło, że w końcu zaszczyciłaś nas swoją obecnością. - westchnął Jack, przeglądając swój zeszyt. - To już szóste spóźnienie w tym miesiącu. A to oznacza jedynkę. Jako przewodnicząca powinnaś dawać przykład, a Ty spóźniasz się na każdą lekcję.
-Proszę Pana... - oburzyła się, trzęsąc demonstracyjnie dłońmi, jakby strącała z nich coś obrzydliwego. - Jakim sposobem mam wyglądać tak! - krzyknęła, pokazując całą swoją sylwetkę. - Mając pięć minut?
-Rozumiem, że z obiadu za godzinę też rezygnujesz? - odezwała się Nathalie, krzyżując ramiona. - Bo masz za mało czasu na przebranie...
Czy my musimy mieć z nią ćwiczenia? - pomyślałam w duchu, mając ochotę trzasnąć ją w tył głowy. - Na każdej lekcji robią takie cyrki, na co Jack (Emma nie może do niego mówić na „ty”, co dziwnie mnie cieszyło) nie zwraca uwagi. Przed zbiórką możemy się kłócić do woli. Poza tym, podobała mi się zasada spóźnień. Trzy spóźnienia, równa się jedynka i reset w każdym pierwszym dniu miesiąca. Mówiąc wprost, jak Na Prawdę musisz się spóźnić na wuef, masz dwie takie możliwości w miesiącu. Tylko Emma twierdziła, że może mieć szczególne przywileje.
-Madison, odpocznij sobie na chwilę! - wrzasną na tyle głośno, że jego głos mógł się ponieść echem po sali ćwiczeń.
Jednak Mad zareagowała dopiero po chwili i zadyszana stanęła między Din i Nathalie. Ustawiłyśmy się w szeregu. A właśnie... W kwestii planu wuefu, czasami nie mogłam się połapać. W Poniedziałki mieliśmy z klasą „Ce”, We wtorki całą klasą, a W czwartki z klasą „A”. Oczywiście, jak jest z inną klasą, to jest podział. Na dziewczyny i Chłopaki. A to dlatego, że we wtorki nie ma drugiego nauczyciela od wuefu, ale i tak lubiłam Wtorki, bo to oznaczało bez graniczne wygłupy z Kendallem w trakcie gry w siatkówkę/piłkę nożną, a nawet w baseball.
Po skończonych zajęciach byłam wykończona. Wspinanie się po drabince postawionej między dwoma kozłami po trzech okrążeniach było wyjątkowo wyczerpujące.
-Jestem padnięta! - westchnęła Madison. -
-Lepiej? - zapytała Nathalie, podając jej szklankę wody.
-Znacznie lepiej, ale nadal mam ochotę zamordować Emmę.
Siedziałyśmy teraz na stołówce. Zajęłam miejsce obok Kendalla, który pachniał mydłem bananowym, którego nie brakowało w szkolnych prysznicach. Chcesz coś innego? Przynieś sobie.
Kendall nie zmienił swojego zachowania wobec mnie, nawet teraz, kiedy wiedział, że pracuję dla rządu. Nawet, jak byliśmy sami.
Zauważyłam, jak Logan i Carlos coś do siebie szepczą, a James jak zwykle siedział z założonymi ramionami. Za godzinę koniec lekcji. Tylko najpierw musimy skończyć fizykę.
-Nie chce mi się iść na tę fizykę. - Chris wpadł mi w słowo, jakby czytał mi w myślach. - Kto się ze mną urywa? - zapytał, rozglądając się po stolikach.
-Las rąk, normalnie. - skomentował James, grzebiąc widelcem w swoich ziemniakach.
-Ja pójdę. - oznajmił Carlos, który już skończył swoje jedzenie.
Pokręciłam głową, patrząc uważnie na Chrisa.
-A tak na poważnie... - zaczął, kiedy odczytał moje ostrzegawcze spojrzenie. - Przesiedzę jakoś na tej fizyce. W końcu mam na głowie kuratora.
-To nie był kawał? - James zmarszczył brwi, a ja i Kendall parsknęliśmy śmiechem. Nasz układ „zero tajemnic” coraz bardziej zaczynał mi się podobać.
Po powrocie do domu, padłam na kanapę, tuż obok Generalissimusa. W tych starych ciuchach taty bardziej przypominał mojego dziadka, niż premiera niewielkiego tropikalnego państewka.
-Ciężki dzień? - zapytał, na co wzruszyłam ramionami.
-Tak jakby. - odpowiedziałam, wyciągając z torby niedojedzonego Snickersa. - Mam gdzieś drugiego. - powiedziałam, napotykając jego spojrzenie. - Przynieść?
-Nie trzeba. - pokręcił głową. - Lekarz zabronił mi jeść słodycze. Ale to twój szwagier. - dodał szeptem, nachylając się bliżej mnie. - Poza tym, nie przepadam za orzechami.
Jak na zawołanie do mieszkania wrócili Chuck i Sarah.
-Dobrze, że jesteście. - oznajmił Premier, wstając z kanapy. - Mam Wam coś ważnego do powiedzenia.
Chuck i Sarah stanęli przed Generałem, a ja chciałam, czy nie, musiałam do nich dołączyć.
-Kiedy jutro odwieziecie mnie do Costa Gravas, chciałbym, żebyście zostali do niedzieli. - zaczął Premier poważnym tonem. - Wiele wam zawdzięczam i chciałbym, żebyście byli gośćmi na moim ślubie. Żenię się.
-Piąty raz? - Sarah uniosła brwi.
-Tak i z tej okazji... - Premier schylił się i wyciągnął niewielkie pudełko spod łóżka. - Lizzy, dziecino... Widziałem, w jakiej sukience idziesz na bal. Lepiej będzie, jeśli włożysz tą.
Niepewnie wzięłam od niego pudełko i wyjęłam białą, lekką sukienkę. Była skromna i nie miała tylu ozdób, jak tamta w której musiałam jutro iść na bal.

-W Costa Gravas jest znacznie cieplej niż tutaj. - powiedział z uśmiechem. - Możesz zabrać ze sobą jakiegoś kolegę. Będziesz miała z kim tańczyć.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
  Na dzisiaj przygotowałam takie cuś... A mnie znowu dopadła "sytuacja wyjątkowa" i zrobiła mi się bardzo duuża dziura. A nie mogę przecież od tak ominąć trzech miesięcy fabuły, bo to trochę głupie. Coś tam próbuję pisać według starego planu, bo zauroczyłam się uśmiechem i oczętami pewnego słodziaka, czym pewna postać wymyślona kiedyś tam w końcu dostała twarz. No a teraz piszę po trzy akapity dziennie, bo więcej nie jestem w stanie. Dobrze, że przynajmniej na nk jakoś leci... Pewnie na to zużywam większość weny, ale dobra, nie ważne. 
No więc... Koniec tego trucia. Mam nadzieję, że Odcinek Wam się podobał. dajcie, proszę znać, jakie wrażenia, bo pradawna zasada CKM (Czytasz + Komentujesz = Motywujesz) na prawdę działa. I wy mi to dajecie, za co baardzo jestem Wam wdzięczna. 

6 komentarzy:

  1. Ajajaj Mad nie wygrała? Emma nie zasługuje na to miejsce widząc jej zachowanie. Nie podoba mi się. Din odrzuciła Carlosa...smutne. Ale skoro James nue idzie... a może zmieni zdanie.
    Nie martw się. Trzy akapity to minimalnie na dobry odcinek :) Przeczytałam. Skomentowałam. Mam nadzieję, że zmotywuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedny Carlos :( Din dała mu kosza ale przecież James nie idzie! Zaraz... Dlaczego James nie idzie? On? Hmmm dziwne. Szkoda mi też Madison że nie wygrała a miałam nadzieję że właśnie ona a tu klapa. Emma nie powinna wygrać ale trudno, życie toczy się dalej :) Hah ja już w swoich bazgrołach ledwo wyciągam dwa akapity a ty mi tu mówisz XD Czekam na następny odcinek :D

    Sylwia Bibuła

    OdpowiedzUsuń
  3. A tak chciałam, żeby Mad wygrała. Już nie lubie tej Emmy.
    Jak Din mogła odrzucić zaproszenie Carlosa? Przecież on jest taki słodki *_*
    Pamiętnik Lizzy chyba może być pamięrtnikim większości fanek Kendzia ^_^
    Czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlaczego?! Dlaczego to zrobiłam ? Słodziak Carlos kontra Słodziak James :3 . Aj.
    Madison. Następnym razem się uda, trzymam kciuki !
    Doradca też dobra sprawa :). Odcinek baardzo mi się podobał! Czekam na dalszy odcinek, już się nie mogę doczekać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, ze Din odrzuciła Carlosa. Chrisa tez odrzuciała, ale jakoś się tym nie przejął. Lizzy pisze pamiętnik? Z samego pamiętnika powstaby niezła powieść, kto wie, może kiedyś to wykorzysta?;) Jak to James Noe idzie? Wydaje mi się to podejrzane... Ciekawe co on bd takiego robił... Może pukał czyjaś matkę? Lubi starsze? Dlatego nie ma dziewczyny? Dobra, mój mózg każe mi schodzić na dziwne tory. Kończę ten komentarz, bo nie wiadomo co jeszcze tu napisze. ;D Świetny odcinek ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Biedny Carlos, szkoda mi go, marzył mu się bal. A i rozśmieszyła mnie akcja z pamiętnikiem :) Ta połowa o wzdychaniu do Kendalla, a oni myślą, że konstruuje plany napadu na Pentagon :) Swoją drogą ciekawe co ona tam pisze o tym Kendziu :) Czekam na cd i zapraszam :) http://big-time-rush-ciri.blog.onet.pl/ Ciri

    OdpowiedzUsuń