czwartek, 18 grudnia 2014

Odcinek 40 – Lizzy kontra Szpiegowskie Ciasteczka

Ze sklepy do szkoły było stosunkowo niedaleko, dlatego poszłam tam na piechotę. Na parkingu zwróciłam uwagę na toyotę Chucka i szpiegowskiego vana CIA. Bez słowa wsiadłam do środka, zwracając na siebie uwagę Johna.
-A, to tylko Ty. - skomentował.
-Jak sprawa? - zapytałam, siadając obok niego, a ten wręczył mi słuchawki. Dziwne, zazwyczaj siedzi tu na głośniku.
-Coraz lepiej. Carmichael rozmawia z Goldem, a Walker poszła zejść pod tą piwnicę.
-Sama? - zmarszczyłam brwi, próbując wyłapać jakieś słowa w słuchawkach.
-Jest profesjonalistką. A co za tym idzie, dobrze da sobie radę. - zapewnił, sprawdzając jedną z kamer, która była przyczepiona do naszyjnika Sary.
Na monitorze widać było teraz jakiś zamazany obraz. Widocznie teraz chodziła do tych podziemi. Rozciągnęłam sobie kark i rozmasowałam sztywne miejsce. Ostatnio coraz częściej sztywniały mi mięśnie. To chyba była wina źle ułożonej poduszki. Tak naprawdę nie pamiętam, kiedy gruntownie ścieliłam sobie łóżko, a to znaczy, że to było bardzo dawno.
-Lizzy to bardzo dobra uczennica i moja najlepsza kadetka. Mógłbym śmiało powiedzieć, że... - usłyszałam głos Jacka i natychmiast zdjęłam sobie słuchawki z głowy.
-Możemy się zamienić? - poprosiłam. - Nie bardzo widzi mi się słuchanie rozmowy Jacka i Chucka na temat moich osiągnięć naukowych.
-Żartujesz? - zdziwił się, sięgając po ciasteczko i biorąc do buzi całe naraz. - Niejeden dzieciak dałby się pokroić, żeby wysłuchać własnej wywiadówki.
-Chyba jednak wolę o to go zapytać. - stwierdziłam, kręcąc głową i wbiłam spojrzenie w monitor. Sarah teraz już zeszła na dół i szła jakimś korytarzem.
Patrzyłam jak pewnie pokonuje przestrzeń dzielącą ją od głównego panelu. Potem zaczęła instalować kamery, takie, które łatwo schować. Ja jeszcze nie nauczyłam się tego robić. Podkładanie mikrofonów jest znacznie łatwiejsze, bo można je czymś przykryć.
Odwróciłam wzrok na kolejny ekran. Ktoś schodził do podziemi. Gwałtownie szarpnęłam Johna za rękaw i pokazałam co się dzieje.
-Walker, streszczaj się. - powiedział, pochylając się do mikrofonu. - Ktoś schodzi na dół.
-Tak, nasz woźny. - mruknęłam. - Myślałam, że koleś jest... niegroźny.
Dokończyłam niepewnie, bo facet wyciągnął jakąś kartę identyfikacyjną i jak gdyby nigdy nic otworzył sobie drzwi i wstukał kod.
-Nasz woźny w Kręgu? - jęknęłam. - Na litość boską, do czego ten świat prowadzi?
-Jak on się nazywa? - zapytał John, otwierając udostępniony przez Chucka rejestr bazy danych. Rozejrzałam się po furgonetce, próbując sobie przypomnieć jego nazwisko.
-Chyba ma na imię Francis. - odpowiedziałam, zaczynając panikować. - Nikt nigdy nie używa jego nazwiska. Wszyscy mówią Francis.
Ten poszperał trochę w systemie i wyświetlił jego profil. Czytał dość szybko, ale nie tak szybko jak Chuck. No i nie był aż tak bystry.
-Szlag! - wymamrotał na tyle głośno, żebym dosłyszała jego warknięcie. - Kiedyś był narzeczonym Sydney Prince. Walker, uważaj. Nie wiemy czego się po nim spodziewać.
Spojrzałam w monitor z podglądu Sary. Nie zwróciłam uwagi na dzwoniący telefon i zamiast tego rzuciłam nim o ścianę i przygryzłam wargę.
Potem wszystko działo się za szybko. Sarah znokautowała go jednym uderzeniem i w kilka sekund wyszła z szybu. Odetchnęłam z ulgą, kiedy usłyszałam jej głos.
-Lizzy, już wiemy, komu masz podłożyć pluskwę przed świętami.
~***~
-Ciasteczko? - zapytałam Kendalla, siadając obok niego na kanapie z puszką od Johna.
-Dzwoniłem do Ciebie. - powiedział, biorąc do ręki jedno z nich. - Dlaczego nie odebrałaś?
-Byłam zajęta. - odpowiedziałam, dając mu szklankę soku. - Właściwie musimy pogadać. Rozmawiałam wcześniej z Chuckiem i Sarą i bardzo spodobał im się mój pomysł.
-Ale o co chodzi? - zmarszczył brwi. - Lizzy, co znowu wymyśliłaś?
-Może Ty i Dustin wpadniecie do nas na święta? - zaproponowałam. - Będzie cała nasza rodzina, a Chuck pewnie znowu zrobi za dużo jedzenia.
-Jesteś tego pewna? - uniósł brwi. - Bo wiesz... Nasza mama wychodzi na ferie z ośrodka odwykowego, a to nie jest doborowe towarzystwo.
-No to przyjdź z mamą. - powiedziałam. - Co za problem?
-Już Ci powiedziałem. - westchnął. - Macie dużą rodzinę i wiem, że nie zawsze tak było. Jednak ja zazwyczaj jestem sam. Mój ojciec nie świętował Bożego Narodzenia, a z mamą i Dustinem to będzie pierwszy raz.
-No i to jest dobry moment na małą rewolucję. - powiedziałam, zaciągając sobie nogawkę dresów na kostkę. - Oj proszę Cię, co masz do stracenia? Poznasz moją siostrę i szwagra...
Przez długą chwilę patrzyłam na niego wyczekująco. On tylko mierzył mnie wzrokiem, jakby to to czekał na odpowiedź, a nie ja. Przechyliłam głowę w bok, żeby go jakoś pośpieszyć.
-No dobra. - powiedział w końcu, a ja poczułam nagłą chęć przytulenia go do siebie. Tak, wiem... Jestem dziwna. - Ale najpierw pogadam o tym z Dustinem.
-Czyli Dustin powie „tak” i przyjedziecie? - niemal piszczałam z nadmiaru emocji.
-Tak, właśnie tak. - pokiwał głową.
Nie zdążyłam zareagować, bo drzwi naszego mieszkania otworzyły się gwałtownie i do środka wszedł Carlos w towarzystwie Chrisa, a zaraz za nimi stali Logan i James. W właściwie odwrotnie.
Co czterej wyglądali dość komicznie, jeśli mogę się tak wyrazić. Carlos trzymał Chrisa za tył jego dresowej bluzy, jednak ten przez cały czas się miotał i krzyczał, żeby go puścić. James trzymał Logana, ale ten był o niebo spokojniejszy.
-Możecie mi wytłumaczyć, co się dzieje? - poprosiłam, wstając z kanapy.
-Przyznacie się, czy ja mam jej wszystko powiedzieć? - zapytał James, wymownie puszczając Logana, a ten po prostu otrzepał się jakby z kurzu i stanął prosto, jakby na był największym w świece chojrakiem.
-Skopaliśmy tyłek Jonathanowi. - powiedział takim tonem, jakby był z tego dumny. - I co? Od dawna chcieliśmy to zrobić. Przecież o tym wiedzieliście.
-Że co proszę? - wrzasnęłam, czując, jak cała gotuję się ze złości. - Ty też? - zapytałam Chrisa.
-Tak, jak też. - odpowiedział z zaciśniętymi zębami.
-Coś ty najlepszego zrobił? - jęknęłam. - Wiesz, czym to dla Ciebie grozi?
-Wiem, zawieszeniem i... - przerwał na chwilę, jakby wstydził się tego wypowiedzieć na głos. - Powrotem do poprawczaka.
-Teraz mi to mówisz? - przerwał mu Logan. - Mogłeś mnie wcześniej uprzedzić, poszedłbym tam sam. Nie wciągałbym Cię w to.
-No weź... - spojrzał na niego, kiedy Carlos go puścił. - To chodzi o Din. Naszą przyjaciółkę. Skrzywdził ją i musiał ponieść tego konsekwencje.
-I na serio myślisz, ze to było najlepsze wyjście? Wymyślilibyśmy inną, bardziej sensowną zemstę, ale nie pobicie. - powiedział Carlos, wciąż stojąc ramię w ramię z Jamesem.
Oni mają rację. Wymyślilibyśmy coś innego. Coś bardziej skutecznego, bo to niczego go nie nauczy. Tylko co mogłoby podziałać.
-A kogo obchodzi, czy trafię do poprawczaka, czy nie? - to retoryczne pytanie Chrisa, trochę wytrąciło mnie z zamyślenia.
-Mnie! - to powiedzieliśmy wszyscy jednocześnie.

-Słuchajcie. - odezwał się Logan. - Nie chcę, żeby posadzili Chrisa. Dlatego pozostaje mi jedno wyjście.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 Teraz będą dwie wiadomości. Jedna dobra, druga zła. Zła: Chwilowo straciłam wenę i kiepsko mi idzie pisanie. Policzę się z tym później. Dobra: Pusty post nie będzie wcale taki pusty. Ukaże się ostatniego dnia roku. Trochę mnie poznacie, będzie kilka gifów. I wiadomość zło/dobra: Przedwczesne ukazanie się dzisiejszego odcinka świadczy o tym, że jadę do dentysty i wolę to zrobić wcześniej, niż nie zrobić wcale. 
Już nie nudzę, bo zaraz muszę iść się szykować. Jeszcze jedna dobra wiadomość: Końcówka sezonu będzie troszeczkę kryminalna. Pewnie wyjdzie mi to kiepsko, ale ryzyk-fizyk. A teraz mam nadzieję, że odcinek Wam się podobał. Do wtorku (o ile zdążę napisać). Trzymajcie się!

7 komentarzy:

  1. W piwnicy toczy się jakaś gra, no a John Sobie spokojne je ciasteczka? Zabawne. Tytuł naprawdę zaskakujący. Świetnie to wymyśliłaś. Jak miło ze strony Lizzy że zaprosiła Kendalla jego brata i Mamę na święta. Oby nie było żadnej wpadki. Miło będzie poczytać o Tobie, czegoś się dowiedzieć :). Świetny odcinek.
    Czekam na następny ;).

    OdpowiedzUsuń
  2. Beka z Chrisa. On poświęca dla Din swa przyszłość a ta go wyzywa od dresow i wykazuje nim swoje (nie)zainteresowanie. . swietny materiał na związek :D
    W każdym razie ciekawe jakie bd konsekwencje o o czym mówi Logan na samym końcu rozdziału... No poczekam sb trochę na wyjaśnienie...
    A tak wgl to wozni SA zawsze niepozorni a za uszami maja wiele. Zastanawia mnie kim jest ta kobieta która była jego zona i czego można się po nim spodziewać. Na ro tez poczekam. Dużo czekania ale warto ;)
    Super odc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zobacz sobie, kim była jego była: http://chuck-nbc.wikia.com/wiki/Sydney_Prince Nie wymyśliłam jej.

      Usuń
  3. Jestem ciekawa co Logan wymyśli. Czekam na następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wybacz, że dopiero teraz komentuję, ale w końcu mam wystarczająco dużo czasu żeby zająć się sobą. No może nie na długo, ale zawsze coś. Jakbym ja miała taką sytuację jak Chris, to tego Johnatana to palcem bym nie tknęła. I te słowa Logana na końcu... Może weźmie całą winę na siebie? Super odc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobiłaś mi włam na kompa, czy jak? Nie wsadzałam tych odcinków do archiwum. Jeszcze.

      Usuń
  5. Nareszcie jakiś sensowny pomysł:JEBAĆ DIETĘ JEDZMY CIASTECZKA <3
    Jaka interesująca i pozostawiająca w napięciu końcówka. U ciebie zawsze można na taką liczyć, aż przyciąga.
    Oczywiście czekam i życzę weny!
    http://this-love-is-forbidden.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń