środa, 26 listopada 2014

Odcinek 34 – Lizzy kontra urodzinowe niespodzianki

Dziewiętnasty listopada. Dzień w roku, wysoce przeze mnie znienawidzony. Moje urodziny. Jęknęłam i odrzuciłam koc na bok. Zapowiada się dłuugi dzień.
Oczywiście, znałam cały schemat dnia i w tym roku nie może być inaczej. Jak znam życie, Chuck już rozgadał o wszystkim moim znajomym i prawie na pewno robią imprezę w sklepie.
-Wszystkiego najlepszego! - usłyszałam głos Arthura, który wszedł do mojego pokoju z tacą śniadania. - Spełnienia marzeń.
Postawił mi tacę na kolanach, kiedy siadałam, przecierając oczy. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Westchnęłam, patrząc w jego brązowe oczy.
-Przecież sama bym zeszła. - powiedziałam. - Nie musiałeś mi przynosić tu śniadania.
Spojrzałam w zawartość miski z niebieskiej porcelany. Miodowe kołeczka. Mogłabym przysiąc, że jeszcze wczoraj ich nie było.
-Nie musiałeś mi przynosić śniadania. - powiedziałam, biorąc do ręki łyżkę. - Sama bym zeszła. Na prawdę. Uwierz mi.
-Daj spokój, co? - zmarszczył brwi. - Urodziny ma się tylko raz w roku. Korzystaj. A teraz chodź się przytul. - Przyciągnął mnie do siebie i dodał. - Wszystkiego najlepszego.
-Dziękuje. - powiedziałam, wtulona w jego ramię.
-Zejdziesz na dół? - zapytał, puszczając mnie wolno. - Tylko najpierw musisz się ubrać.
Uśmiechnęłam się i dojadłam płatki. Potem Arthur wszystko wyniósł i poszłam się ubrać. Kendall już się wyprowadził. - pomyślałam, wchodząc pod prysznic i pilnując, żeby nic się nie zamoczyło. - Dustin wyremontował na szybko jakieś mieszkanie i teraz obaj się do niego wprowadzili.
-Cześć Wam! - zawołałam, kiedy weszłam do kuchni w pełni ubrana. - Wszystko w porządku tutaj? - zapytałam widząc minę Sary. Moje spojrzenie przeszło na Morgana, który siedział przy stole. - Przyłapałeś ich na porannym seksie, prawda?
On tylko kiwnął głową. Jak dzieci, normalnie... Jak dzieci.
-Wszystkiego najlepszego, siostrzyczko. - powiedział Chuck, kiedy wszedł do kuchni z papierową torbą w ręku. - To dla Ciebie. A na resztę prezentów musisz poczekać do imprezy w sklepie.
-Impreza w Buy More? - jęknęłam. - Kogo zaprosiłeś?
-Wszystkich Twoich przyjaciół. - oznajmił, przytulając mnie do siebie. - Otwórz.
Spojrzałam na niego nieufnie. Wyjęłam z torby coś, co wyglądało jak kompakt w prezentowym papierze. Rozwinęłam papier w kwiatki i spojrzałam na okładkę.
-Soundtrack z „Lizzie McGuire: The Movie”? - przeczytałam tytuł. - Od wieków nie widziałam tej płyty. Jak...
-To od mamy. - oznajmił. - Musiała wyjechać, ale wieczorem ma przysłać nagranie z życzeniami. Przeprasza, że nie może złożyć Ci ich osobiście.
-To nic. - odparłam. - Wiem, jaką ma misję.
Chuck uściskał mnie od tyłu i pocałował w czubek głowy. Lubiłam, kiedy tak robił. To mi przypominało o tym, że wciąż jestem dzieckiem.
-Ale wiesz, ze i tak musisz iść do szkoły.
-Wiem... - mruknęłam.
Po całym domowym rytuale śniadaniowym ja i Arthur wyszliśmy do samochodu Johna, który jak zazwyczaj miał nas zawieźć do Musketeers High.
-Madame... - powiedział, otwierając drzwi samochodu niczym zawodowy szofer.
-Nie rób sobie jej, co? - jęknęłam. - Zachowuj się normalnie. Gdzie Din?
-Pojechała dzisiaj z rodzicami. - odpowiedział, siadając za kierownicą. - Wasza ostatnia wywiadówka... Pamiętasz, ze tylko ich nie było.
-Pamiętam. - westchnęłam. - Chuck powiedział, że Jack nie był z tego powody zadowolony. Nie lubi, kiedy rodzice nie przychodzą.
-To pewnie dlatego do nich dzwonił... - wymamrotał.
-Co? - zmarszczyłam brwi, przerzucając plecak obok. - Skąd wiesz, że...
-Podsłuchiwałem. - oznajmił bezuczuciowo.
-John! - zawołałam. - Tyle razy Ci powtarzałam, że się tak nie robi!
Nie miałam nastroju, żeby go uczyć etyki. W szkole wszystko wyglądało po staremu. I dzięki Bogu, bo szopki w szkole bym nie zniosła.
-To dzisiaj widzimy się na imprezie w sklepie? - wypaliła Madison, a ja z wrażenia wyplułam makaron z powrotem do miski. - No co? Masz urodziny. Mamy dla Ciebie wspaniały prezent. Będziesz zachwycona.
-Ktoś ma urodziny? - zapytała Emma, przechodząc obok nas. - I ja o Tym nic nie wiem.
-Ale dlaczego miałybyśmy Cię zapraszać? - Din zmarszczyła czoło ze zdziwienia. - Nie kumplujemy się.
-Właśnie, a poza Tym, dlaczego wtrącasz się w nie swoje sprawy?
-Sprawy całej szkoły, to moje sprawy. - oznajmiła dyplomatycznie składając dłonie.
-Tak? - Mad skrzyżowała ramiona. - To dlaczego zainwestowałaś w nowe lustra do łazienki samorządowej, zamiast kupić nowe blachy na pizzę? Wczoraj placki znowu były przypalone.
Uniosłam brwi, obserwując, jak Mad nakręca się niczym pozytywka. Carlos tylko się zaśmiał i przeniósł z sąsiedniego stolika kolejną buteleczkę pieprzu.
-Carlos, przestań tyle pieprzyć. - wycedził Logan przez zaciśnięte zęby, a Mad nadal krzyczała na Emmę, tak długo, aż ta w końcu sobie poszła. Chris posadził ją z powrotem na krześle, uspokajająco klepiąc po ramieniu.
-A czy mógłbyś... - zaczęła, patrząc na niego z nadzieją.
-Sorry, dziewczyn nie biję. - wzruszył ramionami. - Ale mogę Cię nauczyć kilku chwytów, jeśli chcesz. Logan może do nas dołączyć.
Uśmiechnęłam się, kiedy jej to zaproponował. Ja i Chuck potrafimy się bić, ale to nie znaczy, że to lubimy. Właściwie, to wolimy rozmawiać.
-Oj, chłopaki... - westchnęła Madison. - Jesteście tacy słodcy.
I obdarzyła obojgu wielkimi całusami w policzki. Rozejrzałam się po sali i zauważyłam jakiegoś mężczyznę, który wszedł do Czterech Szpad.
-Kto to jest? - mruknęłam, szturchając Kendalla w ramię.
-Zamiennik Vilkoff. - wyszeptał. - Na razie nikt nie wie, jak się nazywa.
Po lekcjach poszliśmy do Buy More, które już było zamknięte. W końcu czwartek, to najdłuższy dzień tygodnia i kiedy tam przyszliśmy, było już dobrze po osiemnastej.
Poczułam, jak Kendall pocieszająco ściska moją dłoń. Na prawdę tego potrzebowałam. Szczególnie, jeśli Madison, Nathalie, Din, James, Logan, Chris, Carlos i James szli z nami właściwie ramię w ramię.
-Wszystkiego najlepszego! - zawołali wszyscy, kiedy wchodziliśmy do środka. Lester natychmiast zamknął za nami drzwi. Pokręciłam głową i przeszłam przez zielono-żółty dywan.
Chuck doprowadził mnie do wielkiego tortu, który stał na stoliku na pudełka do kompaktów. Właśnie... Musiałam dobie kupić pudełka i czyste płyty na kopie zapasowe. No jasne! Czemu wcześniej o tym nie pomyślałam.
-A teraz zdmuchnij świeczki i pomyśl życzenie. - oznajmił Jeff, kiedy wszystko udało mu się zapalić. - Wszystkiego najlepszego.
Jakimś cudem udało mi się zdmuchnąć wszystkie szesnaście świeczek jednym tchem. Potem były uściski życzenia... I wszystko, co co roku. Tylko jak dla nich były Dwa lata przerwy. No, ale mniejsza z tym... Potem przyszedł czas na prezent. Niestety. Ku mojej uldze paczuszka od wszystkich nie była zbyt duża.
-Wiemy, co się stało z twoją poprzednią komórką. - zaczął Mike, kiedy wszyscy stanęli w prawie idealnym kole. - Dlatego mamy coś, co może Ci się przydać.
O tak, bo mój telefon został rozbity przez jakiegoś przemytnika broni, a ludziom powiedzieliśmy, że John niechcący go przejechał. Aż dziwne, że w to uwierzyli...
-Nowy, jeszcze nie wypuszczony na rynek. - powiedział Margan, kiedy rozwijałam papier. - Najnowszy model Samsung Galaxy. Jest twój, ale napisz raport na przyszły tydzień.
-Raport? - zmarszczyłam brwi.
-To będzie część testu. - powiedział poważnie. - jako jednostka Buy More w Burbank musimy mieć opinię...
Nie zdołał dokończyć, bo mocno go do siebie przytuliłam. Morgan i to jego przesadne szefowanie w sklepie. Jak ja ich wszystkich kochałam...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Kiepska impreza, wiem... Tak się składa, ze mam ograniczony czas na pisanie... Sorki... No i nie za bardzo wiedziałam, jak to opisać, bo mam fazę na wilkołaki (na angielskim jako jedyna wiedziałam, co oznacza słowo "werewolf", a to już wyczyn bo orłem nie jestem). No i całą wenę zużywam na Teen Wolfa. Za tydzień pożegnanie Nathalie. Dość ostre, jak na mnie. Poza tym sprawdziłam jeszcze jedną rzecz. W tym roku moje urodziny wypadają we wtorek, więc pod koniec miesiąca spodziewajcie się dziwnej notki. Mam nadzieję, że notka Wam się podobała. Do przeczytania we wtorek. Trzymajcie się! 
Majcie zdjęcie, bo obiecałam sobie rano, że dzisiaj pod opowiadaniem jakieś wstawię. 

4 komentarze:

  1. Pierwsza zaznaczam teren. Kocham to :D
    Jak można nienawidzić tak swoich urodzin. Przecież to fany dzień. Ktoś w końcu zwraca na ciebie uwagę :P :D huehue Nie wiem czy by mnie ucieszył jako prezent jakiś soundtrack. Może właśnie dlatego Lizzy nie lubi tego dnia, bo dostaje dziwne prezenty :D Mad dobrze pocisnęła Emmie. Myślę nadal, że Madison byłaby znacznie lepsza w tym fachu. Ciekawe jakie to będzie pożeganie Nathalie. Może przejedzie ją auto? A potem walec i zostanie z niej naleśnik? Zbliżają się Twoje urodziny? Super :) Czekam na dziwną notkę, która pewnie będzie świetna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Najlepszego dla Lizzy choć nie lubi dnia swych urodzin. Fakt soundtrack to słaby prezent ale liczą się chęci. Za to ten telefon. Ma się z czego cieszyć :)
    Chris i Logan nauczycielami sztuk walki? Ciekawie. Fajnie by było gdyby Mad dokopała Emmie :D
    Ostre pożegnanie z Nathalie? Pewnie okaże się że jest fałszywa i się pokłócą i zostanie usunięta z paczki. Nie bd snuć podejrzeń. Przekonam sie we wtorek ^^
    Świetny odc. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Urodziny udane, impreza także. Może następne będą lepsze, albo Lizzy przekona się do tego dnia. Mad postaraj się i udowodnij Emmie swoją siłę :d. Ja nawet nie wiem jak Nathalie wygląda, ale może niczego nie tracę.
    Zauważyłam chyba mały błąd, napisałaś podwójnie imię Jamesa. '' Szczególnie, jeśli Madison, Nathalie, Din, James, Logan, Chris, Carlos i James szli z nami właściwie ramię w ramię. '' .
    Czekam na następny odcinek ! ;).

    OdpowiedzUsuń
  4. Soundtrack, trochę słabym prezentem, ale Szajsung załagodził chyba sprawę... Też nie lubię urodzin. Albo się wszyscy podlizują, albo mylą datę moich urodzin. Dobrze, że Madison wygarnęła wszytko Emmie, oby to podziałało, a jak nie to Logan i Chris sami zaproponowali lekcje... "Za tydzień pożegnanie Nathalie"?! Zabijesz ją? Nawet nie ma jej w bohaterach, więc chyba oś się złego stanie.
    We wtorek dziwna notka, jestem ciekawa. Super odc. :)

    OdpowiedzUsuń