czwartek, 28 sierpnia 2014

Odcinek 17 – Lizzy kontra Nie tak bliski Kuzyn

Zaraz wychodzę na scenę. Byłam już w tym klubie, ubrana w skromne wodzianko. Oczywiście słowo „skromne” jest przesiąknięte ironią do szpiku kości. Ale przecież słowa nie mają kości, prawda? To byłoby przynajmniej niedorzeczne.
-Lisa, wchodzisz! - usłyszałam krzyk kierownika klubu.
Nadali mi ksywkę „Lisa”, bo lepiej, żeby nie znali mojego prawdziwego nazwiska. Swoją drugą to dość dziwne miejsce. Pod ziemią. Dosłownie i w przenośni. Po prostu zrób to samo, co na próbie. - pomyślałam, próbując się uspokoić.
Wyszłam na scenę, starając się uśmiechać to tych wszystkich nawalonych facetów. Nie bardzo pasowało mi kręcenie przed nimi tyłkiem. Kiedy usłyszałam wstępne akordy piosenki, do której ćwiczyłam z instruktorką. Kiedy tańczyłam, kątem oka zauważyłam carinę, która po kryjomu grzebała Schmidtowi w kieszeniach. Carina... No jasne. Mogłam się tego spodziewać. Bo kto lepiej wykona takie zadanie niż „Szwecka Suka” z DEA? W tym Carina jest całkiem niezła. Przez jeszcze chwilę, tańczyłam, a potem mogłam już zejść.
O dziwo, chwilę później dołączyła do mnie Carina. Pośpiesznie chowała coś niewielkiego do torebki. Niemal biegła w moją stronę na tych swoich obcasach.
-Uciekajmy, zanim ktoś nas zauważy. - wyszeptała, a ja zaczęłam iść razem z nią. - Przynajmniej mam to USB.
Pobiegłyśmy do czekającego samochodu Sarah'y, która ruszyła jak tylko obie wsiadłyśmy.
-Co właściwie na nim jest? - zapytałam, chcąc się przebrać w coś normalnego.
-Coś w rodzaju encyklopedii multimedialnej. - wyjaśniła Carina, kiedy zdejmowałam z siebie to coś. - Tylko z ofiarami.
~***~
Kiedy wróciłam do domu, nie marzyłam o niczym innym, jak pójściu do łazienki i wzięcia porządnej kąpieli. Sarah i carina uparły się, żeby iść jeszcze na szybko-dokładne zakupy, żeby mieć jakieś alibi. Dla wiarygodności sąsiadów.
-Dobrze, że jesteście. - oznajmił Chuck, całując Sarę na powitanie. - Masz towarzystwo.
-Co? - zmarszczyłam brwi. - Kto?
-Czekają u Ciebie w pokoju. - powiedział, a ja natychmiast poszłam do siebie.
Byłam zaskoczona, kiedy na moim łóżku siedzieli Madison, Kendall i Logan.
-Eee... - otworzyłam usta ze zdziwienia, spoglądając na nich ze strachem wymalowanym na twarzy. - Stało się coś?
-Tak jakby... - zaczęła Madison. - W naszej klasie cztery osoby są na liście gościnności.
-To znaczy? - zapytałam, siadając przy biurku.
-To znaczy, że nasza czwórka przyjmuje po jednego ucznia z wymiany. - wyjaśnił Logan. - Najlepsze jest chyba to, ze stary Kendalla będzie miał szlaban na panią nauczycielkę.
Pokręciłam głową nad jego sposobem myślenia. Zauważyłam, że Kendall milczy. Po prostu. Ale uczeń z wymiany? Czemu Chuck mnie o tym nie uprzedził? Przecież zawsze mówiliśmy sobie wszystko.
-Chuck, czemu nic mi nie powiedziałeś, że ktoś przyjeżdża do nas z wymiany? - krzyknęłam, zaglądając do kuchni. - Kiedy on, albo ona ma przyjechać.
-Które wygadało o niespodziance? - zapytał, mijając mnie w drzwiach i idąc do mojego pokoju.
-Jakiej niespodziance? - chwyciłam go za rękaw koszuli, chcąc od niego coś jeszcze wyciągnąć.
-O nie! - zaprzeczył, unosząc ręce... - Ja nic nie powiem! Sama musisz zobaczysz kto przyjedzie.
-Przepraszam, nie wiedzieliśmy, że... - powiedział Logan, patrząc na Chucka ze skruchą.
Madison przygryzła wargę z niepokojem.
-To może zmieńmy temat... - powiedziała, klaszcząc nad głową. - Na przykład... Dlaczego James nie był na balu...
-Miał szlaban. - Logan wzruszył ramionami, stojąc w drzwiach mojego pokoju z dłońmi w kieszeniach. - Po prostu musiał swoje odsiedzieć.
-Albo nie! - wstała z łóżka. - Dlaczego Din odrzuciła zaproszenie Carlosa, a potem i tak z nim tańczyła.
-Na plotki Ci się zebrało? - rzucił Kendall. - Kwestia uczniów z wymiany była ustalona. Mój ojciec nas zgłosił, was też zgłosili rodzice. Taki projekt. Ale dlaczego Lizzy o niczym nie wie.
Westchnęłam, kładąc dłonie na biodra. Jeszcze tylko tego brakowało, żeby zataili przede mną takie coś. Nie, zapomniałam. Już to zrobili.
-Dobra, skoro aż tak chcesz to przede mną zataić, to przynajmniej powiedz, kiedy przyjedzie ten tajemniczy ktoś...
Chuck nie odpowiedział. Przynajmniej nie od razu. Tylko spojrzał na zegarek i westchnął ciężko. Potem uśmiechnął się niezręcznie i otworzył usta.
-Za jakieś piętnaście minut. - odparł. - I zapewniam Cię, że kiedy zobaczysz, kto to jest od razu złość Ci minie. Zobaczysz.
-Dziwi mnie Twoja pewność. - odpowiedziałam i wróciłam do pokoju.
Usiadłam przy biurku, chowając bransoletki do ołowianej szpatułki ze sprzętem. Nie będą mnie teraz podsłuchiwać. O nie! Niech sobie to wybiją z głowy.
-Lizzy, może nie będzie tak źle... - powiedział Logan, który wszedł do mnie z pozostałą trójką.
-Właśnie. - Kendall pokiwał głową, przytulając mnie do siebie. - Może to jakiś Twój przyjaciel... Z dawnej szkoły, albo koleżanka z przedszkola... Hmm...
-No nie wiem, nie wiem... - westchnęłam. - Nawet nie wiem, kto to jest.
-I o to chodzi w niespodziankach, prawda? - zauważył.
Madison włożyła rękę do kieszeni. Kiedy wyjęła telefon, spoglądając na wyświetlacz, który migotał. Westchnęła ciężko i wywróciła oczami.
-Muszę iść. - jęknęła. - Uczeń z wymiany już przyjechał. Na razie.
I wyszła, machając nam na pożegnanie.
-Ja też będę się zbierał. - oznajmił Logan, podwijając rękawy. - Mieszkam niedaleko, więc pewnie też ten dla nas niedługo przyjedzie. To na razie...
I wyszli. Więc zostaliśmy sami. Mamy piętnaście minut dla siebie. Złote, jedyne piętnaście minut.
-Posmutniałaś. - zauważył, siadając naprzeciwko mnie. - Może oni mają rację? I polubisz ucznia z wymiany, hmm? Ale pamiętaj, że to ja jestem Twoim chłopakiem.
Zaśmiałam się, kiedy pojęłam sens tych słów. To jest Kendall... Zawsze uroczy. Za to go kocham. I nie tylko za to... Jeszcze za wiele innych rzeczy. Jego uśmiech... Poczucie humoru...
Minęło piętnaście minut. Chuck zajrzał do naszego pokoju i przywołał mnie do siebie kiwnięciem palca. Wywróciłam oczami i wstałam, kiedy tylko wyszłam, Chuck zakrył mi oczy dłońmi.
-Czy to na pewno konieczne? - jęknęłam.
-Bez tego nie byłoby niespodzianki. - usłyszałam głos Kendalla.
Chuck wyprowadził mnie do salonu i wtedy zobaczyłam jego. Stał tu jak gdyby nigdy nic.
-Witaj, kuzynko. - powiedział trochę grubszym głosem, niż to zapamiętałam. - Stęskniłaś się?
-Arthur! - zawołałam, mocno go ściskając. - Nie mogłeś mi tego od razu powiedzieć? - rzuciłam do Chucka. - To Arthur. Mój Arthur.
-Niespodzianka. - uniósł dłonie w geście poddania. - Nie mogłem tego powiedzieć.
Dopiero teraz przypomniałam sobie o Kendallu. Spojrzałam na niego, który stał tu, na środku salonu, ukrywając się za plecami Chucka, jak ostatni głupek.
-Arth, poznaj mojego chłopaka. Kendalla. - oznajmiłam, ciągnąc Kendalla za rękę. - Kendall, to Arthur, mój kuzyn.
-Cześć, miło mi Cię poznać. - Arth uśmiechnął się do Kendalla, ściskając jego dłoń.
-Kuzyn? - powtórzył Kendall.
-Nasze mamy to siostry. - wyjaśnił Chuck, z kuchni. No tak. Kolacja. - Kendall, zjesz z nami?
~***~
Po kolacji musiałam się jakoś oderwać od opowieści Artuhra z minionych kilku lat. Sporo się nie widzieliśmy. Co z tego, że rok temu zadzwonił po kryjomu, ale Ciotka Kate zabraniała mu się z nami kontaktować. Jutro rano jest zwykły piątek. A ja muszę jeszcze przeczytać lekturę. Bez najmniejszego wahania położyłam się na łóżku. Kiedy czytałam drugą stronę, do mojego pokoju wszedł Artuhr. Całkowicie ubrany w piżamę.
Nic nie powiedział. Po prostu się uśmiechnął i włączył radio. Akurat zaczynała się piosenka.
-Nie wiedziałem, że wciąż to grają. - oznajmił i położył się obok mnie.
-Nieśmiertelny kawałek. - uśmiechnęłam się, odkładając książkę. - Jakiś czas tego nie słyszałam. Rzadko słucham radia.
-Właśnie widzę. Toniesz w audiobookach. - westchnął i wziął głęboki oddech. - It's gettin late, I'm making my way over to my favorite place.
-Oj, proszę Cię... Chybe nie masz zamiaru teraz śpiewać? - jęknęłam, zamykając książkę.
-I gotta get my body moving shake the stress away, I wasn't looking for nobody when you looked my way. - Śpiewał dalej. - Possible candidate yeah.
-Who knew, That youd be up here lookin like you do. - podchwyciłam jego gatkę, śpiewając razem z nagraniem.
-You're making staying over here impossible, Baby I must say your aura is incredible, If you dont have to go don't. - zaśpiewał. I spojrzał na mnie, jakby oczekiwał, że teraz będę śpiewała dalej.
-Do you know what youv started, I just came here to party, But now wer rockin on the dancefloor acting naughty. - zaśpiewąłam I natychmiast przerwałam, na co on uniusł kącik ust I śpiewał dalej.
-Your hands around my waist, Just let the music play, We're hand in hand, Chest to chest, And now we're face to face.- zaśpiewał, ale nie przerwał.
-I wanna take you away, Lets escape into the music DJ let it play, I just can't refuse it, Like the way you do this, Keep on rockin to it. - refren zaśpiewaliśmy razem. - Please don't stop the, Please don't stop the, Please don't stop the music.
Dalej już nie śpiewaliśmy. Po prostu leżeliśmy I się śmialiśmy. To mi o czymś przypomniało.
-Jakbyśmy znowu mieli osiem lat, prawda? - zaczął, kiedy razem wpatrywaliśmy się w sufit w moim pokoju oblepiony fluorescencyjnymi nalepkami w kształcie gwiazdek I planet układu słonecznego. - Fajne to masz, wiesz. - oznajmił po dłuższej chwili, wyciągając rękę wprost siebie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I to by było na tyle. W notce wykorzystałam słowa piosenki, której przekierowanie na YouTube jest w linku. Chyba każdy to zna. Tak mi się przynajmniej wydaje. Skopiowałam je z dokumentu na Chomiku I takie coś wyszło. Pozostało mi jeszcze coś napisać. I sorry za wielkie I. Samo mi się tak robi, a nie umiem tego poprawić.
UWAGA!
Nowa postać!

Kim jest? Artuhr Collins jest kuzynem Lizzy, Ellie I Chucka. Jego matka nie utrzymuje kontaktu z resztą rodziny. Jego imię jest nazwiskiem panieńskim jego matki I automatycznie mamy Carmichael. Z niewiadomych powodów, nie pozwala na kontakty synowi, chociaż oni I jej syn bardzo się lubią.
Co tutaj robi? Został zakwalifikowany na wymianę międzyszkolną. Ma chodzić do Liceum Muszkieterów przez miesiąc, a potem napisać artykuł porównujący obie szkoły. Dokonał pewnego odkrycia w albumie rodzinnym. Artuhr I Lizzy mają miesiąc, żeby rozwikłać rodzinną zagadkę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No I teraz już na prawdę koniec. Mam nadzieję, że Odcinek Wam się podobał. Czekam na Wasze opinnie I idę oglądać sami-wiecie-co, bo zostało mi jeszcze dwanaście odcinków do końca sezonu. A co oglądam? Domyślcie się. Trzymajcie się! 

7 komentarzy:

  1. A przez Cb teraz mi to po głowie chodzi.. "please don't stop the music..." aż sb muszę posłuchać :D
    Ciekawy odcinek. Lizzy tańczy na róże przed pijanymi gościami, a ja mam tę scenę przed oczami. Widzę, jacy są napaleni, a ona biedna czuje ogromną niechęć do nich. Przyjeżdża do niej kuzyn, za którym bardzo tęskni. Ale fajowo tak spotkać się po latach. Co za odkrycie w albumie rodzinnym? Jaka zagadka? Ty to lubisz mącić ludziom w głowach... ;p
    Chwilunia! Czy Logan przepraszał Chucka? Okazywał skruchę? To mi do niego nie pasuje ale okay... Chyba Lizzy ma na niego taki wpływ. Ta to umie owinąć sobie facetów w okół palca, żeby zachowywali się tak jak jej się podoba... Ajjj :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Chris, tobie to wchodzi każda piosenka :D Co do odcinka to wiesz jaki jest :) Ja też sb wyobraziłam ten taniec na rurze, ale widziałam tam siebie i to było straszne. Współczuje. Kuzyn Lizzy? Jaka rodzinna zagadka? Boszsz... ciekawisz :)

    OdpowiedzUsuń
  3. „Szwecka Suka” - Rozbroiłaś mnie tym, naprawdę zaskakująca postać :). Kradzież w wykonaniu Lizzy naprawdę nie przechodzi
    mi przez myśl. Arthur. Nowa postać do kolekcji, i ta rodzinna zagadka. Już się nie mogę doczekać następnego odcinka ;).

    OdpowiedzUsuń
  4. Wróciłam! Na początku przepraszam, że tyle czasu nie komentowałam. Czytałam, ale nie chciało mi się skomentować. Odcinek, jak zwykle, wyszedł Ci super. Mamy nową postać. Fajnie! Jaka znowu zagadka? Czekam z niecierpliwością na nn.
    Pozdrawiam, Domi.

    OdpowiedzUsuń
  5. No i Lizzy musi być dobra we wszystkim, nawet w kręceniu się na rurze przed napalonymi facetami. I ciekawe jaka rolę odegra ten Arthur??? Dobrze, że to kuzyn, Kendall nie musi być zazdrosny :) Pozdrawiam i zapraszam http://big-time-rush-ciri.blog.onet.pl Ciri

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, odpowiedź na Twoje pytanie u mnie :) Pozdrawiam, Ciri

      Usuń
  6. Nie ma to jak zataić wizytę kuzyna. Ja osobiście za takie coś bym zabiła gołymi rękami xd
    Obstawiam, że kończysz oglądać sezon Violetty? Zgadłam?
    Odcinek genialny, czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń