wtorek, 31 marca 2015

Odcinek 67 – Lizzy kontra Wszechobecne problemy

Rozczarowanie Logana, o ile to odpowiednie słowo, minęło równie szybko jak się pojawiło. Kendall nie chciał rozmawiać o swojej wizycie u lekarza, ani nie mówił na co był kiedyś chory. Po prostu obiecał, że powie wszystko, kiedy przyjdą wyniki badań i tyle.
-Nudzi mi się. - powiedziała Din, kiedy pewnego słonecznego popołudnia siedzieliśmy na trawie w szkolnym ogrodzie. - Najchętniej poszłabym do jakiegoś kina i zapomniała o całej nędznej rzeczywistości.
-A co się dzieje? - zapytał James szukając zabawki w torbie płatków śniadaniowych.
-Po prostu mam już tego wszystkiego dość. - jęknęła. - Jak nie moi rodzice, to w szkole też nie za wesoło. W sklepie ciągle nam ktoś przeszkadza, a w domu lepiej nie siedzieć w grupie. No i te plotki... Mam już tego wszystkiego dość. Czy nie możemy żyć jak każdy? No i jeszcze te plotki...
-O tobie nic nie gadają. - przypomniał Jule, przewracając stronę pisma telewizyjnego, który kupił w hipermarkecie przed lekcjami.
-Ale o Was gadają. - wycedziła przez zaciśnięte zęby i wróciła do normalnego tonu. - Gadają, że twoja mama była dziwką, a ty nic z tym nie robisz?
-Po co? - wzruszył ramionami. - Przecież nie żyje. I tak nic jej nie zaszkodzi. Najlepszym lekarstwem na te brednie jest olewanie tego wszystkiego.
-Problemy nie znikną same. - powiedział Logan, rzucając w niego stroną z próbnego testu egzaminacyjnego. - A Ty się zachowujesz, jakby niewiele Cię to obchodziło.
-No i tak jest!
Madison podbiegła do naszej grupki wielce uradowana i zaczęła podskakiwać, przy czym wypadły na mnie jej cukierki, które trzymała w kieszeni.
-Wiecie co, wiecie co, wiecie co? - zapiszczała, siadając obok Logana.
-Nie wiemy co. - odpowiedział Chris nadzwyczaj monotonnym tonem.
-W szkole odbędą się zajęcia z samby i czaczy. Od razu się zapisałam!
-I to jest taka wspaniała wiadomość? - zapytałam, unosząc brwi.
-Jeszcze nie wiesz kto uczy! Skarbie, pójdziesz ze mną? - zapytała Logana słodkim głosikiem. - Potrzebuję partnera.
-Kiedy są te zajęcia? - zapytał spokojnie, pozwalając się pocałować. - W czwartki?
-Nie. - pokręciła głową. - We wtorki...
-Trening boksu! - odpowiedział za niego Chris.
-I środy. - dokończyła.
-Zajęcia z szermierki. - powiedziałam automatycznie.
-Skarbie, kocham Cię, ale nie mogę. - powiedział, składając na jej policzku siarczystego całusa. - Nie ma innych terminów?
~***~
I w ten oto sposób Mad obraziła się na Logana, Chrisa i na mnie. James tylko się roześmiał i powiedział, że to potrwa jakieś kilka godzi i znowu zacznie się do nas odzywać jak gdyby nigdy nic. Po prostu trzeba dać jej ochłonąć.
-Co jej w ogóle odwaliło z tym tańcem? - jęknął Logan, siadając między mną a Kendallem. - Nigdy nie przejawiała specjalnego zainteresowania kategorią „Wyginaj śmiało ciało”.
-Zrezygnowała z szermierki, bo przypominało jej to o Nathalie. - wzruszyłam ramionami. - Przynajmniej tak mi mówiła.
-No i? - skrzywił się z zaskoczenia. - Co ma piernik do wiatraka?
-Musiała sobie znaleźć jakieś inne zajęcie. - podsunął Kendall. - Wiesz, jaka jest Mad, kiedy ma za dużo wolnego czasu.
Logan tylko uniósł brwi i spojrzał w stronę dziewczyn, które przechodziły przed kozetką na której siedzieliśmy. Poczułam włosy Julie'ego łaskoczące mnie w kark. Ostatnio nabraliśmy zwyczaju opierania się o swoje plecy, co było całkiem wygodne.
-Proszę, proszę... - prychnęła jedna z nich. - Kuzyństwo jak zwykle nierozłączne.
-Serio nie macie innych problemów? - rzuciła Din, odrywając się od zeszytu Jamesa, gdzie sprawdzała jego wypracowanie na hiszpański. - Może zamiast zajmować się bzdurami, poprawicie te dwie ostatnie lachy z biologii, co?
Po tym chyba im przeszło i odeszły z głupimi minami. Spojrzałam na Din, krzywiąc się ze zdziwienia. Przygryzłam wargę, czekając aż pójdą z zasięgu wzroku.
-Skąd wiesz, że mają pały z ostatniego testu? - zapytałam, na co Carlos podniósł głowę.
-Pan Owens z wredoty czyta wszystkie stopnie na głos. - odparła, jakby to było coś oczywistego. - Nie zauważyliście?
-A kto by tego słuchał? - zapytał Logan, zaczynając z kimś SMSować.
-Ja. - odpowiedziała, jak gdyby nigdy nic i wróciła do Jamesa.
-Właśnie! - westchnął Logan, chowając telefon do kieszeni bluzy. - Trzeba się dowiedzieć jak tamten liścik znalazł się w szafce Emmy.
-Obstawiam Mię! - zawołał Jule, studiując stronę z serialowymi plotkami.
-Ja też! - zawtórował mu Kendall.
~***~
-Masło czekoladowe? - James uniósł brwi, kiedy zobaczył, co wyjmuję z lodówki. - Poważnie?
-Ale zdajesz sobie sprawę, że jeśli się najesz nutelli, to twoje problemy nie znikną? - dodał Chris, biorąc sobie jedno z ciasteczek upieczonych przez Sarę. - Nie wiedziałem, że wciąż tak robisz.
-Jak widzisz, nic się nie zmieniło. - westchnęłam, smarując czekoladą jedną z kromek chleba.
-Proszę Cię... Objadanie się czekoladą nic Ci nie da.
Kiedy wróciliśmy ze szkoły, poczułam się dość dziwnie. Kendall poszedł do lekarza odebrać wyniki badań. Sama się tym denerwowałam.
-A co mogę zrobić? - wzruszyłam ramionami. - Objadać się czekoladą i tyle. Mam za dużo problemów. Szkoda, że nie mogę z tym nic zrobić.
-Narzekanie też Ci nic nie da. - odparła Din, przeglądając świeżo wywołane zdjęcia z aparatu Morgana. - Kto to jest? - zapytała, pokazując mi zdjęcie Devona siedzącego na jednym z głazów nad morzem w Los Angeles.
-Devon, mąż Ellie. - wyjaśniłam automatycznie.
-Niezły. - kiwnęła głową, odkładając je na koniec i wracając do reszty.
Wtedy coś mnie tknęło. Morgan, uparty fan pstrykania zdjęć, wywołuje zdjęcia na bieżąco. Czasami nawet codziennie wysyła Chucka do salonu. Jak to możliwe, że tu jest zdjęcie Devona. Podeszłam do Din i wzięłam od niej kilka zdjęć, które już zobaczyła. Przyjrzałam się dacie w rogu fotki. Dzisiaj rano. Dziwne.
-A już myślałem, że niespodzianka się nie uda. - usłyszałam niski, męski głos.
Spojrzałam na antresolę przed sypialniami. Zobaczyłam Devona stojącego na schodach z małą Clarą na rękach. Chociaż już nie była taka mała.
-Czad? - zawołał Chris, zanim zdołałam się zorientować. - Co tu robisz?
-I kiedy przyjechałeś? - dodałam, w końcu odzyskując głos.
-Dzisiaj rano. - odpowiedział, kiedy mała zaczęła się wyrywać. Postawił ją na podłodze i podszedł do mnie, przytulając po bratersku. - Konferencja kardiologów. Ellie też przyjechała.
-Na konferencję neurologów?
-Nie. - pokręcił głową z uśmiechem. - Chciała Was zobaczyć. Dobrze Cie widzieć, siostrzyczko. Może przedstawisz mi swoich przyjaciół?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Oto poznaliście Devona! Szczegóły o niej i Ellie w zakładce. Naciskacie Bohaterowie, potem przewijacie na sam dół i wchodzicie do „Echo Park i Buy More”. Jest gdzieś na dole. W czwartek będzie mało chłopaków, a skupię się na Ellie i Lizzy, ale mam nadzieję, że ten odcinek i czwartkowy się Wam spodoba. Trzymajcie się! Bywajcie z Magnusem!   

czwartek, 26 marca 2015

Odcinek 66 – Lizzy kontra Nieuchwytne Plotki

-Koniec lekcji. - powiedziała pani Arias, składając podręcznik od francuskiego. - Możecie już iść. Lizzy, Julie... Możecie na chwilę zostać? Chciałabym Was o coś zapytać.
Spojrzałam na Madison, ale ona tylko wzruszyła ramionami. Kendall dał mi przelotnego causa i wyszedł jako ostatni zresztą klasy. Podeszliśmy do biurka nauczycielki i oparłam się o ławkę, zaraz obok Julie'ego.
-Tą rozmowę powinien przeprowadzić pan Gold, ale nie będzie go do końca tygodnia. - zaczęła, siadając naprzeciwko nas. Jej włosy zaczęły się wymykać z koka. - Szkoła huczy od plotek na wasz temat. Wiecie coś o tym?
Julie wyraźnie zmarszczył brwi. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem, a zaraz potem na panią Arias, która była nadzwyczaj poważna.
-Ale jakie plotki? - zapytałam ze zdziwieniem.
-Głównie o Twoim ojcu – wskazała na mnie. - i twojej matce. Podobno mieli kiedyś romans. I nie jesteście kuzynami. Tylko rodzeństwem.
Julie otworzył szeroko usta jak ryba wyciągnięta z wody. Wyglądał, jakby coś chciał powiedzieć, ale był zbyt wielkim szoku, żeby wydusić słowo.
-Kto pani tak powiedział? - zapytałam, przerywając milczenie.
-Usłyszałam rozmowę uczennic z drugiej klasy przed jedną z moich lekcji. - odpowiedziała, wstając z krzesła. - Większości nie chcę powtarzać, bo nie powinniście tego usłyszeć. Powiedźcie mi tylko, czy to prawda, a potem dojdziemy do reszty. To prawda, że jesteście rodzeństwem?
Przygryzłam wargę, a Julie westchnął ciężko, jakby stało się coś, czego się obwiał.
-Przyrodnim. - odpowiedział w końcu, kiedy pokręciłam głową, dając mu znak, że nie ma sensu kłamać. - Sami wiemy o tym może od dwóch miesięcy.
-W porządku. - kiwnęła głową. - Nie wiem, jak powstrzymać te plotki. Jedną z tych mniej drastycznych wiadomości jest pogłoska, że Twoja mama była prostytutką. - spojrzała wymownie na Julie'ego, a jego źrenice się rozszerzyły.
-Słucham? - niemal wrzasnął. - Moja mama była prawnikiem.
-Chciałabym z nią porozmawiać. - oznajmiła w końcu, a ja wywróciłam oczami. Widać, nie interesowała się teczkami uczniów.
-Niemożliwe. - powiedziałam, ubiegając swojego brata. - Nie żyje. Mój tata też, ale jeśli pani chce, może porozmawiać z Chuckiem. On jest teraz naszym prawnym opiekunem.
-To by było najlepsze. - oznajmiła, wyjmując kalendarz szkolny obity jedwabiem w kwiaty wiśni. - Mogłabyś mi zapisać jego numer telefonu?
-Oczywiście. - odpowiedziałam, otwierając notes i sięgając do kieszeni marynarki. - dam pani dwa numery. Jeden na komórkę, a drugi do serwisu. Wystarczy zapytać o Chucka Carmichaela. Jeśli nie będzie mógł rozmawiać, znaczy, że ma skomplikowaną naprawę.
Zapisałam dwa numery i oddałam jej notes, który ta schowała z powrotem do torebki.
-A czy może nam pani powiedzieć od kogo to słyszała? - zapytał w końcu Julie. - I skąd wzięła się ta plotka? Chcielibyśmy się dowiedzieć... kto to zaczął.
-Z tego co mi wiadomo, Emma znalazła liścik w szafce i przekazała go dalej. Resztę zrobili uczniowie, ale widziałam, że bardzo uważali, żeby to do Was nie dotarło.
~***~
-Jak to wszystko wiedzą? - pisnęła Madison, zwracając sałatkę na talerz. - Jakim cudem to do nas nie dotarło?
-Uważali. - Julie wzruszył ramionami. - Pani Arias zaproponowała, że pomoże zdementować nieprawdziwe pogłoski. To co jest prawdziwe, będzie musiało zostać.
-Oj, proszę Cię... - jęknął Logan. - Dobrze wiecie, że nie ma szkoły bez plotek. Ludzie nie wierzą we wszystko, a wspólnymi siłami jakoś uda nam się to wyciszyć.
-To jak iść z nożem na pistolety. - westchnęłam, mieszając w swojej porcji.
-Co? - James zmarszczył brwi.
-Powiedzenie Johna. - odpowiedziałam pośpiesznie. - Macie jakieś pomysły? Bo ja żadnych.
Siedzieliśmy w Czterech Szpadach przy naszym stałym stoliku. Wszystko pozornie wyglądało normalnie. Chwilami czułam na sobie spojrzenia innych. W pewnej chwili Julie oparł głowę o moje ramię. Nie odsunęłam się. Przeciwnie. Na sekundę położyłam dłoń na jego miękkich włosach i zaraz odwróciłam się do Chrisa, który rozmawiał z jakąś dziewczyną z sąsiedniego stolika.
-Właściwie to ja mam pomysł. - odezwała się nagle Din.
-No mów. - zachęcił ją James, sięgając przez stół po słoiczek z pieprzem.
-Jutro idę na przesłuchanie w sprawie szkolnego radia. Mamy przygotować odrębny pomysł. To ma być jak audycja na przerwę obiadową. A takie dementowanie plotek to całkiem niezły plan.
Kendall spojrzał na mnie i Julie'ego, jakby się spodziewał, że zadecydujemy za Din.
-Czemu tak na nas patrzycie? - wyprostował się nagle, a ja poczułam chłód na szyi, gdzie jeszcze ułamek sekundy temu jeszcze spoczywała jego głowa.
-Moglibyście być pierwszymi gości. - oznajmił Carlos, który trochę się otrząsnął z własnego otumanienia. - Wiecie, takim demo.
-Czy ja wiem? - Julie wzruszył ramionami, a ja spojrzałam ponad ramię Kendalla. Zobaczyłam Dustina wchodzącego do szkolnej stołówki. - Pogadają trochę i przestaną. A jeśli już naprawdę mamy coś z tym zrobić, to trzeba znaleźć tego, kto tą plotkę zaczął.
-Chwila... - Madison nagle pokręciła głową. - Czegoś nie łapię. Zgłosiłaś się do konkursu na szkolnego spikera? I mówisz nam to dopiero teraz?
Rzeczywiście, Din nam wcześniej o tym nie wspominała. Wyskoczyła z tym teraz jak gdyby nigdy nic i wszystko jakoś potoczyło się samo.
-Tak jakoś wyszło. - uśmiechnęła się niezręcznie i dolała sobie trochę herbaty, która już zdążyła ostygnąć. - To miała być niespodzianka. Zakładałam, że powiem Wam o tym po ogłoszeniu wyników, ale jak widać nie zdołałam się powstrzymać. Mam zdecydowanie za długi jęzor.
Pokręciłam głową z lekkim uśmiechem i skończyłam powoli swoją surówkę. Kendall ostatnio mało jadł. Nie to, że zrobił się mizerny, ale ogólnie... Mniej jadł. Po prostu.
Zauważyłam, ze Dustin podchodzi bliżej i kładzie dłoń na ramieniu Kendalla. Kenny stał nagle i dopiero teraz zauważyłam, ze jest o kilka centymetrów wyższy od brata.
-Młody, zabieram Cię do końca dnia. - powiedział swoim stałym, życzliwym tonem.
-Co, jak to? - zapytał, nagle kręcąc głową.
-Umówiłem Cię do lekarza. To jedyny wolny termin. Zbieraj się. - powiedział nie schodząc ze swojego zwykłego spokojnego tonu.
-Ale teraz?
-Tam, mamy być tam za pół godziny. Gdzie masz swoje rzeczy?
-Jakiego lekarza? - zapytała Madison, wstając z krzesła i omal nie wywracając swojego talerza. - Jesteś chory? Co się stało?
Kendall odwrócił się do niej i rzucił mi uspokajające spojrzenie. Zaraz za nią wstałam i podeszłam do Dustina, stając naprzeciwko niego.
-Jakiego lekarza? - zapytałam półgłosem starając się zachować spokój.
-Zwykła kontrola. - uspokoił mnie Dustin. - Musimy się upewnić, że nie ma nawrotu choroby.
-Jakiej choroby? Dustin, o czym ty mówisz? - zapytała Mad, coraz bardziej podnosząc głos.
-Obiecuję, ze później wszystko wam wytłumaczę. - Kendall szybko mnie pocałował. - Spotkamy się o szóstej w sklepie. Do zobaczenia.
I odszedł, zostawiając mnie stojącą na środku stołówki.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Ten pomysł na mnie spadł jak grom z jasnego nieba. Jak myślicie? Kto może stać za liścikiem w szafce Emmy? Czekają mnie teraz odpowiedzi na komentarze, bo wcześniej jakoś nie miałam na to czasu. Niech będzie po Marlowemu i biorę chronologicznie. 

Marla S - Uwaga, jam matka bloggera i napiszę koma z krwi i kości bez zaklepywania. Tamci klepnęli,a jak widać to ja pierwsza zostawiłam koma. oni tylko zaklepkę. Boooyah. My rules, my logic, bitches.
Do rzeczy. Cieszę się, że się pogodzili. Więc o to chodziło Loganowi? Dobrze zrozumiałam, że bał się, ze Chris coś tam do niego ten teges, a Logan chciał być tylko kumplem? czy ma to jakiś głębszy sens? Super odc, trochę krótki hue :D
No widzę właśnie. Od dzisiaj masz u mnie ksywkę BloggerMamma. Tak właściwie sprawa Logana i Chrisa nie jest jeszcze zakończona. Przynajmniej Chrisowi się tak wydaje, ale już nic nie mówię. Jak wspomniałam, trochę sie Tobą zainspirowałam. Mam nadzieję, ze się nie pogniewasz za ten watek. 

Lisa Schmidt - W końcu się pogodzili! Jakie szczęście, Lizzy wykonała kolejną misję na wielki Plus! I bardzo dobrze. Jak się świetnie czyta na laptopie a nie na telefonie, to trochę ciężko.. ;/ . Podobała mi się wymiana zdań Logana i Chrisa, ten moment gdy Chris powiedział że Loggie nie jest w jego typie, myślałam że Logan się odezwie i powie coś w tym stylu. 
- Ja się wszystkim podobam! Więc nie wiem, dlaczego jesteś innego zdania .
Rozdział świetny, bardzo fajny, czekam na następny .
Kiedy to pisałam, wcale nie myślałem o zasłudze Lizzy. Jak James sam powiedział, Logan potrzebował tylko trochę czasu. I nie wpisałabym takiego dialogu. Logan to nie Jackson. 

Big Time Chris - Prosze prosze jak sie ta Marlik wywyższa ;p 
Mówię Ci Bunny ONA nam zazdrości :D
Co do rozdziału. Beka z Logana. Te jego podejrzenia ze Chris bd do niego zarywac. Wyobraziłem sb taką sytuację. W kazdym razie dobrze że się pogodzili. Wgl ta sypialnia nie wydawała mi sie odpowiednim miejscem.... Bynajmniej dla Logana. Wiesz o co chodzi. Ale Chris ma zasady i nie podrywa kumpli i git :D
Mała rada dla Lestera: Z reguły ze "smakowitymi kąskami" najpierw trzeba chodzić.. Później sie do nich dobieraj ^^
Super odcinek i czekam na kolejny. Zyczę dalszej weny :)
Te podejrzenia to tylko wymówka. Mówię Ci! Natomiast wybrałam sypialnię Chucka i Sary, bo tam nie da sie otworzyć okna i nie mieliby jak uciec. Chociaż z drugiej strony, to na piętrze. Natomiast Lester zawsze był, jest i będzie erotomanem. Kto oglądał Chucka to wie. I dzięki za wenę. Powoli do mnie dociera. 

Dark_Bunny - Oj tak Chris, Marlik zazdrości :D Co do rozdziału... LOGAN DOGADAJ SIĘ Z CHRISEM, BO INACZEJ CIĘ OGOLĘ NA ŁYSO! Cmu nie może być jak kiedyś? Wtedy Chris też był bi. A to, że jest bi nie znaczy, że rucha wszystko co wpadnie mu w ręce. Moi znajomi zaakceptowali, że lubię czasami poflirtować z dziewczynkami i koniec.Supereściaściaściniusiński odcinek i czekam na nn :D
Po pierwsze, przeraża mnie Twoje homoerotyczne pojecie. Rucha wszystko co wpadnie mu w ręce? Powaga? No weź proszę cię... I ciekawi mnie... jak konkretnie chcesz dokonać tego ogolenia? 

No i to by było na tyle. Mam nadzieję, że dzisiejszy odcinek się Wam podobał. Trzymajcie się! 

wtorek, 24 marca 2015

Odcinek 65 – Lizzy kontra Misja Pogodzenie

Kiedy wyszłam ze szpitala, Logan wciąż był obrażony na Chrisa. To było trochę dziwne, bo na każdej lekcji, kiedy ten próbował usiąść z nim w jednej ławce, Logan ciągnął Jamesa, albo Carlosa na drugi koniec sali i siłą sadzał go w ostatniej ławce i siadał obok.
Kendall na przykład próbował mu przemówić do rozsądku, ale figa z tego wychodziła. Kończyło się na tym, że Logan wychodził z pokoju, albo przesiadał się do stolika drużyny zapaśniczej.
Do próby pogodzenia ich ze sobą przyłączyli się wszyscy. Madison (z uwagi, że była jego dziewczyną) umawiała ze sobą tych dwóch, a sama nie przychodziła.
Din była bardziej hardkorowa i razem z Jamesem (który nie potrafił jej odmówić) zaciągała ich do sali gimnastycznej i stawała między nimi, kiedy mieli się zacząć bić. Dla niej to nie było zbyt dobrze, bo w ten sposób dorobiła się kilku snaków. Carlosowi wszystko wisiało. Wzruszał tylko ramionami i wracał do użalania się nad swoją nieszczęśliwą miłością. Z tego powodu czułam niezmierne wyrzuty sumienia, bo nie powiedzieliśmy mu o tym zanim się w niej zakochał.
Z kolei ja i Jule wymyśliliśmy jeszcze coś innego. Zamknęliśmy ich w sypialni Chucka i Sary, mając zamiar ich wypuścić, kiedy się pogodzą. Niestety tych dwóch mają dość porywczy charakter i rozwalili lampę Sary i dwa mikrofony. A kiedy Chuck zobaczył, że szczątki tej nieszczęsnej lampy leżą na podłodze, natychmiast ich z stamtąd wyprosił. Potem razem poszliśmy do Johna, żeby go poprosić o użyczenie celi, ale ten zaczął się wykręcać, ze to nie służy do takich celów i kazał nam wracać do domu. Postawa Jamesa była zaskakująco stoicka, bo oznajmił, ze nie chce się w to mieszać i lepiej dać im czas, żeby sami jakoś doszli do porozumienia.
-Czołem wszystkim! - zawołałam, wchodząc do sali kina domowego, gdzie Juli siedział na podłodze z książką na kolanach, a Logan i Chris siedzieli po dwóch stronach kanapy.
Rozejrzałam się po nich w oczekiwaniu na odpowiedź, ale Julie tylko wzruszył ramionami.
-Jeny, ale atmosfera... - westchnęłam, siadając między nimi. - Siekierę można zawiesić.
Julie spojrzał na mnie, kręcąc głową, a Logan wyciągnął rękę z pilotem i zrobił jeszcze głośniej. Klepnęłam się otwartą dłonią w czoło i usłyszałam trzask drzwi.
-Dzieciaki, możecie się ulotnić? - poprosił Morgan, wychylając się do środka. - Mamy grupę klientów. Dobrze płacą.
-Jasne, zmywamy się. - powiedziałam, kiwając głową. - Chłopaki, zbierajcie się.
Pogoniłam ich na zewnątrz i stanęłam naprzeciwko, oczekując wyjaśnień. Julie jak gdyby nigdy nic podszedł do półki z płytami DVD i z nadnaturalnym zainteresowaniem zaczął się wpatrywać w egzemplarz „Camp Rocku 2”.
-Dobra, czas przestać być miłym. - warknęłam.
-Mówisz o sobie czy o nas? - rzucił Logan.
-Ty nie bądź taki mądry. - wycedziłam przez zaciśnięte zęby. - Przestańcie zachowywać się jak dzieci. To już dawno zrobiło się nudne.
-I skąd miałbym mieć pewność, ze nagle nie zaczniesz do mnie zarywać? - warknął Logan, a Chris z oburzeniem otworzył usta.
-Jesteś moim kumplem! - zawołał, jak podczas odpytywania z matmy w drugiej klasie. - Nie mam zamiaru się z Tobą umawiać, naprawdę.
-Teraz tak! - odpowiedział nie tracąc oburzonego tonu. - A co będzie jutro? Za trzy dni? Hmm?
-Człowieku, nie jesteś w moim typie. - odpowiedział z nadzwyczajnym spokojem. - Ile razy mam Ci to powtarzać?
Wywróciłam oczami, nie mogąc już tego znieść. Odwróciłam się i po drodze szturchnęłam Julie'ego, podchodząc do biurka Nerd Herdu.
-Jak idzie zjednoczenie kolegów? - zagadał Lester, kiedy usiadłam na blacie stanowiska serwisantów.
-Oj, nawet mi nie mów. - jęknęłam, spoglądając na szczątki aparatu cyfrowego leżącego na dolnej półce. - Nie powinieneś tego składać?
-Nie. - pokręcił głową. - Obiektyw jest uszkodzony, a główny rdzeń został bezpowrotnie zamordowany. Już nic się nie da zrobić.
-A próbowałeś? - uniosłam brwi, podnosząc formularz przyjęcia zlecenia.
-Nie powinieneś dać tego Kate? - zapytałam, widząc nazwisko na dole strony.
-Nie mów mi, co powinienem. - oburzył się, nie zabierając mi kartki. - Chociaż to akurat muszę jej dać. A może Ty jej to dasz, co?
-Proszę? - wytrzeszczyłam oczy. - Człowieku, znowu próbowałeś się do niej dobierać.
-Przecież wiesz, że to smakowity kąsek. - cmoknął. - No weź, kto Ci tłumaczył zadania z matmy w trzeciej klasie?
-Mike. - odpowiedziałam, sięgając po kostkę biurową i długopis.
Przepisałam adres i nazwisko zleceniodawcy. Wiedziałam, ze Kale lubi mieć tą karteczkę przyklejoną to słonecznika w samochodzie.
-Chodziłem z Tobą na zakupy po sukienkę na przedstawienie. - próbował dalej, ale ja bezlitośnie pokręciłam głową, śmiejąc się pod nosem.
-To była Ana, a Ty raczej nie wyglądasz jak niska, atrakcyjna Azjatka. Ale przekażę jej to zlecenie. Tylko pamiętaj, że wisisz mi przysługę.
Zeskoczyłam ze stolika i podeszłam do Kate, która przechadzała się po korytarzu z częściami do komputerów. Uśmiechnęłam się do niej i podałam kartkę w rękę.
-Od Lestera. - powiedziałam, kiedy to ode mnie wzięła.
-Fajnie, a czemu ten obleśny zbok sam mi tego nie da?
-Pewnie dlatego, ze jest mu głupio i wie, że lepiej się do Ciebie nie zbliżać, ale nie martw się o to. Kiedyś to sobie odbiję.
Zaśmiałam się i pomachałam do Johna, który znakował kartony z blenderami na wyższej półce. Właśnie! Trzeba przypomnieć Chuckowi, żeby kupił nowy, bo tamten się popsuł.
-Wymiana twardego dysku? - głos Kate wytrącił mnie z zamyślenia. - Kto normalny wymienia twardy dysk w nowym komputerze?
-Co?
-Nie ważne. - mruknęła. - Wezmę dwa sprzęty i poproszę o zeskanowanie. - Na razie!
-Cześć. - odpowiedziałam, podchodząc do Chrisa i Logana, którzy wydawali się już trochę spokojniejsi. Wyglądali normalnie.
Podeszłam bliżej, przysłuchując się ich rozmowie.
-A ten chłopak w kiblu, z którym Cię przyłapaliśmy? - zapytał Logan, nie kryjąc ciekawości.
-Poprosił mnie o mały test. - odpowiedział z wyraźną ulgą w głosie. - Chciał się dowiedzieć jak zareaguje na chłopaka. Podobał mi się, to się zgodziłem.
-Jaki test? - zmarłszy brwi.
-Jakbyś zaczął zamulać na pornosach to chyba też byś coś podejrzewał, co nie?

Więc wygląda na to, że się pogodzili. No i cudnie. Tylko powiedzieć reszcie, ze już koniec naszej męki.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Okey... plan raz w tygodniu zostawiamy na sytuację awaryjną. na razie sobie radzę i jestem w trakcie pisania odcinka na przyszły czwartek, więc nie jest tak źle. Tradycyjnie mam nadzieję, ze dzisiejsza notka się Wam podobała. Trzymajcie się!

czwartek, 19 marca 2015

Odcinek 64 – Lizzy kontra Przegapiony bal

-Jak to Ci zwiała? - wykrzyczałam prosto w twarz Brada.
Kiedy się obudziłam i zobaczyłam go z tym jego przepraszającym uśmiechem, zrozumiałam, że coś poszło nie tak. Nie wiem, czemu, ale miałam ochotę go za to rozszarpać, a teraz moje złe przeczucia się sprawdziły.
-Nie zdążyłem, wykradła jakieś papiery z piwnicy i uciekła. Nie wiemy jak była ubrana, ani...
-Człowieku, łapałeś wielkich terrorystów z Iranu, a nie poradziłeś sobie z nastolatką? Stary, ja jestem nowicjuszką, ale Ty?
-Proszę Cię... - jęknął ze zbolałą miną. - Nie mów mi tego samego, co Pani generał, bo sam mam już tego dość.
-Przepraszam. - powiedziałam ostrożnie. - Mogłam się domyślić. Jakie postanowienia mnie ominęły? Bo jestem ciekawa, co...
-Mam odejść z pracy w Buy More. - powiedział, skubiąc sobie rękaw bluzy. - I zacząć pracę w... - przerwał na chwilę, przygryzając dolną wargę. - Twojej szkole.
Otworzyłam usta ze zdziwienia. Znałam prawdziwe CV Brada i wiem, że jeszcze nigdy nie robił w żadnej budzie. Pokręciłam głową i starałam się uspokoić.
-A w jakim charakterze? - zapytałam, z trudem powstrzymując się od śmiechu.
-Nie do końca wiem, jak nazwać męską odmianę sekretarki. - wymamrotał dość niewyraźnie.
-No raczej nie sekretarek... - wzruszyłem ramionami. - Ale wiesz co... Szkoda, że odchodzisz ze sklepu. Mike straci kilka klientek.
-Co masz na myśli? - zapytał z dość dziwną miną.
-Kilka małolat przychodziły tam i kupowały byle co specjalnie dla Ciebie...
-Jak to?
-Wiesz co jest dziwne? - prawie wykrzyknęłam. - To, że nie zdajesz sobie sprawy z własnej atrakcyjności. Jesteś niezłym ciachem i musi to do Ciebie w końcu dotrzeć.
~**Chris**~
Nie pozwolili mi jeszcze wejść do Lizzy, ale dobrze rozumiałem, że te szpiegowskie sprawy nie zaczekają. To jakby jej praca. Julie siedział naprzeciwko mnie. Wciąż starał się ukryć zaschniętą krew pod paznokciami, która bez szczotki nie chciała zejść.
-Martwisz się? - zapytałem go, próbując jakoś odwrócić jego uwagę od plamy na stoliku.
-Teraz już nie. Wiem, ze wszystko jest w porządku. -odparł, wstając z krzesła i podchodząc do okna. Nie wyglądał najlepiej, jeśli mam być szczery. Nie to, że coś było źle, bo on zwykle wygląda świetnie, ale było widać, że był zmęczony.
-Może jedź do domu, żeby się przespać, co? - zaproponowałem, na co on bezgłośnie się roześmiał. - Jest już prawie północ.
-Wiem, ale nie chcę jeszcze iść. - powiedział, siadając i przewracając w palcach batona Kinder z mlecznym kremem. - I tak bym nie mógł.
-A mógłbyś go w końcu zjeść? - poprosiłem. - Bo nie mogę patrzeć, jak się nad tym znęcasz. Poza tym powinno się to trzymać w lodówce, a Ty nawet tego nie robisz.
Usłyszałem szelest, kiedy ten zabrał się za otworzenie opakowania, a zaraz potem trzask, kiedy do szpitalnego barku wpadli Carlos i Kendall.
-Wiadomo już coś? - wydyszał, stając nad nami.
-Nie konkretnie. - wzruszyłem ramionami. - Jest u niej Chuck i reszta tej szpiegowskiej zgrai z Call Of Duty. Już jest dobrze, obudziła się po operacji. A gdzie są Logan i James?
Kendall otworzył usta, jakby nie do końca wiedział, jak się wysłowić, a Carlos jak gdyby nigdy nic odwrócił się do nas plecami i pomachał do dziewczynki, która ordynarnie pokazała mu język.
-Wygląda na to, że Logan się na Ciebie obraził. - westchnął, patrząc na mnie. - Daj mu trochę czasu i dopiero z nim pogadaj.
-Jasne, a jak Lizzy? - zapytał Carlos, dołączając do naszej grupki. - Wiesz, jutro jest bal...
-Zrobimy jej drugi bal. - powiedział z przekonaniem. - W sklepie, może w Echo Parku. To nie będzie to samo, ale myślę, że jej się spodoba.
-Na pewno. - kiwnąłem głową.
~**Lizzy**~
Kiedy cała jednostka sobie poszła, zostałam sama. Brzuch bolał mnie tylko trochę, a kiedy się nie ruszam, to niemal w ogóle.
-Cześć, jak się czujesz? - usłyszałam głos Kendalla i spojrzałam w stronę drzwi.
-Hej, już lepiej. - odpowiedziałam, odchylając głowę do tyłu. - Myślałam, ze miałeś iść do Dustina na wystawę znalezisk. Dlaczego nie poszedłeś?
-Wiem, ale wyjaśniłem mu o co chodzi i pozwolił mi tu przyjść. - odpowiedział, siadając naprzeciwko mnie i obejmując mnie w psie. - Pamiętasz, że jutro jest bal?
-Pamiętam. - westchnęłam. - Ale, nie mogę iść. Będziesz musiał sobie znaleźć kogoś innego, na partnerkę.
-Jeśli Ty nie idziesz, to ja też nie. - wzruszył ramionami. - Coś się wymyśli. Zrobimy Ci specjalny bal. Zobaczysz, że będzie fajnie.
-Wiesz, ze tego od Ciebie nie wymagam. - powiedziałam cicho.
-Wiem, ale i tak to dla Ciebie zrobię. I tak bez Ciebie nie mógłbym tańczyć.
Do pokoju wszedł Julie i niemal natychmiast przytulił mnie do siebie, a ja odwzajemniłam jego uścisk. Pachniał mydłem i perfumami Sary.
-Jesteś cały? - zapytałam, kiedy mnie puścił i usiadł na stołku naprzeciwko mnie i Kendalla.
-To Ty jesteś ranna. - powiedział, krzyżując ręce na piersiach. - Dlaczego martwisz się o mnie, w czasie, kiedy to z Tobą było kiepsko?
-Wiem, ale nic mi nie będzie. - westchnęłam, podając mu teczkę z aktami. - Schowaj to gdzieś i przeczytaj w domu. To akta od Cole'a. W środku jest płyta z zakodowanymi informacjami. Myślę, że zgadniesz jakie jest słowo klucz.
-Słowo klucz? - uniósł brwi.
-Tak. - kiwnęłam głową. - Jak nie będziesz sobie radził, to poproś Chucka, żeby pomógł Ci naprawić komputer. Poza tym, tam jest jeszcze moje wypracowanie z angielskiego, więc postaraj się go nie zgubić. Okey?
Uśmiechnęłam się do niego i lekko uniosłam na poduszce.
-Zdawało mi się, że słyszałam na korytarzu Carlosa i Chrisa. - powiedziałam, przypominając sobie, że ich słyszałam. - Nie wejdą?
-Wejdą, ale najpierw Chris musi się do tego psychicznie przygotować. - odparł Kendall, obejmując mnie ramieniem.
-Musi Ci powiedzieć coś ważnego. - dodał Julie, przytulając teczkę do piersi. - Lepiej, żebyś dowiedziała się tego od niego.
-Ej, co to ma znaczyć? - zapytałam, patrząc to na jednego, to na drugiego.
-Sama zobaczysz. - westchnął Kendall, a Julie w odpowiedzi odchylił się do tyłu.
Porozmawialiśmy przez chwilę. W końcu Chris wszedł do pokoju, uprzednio pukając dwa razy.
-Chłopaki, możecie zostawić nas samych? - poprosił z nieśmiałym uśmiechem.
-Jasne. - odpowiedzieli jednocześnie.
~***~
-Lubisz się od czasu do czasu obściskiwać z chłopakami. - uniosłam brwi, kiedy skończył swój dziesięciominutowy monolog. - I to wszystko?
-Serio, nie masz nic przeciwko temu? - uśmiechnął się szeroko.
-Serio. - pokiwałam głową. - Stary, ile my się znamy?
-No, kilka lat. - wzruszył ramionami.
-No widzisz. - odpowiedziałam z uśmiechem. - Głowa do góry.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No, dzisiaj lepiej. Troszeczkę. Ociupinkę. Nie wiem, co będzie dalej. Jeśli w pewien wtorek nie zobaczycie odcinka, to znaczy, że przechodzę na tryb raz w tygodniu i w środę o drugiej możecie spoko wypisywać do mnie na czacie, żebym spięła tyłek i wzięła się do roboty. No cóż... To chyba nie jest takie złe, co? Liczę na Was i Wasz odzew. Trzymajcie się!

wtorek, 17 marca 2015

Odcinek 63 – Lizzy kontra Seriale Medyczne

~**Carlos**~
-Jak z nią? - zapytałem, klękając po drugiej stronie Lizzy.
-Lepiej. - odpowiedział Julie, wciąż przyciskając wilgotny ręcznik do jej rany. - Już tak nie krwawi. Ale lepiej, żeby najszybciej zobaczył to jakiś lekarz.
Gwałtownie podniósł głowę, kiedy w drzwi uderzyło kilka pocisków. Odetchnął głęboko i spojrzał na Lizzy. W odpowiedzi położyła rękę na jego dłoni.
-Powiedziałeś... - westchnęłam, zaczynając powoli. - „Nie mów tak do mojej siostry”. Co miałeś na myśli? Bo raczej nie jesteście...
-Jesteśmy. - przerwał mi. - Przyrodnim.
-Mieliśmy zamiar Wam powiedzieć. - usłyszałem słaby głos Lizzy. - Przykro mi z powodu Twojej dziewczyny. Nie wiedzieliśmy, jak Ci to powiedzieć.
-To nic. - pokręciłem głową. - Właściwie ona ma rację. Jestem idiotą. Ja, a nie Wy.
-To nic nie znaczy. - Julie zmrużył oczy. - Sam dałbym się nabrać. Przepraszam za to. Beze mnie byłoby tego problemu.
-Jak to? - wzruszyłem ramionami.
-To mnie chce zabić. - wyszeptał. - Znała moje prawdziwe nazwisko. Nie słyszałeś? Gdyby Lizzy mnie nie zasłoniła...
-Zwiałaby. - wydyszała sama Lizzy. - Takie mam zadanie. Chronić Ciebie, ryzykując własne życie.
-Wcale tego nie chcę. - pokręcił głową z wyraźną troską na twarzy. - Nie darowałbym sobie, gdyby coś Ci się przeze mnie stało.
-Wierzyłam, że już się z tym pogodziłeś. - wydyszała.
-Nie, odkąd wiem, ze jesteś moją siostrą. - odpowiedział jej, wciąż przytrzymując ścierkę na jej ranie. - To brat powinien chronić siostrę, a nie odwrotnie.
Przysłuchiwałem się tej nadzwyczaj rodzinnej rozmowie. Wciąż nie mogłem uwierzyć, że to wszystko prawda. To było zupełnie jak grom z jasnego nieba. Trochę,jakbym czytał książkę i natrafił na niezwykle niespodziewany i złożony zwrot akcji.
~**Kendall**~
Miałem złe przeczucia. Przynajmniej od momentu, kiedy Carlos, Lizzy i Julie wyszli do dyrektora. Co kawałek patrzyłem na zegarek.
-Co jest? - zapytał Logan, zwracając na siebie moją uwagę. - Śpieszysz się gdzieś?
-Nie, tylko... - przerwałem, krzywiąc się z dezaprobatą. - Lizzy i chłopaki długo nie wracają.
-Oj, nie martw się. - machnął lekceważąco ręką, jakby chodziło i rozdeptane kwiatki w ogródku sąsiadki. - Nic im nie będzie. Pewnie będą czekać przed następną lekcją.
Ale nie czekali. Pod salą do Hiszpańskiego spojrzałem oskarżycielko na Logana.
-I co? - warknąłem na niego, a James spiorunował mnie wzrokiem, bo nigdy się do siebie tak nie odzywaliśmy. - Nie ma ich tu, ale telefon Carlosa nie odpowiada.
-A Lizzy? - zapytał, unosząc brwi.
-Zapomnij. - prychnąłem. - Madison ma jej komórkę. Widziałem, jak jej go daje i jakoś sobie nie przypominam, żeby jej go oddawała.
-A Julie?
-Nie mam jego numeru.
-Stary, żartujesz?
-Po co mi jego numer? A ty masz?
-No, nie. - pokręcił głową.
-Sam widzisz. - uniosłem ręce, żeby go jeszcze bardziej zirytować. To był jeden z tych znienawidzonych przez Logana gestów.
-Chris ma. - powiedział nagle, jakby go olśniło.
-Co? - zmarszczył brwi.
-No, mówię, że Chris ma numer do Julie'ego. - odpowiedział.
-A gdzie on jest? - zmarszczyłem brwi.
-Powiedział, że musi odcedzić patatas. - wzruszył ramionami i jak podejrzewałem, używał do tego celu słów Chrisa. - Pewnie jest kiblu na trzecim piętrze, a co?
-Dobra, chodźmy. - powiedziałem, ciągnąc go na wyższe piętro.
Kiedy wszedłem do ubikacji na trzem piętrze, zamarłem. W środku było tylko dwóch chłopaków. Chris i jakiś koleś z czwartej klasy. I wszystko byłoby w porządku, gdyby jeden nie przyszpilał drugiego do ściany. A co jeszcze lepsze obaj wyglądali na szczęśliwych.
-Ty! - wrzasnął Logan, wskazując palcem na Chris. - Jesteś moim kumplem! - wykrzyknął, jakby przynajmniej nakrył go na stosunku seksualnym ze swoją siostrą. - I podrywałeś ze mną małolaty w sklepie! I to po to był Ci ten magazyn z kulturystami. Chciałeś sobie popatrzeć! Wcale nie miałeś zamiaru wyrzeźbić sobie kaloryfera!
Wyglądał, jakby ktoś go spoliczkował. Dawno nie widziałem go tak bladego. To wyglądało trochę dziwnie. Przyjrzałem się Chrisowi i temu chłopakowi. Dopiero teraz, kiedy odsunęli się od siebie na dobre trzy kroki zdałem sobie sprawę, ze Ci daj się całowali.
-Logan, odpuść, to nic takiego. - westchnąłem. - Co z tego, że Chris woli chłopaków.
-Dziewczyny też lubię. - wtrącił Chris, wciąż siadając na krawędzi jednego z pisuarów.
-To co, ze Chris jest Bi. - poprawiłem się. - Jego sprawa. My pewnie też mielibyśmy to gdzieś, gdybyś od czasu do czasu chciał przelecieć jakiegoś chłopaka.
W odpowiedzi Logan nadął wargi, jakby był małą dziewczynką, która się obraziła. Pokręciłem głową, przypominając sobie, po co szukałem Chrisa.
-Masz może numer do Julie'ego? - zapytałem, zmieniając temat.
~**Carlos**~
-Masz naładowany telefon? - zapytałem Julie'ego, który wyciągnął swoją komórkę i zerknął na wyświetlacz.
-Tak, ale nie da się zadzwonić. - odpowiedział. - Odcięła łączność. A telefon w gabinecie?
-Sprawdziłem. - odpowiedziałem, przejmując uciskanie ręcznika na ranie Lizzy. - Przecięła kable. Lizzy, tak mi przykro.
-Nie mogłeś wiedzieć... - wydyszała. - Nie Twoja wina. Nie mogliśmy Ci powiedzieć.
-Trzeba coś zrobić. - powiedział Julie, rozglądając się po pokoju. - Jesteśmy tu zapuszkowani, a drzwi może otworzyć tylko ktoś, kto zna hasło. Potrzebujesz lekarza.
-Wytrzymam. - powiedziała.
Wstałem, podchodząc do biurka dyrektora. On musi to tutaj mieć. Przecież Chuck mnie nauczył! Potrzebuję tylko nożyczek i taśmy.
-Co robisz? - zapytał Julie, kładąc dłonie na brzuchu Lizzy.
-Czegoś do posklejania kabli. - odparłem, sprawdzając jak ostre są nożyczki, które znalazłem. - Jeszcze zadzwonimy po pomoc.
-Brad. - wydyszała Lizzy, miała coraz słabszy głos.
-Kto? - zmarszczyłem brwi.

-Jest w naszej jednostce, wybrany przez Ciotkę Diane. Pracuje w CIA i siedzi na kasie w Buy More. Nikt nie wie, że jest agentem, ale dobrze zna sprawę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
  Wybaczycie mi, jak na jakiś czas przejdę na tryb raz w tygodniu, co? Kiepsko mi idzie, chyba znowu się zblokowałam. Ten odcinek szedł mi znośnie, ale teraz jest tragedia. I przepraszam, że tak słabo było z Waszymi blogami, ale już nadrobiłam. 
Słówko do Chrisa: Sorry, nie mogłam się powstrzymać. 
Mam nadzieję, że dzisiejszy odcinek Wam się podobał, bo z tego jestem zadowolona. A teraz idę szukać inspiracji. Trzymajcie się! 

czwartek, 12 marca 2015

Odcinek 62 – Lizzy kontra Dziwne przebieranki

-Logan, co Ty robisz z moimi ciuchami? - zapytałam, wchodząc do swojego pokoju i widząc jak Logan próbuje założyć przez głowę moją błękitną bluzkę koszulową.
-Przymierzam. - odpowiedział, jakby to było coś oczywistego. - Wiesz, ze mamy ten sam rozmiar?
Z przerażeniem stwierdziłam, że zaraz potem do pokoju weszła Madison. No pięknie...
-To się tu stało? - wrzasnęła, a ja poczułam nagłą ochotę zamknięcia okna.
I w ten sposób Logan zaczął jej tłumaczyć, ze mamy ten sam numer i że planuje się przebrać za Mię, żeby skopać jej tyłek w babskich ciuchach. Co było trochę dziwne.
-Dobra, możecie przestać? - krzyknęłam, żeby przerwać ich sprzeczkę.
Powoli zaczynałam żałować, że ich tu zaprosiłam.
Z frustracją wyszłam do przedpokoju, żeby jakoś ochłonąć. Ostatnio świat stanął na głowie. Jednego dnia jestem zwyczajną nastolatką, a kolejnego szpiegiem we własnej szkole. Pochyliłam się nad antresolą i spojrzałam na nasz salon. Chuck rozmawiał z Gretą. Przyciszonym głosem. Na telewizorze widniał zamrożony obraz jakiejś gry. Ale nie „Call of Duty”, albo „Uciekające Kurczaki” jak to było zazwyczaj.
-Co jest? - usłyszałam za plecami głos Kendalla.
-Nic. - pokręciłam głową. - Po prostu jestem trochę zamyślona, To wszystko. Nie martw się. Nic mi nie będzie.
Uśmiechnęłam się do niego, a on objął mnie w pasie.
-Wiem, ze martwisz się o Carlosa. - wyszeptał mi do ucha. - Też jest mi źle z tego powodu.
Westchnęłam i wróciłam do swojego pokoju. Tym razem Mad i Logan zdołali się uspokoić. I dobrze, bo więcej bym tego nie zniosła.
-Weź daj spokój... - jęknęła Mad, sprawiając wrażenie powrotu do normalności. - Przecież on siedzi na kasie w Realu.
-Tak... - Julie pokiwał głową, siedząc na moim łóżku z książką na kolanach. - Bo go nie chcieli w Biedronce.
-O czym Wy teraz rozmawiacie? - zapytał Kendall, wchodząc za mną do pokoju.
-A kto by się orientował? - machnęłam ręką, zostawiając ich samych.
Następnego dnia poszliśmy do szkoły. Było nawet znośnie. Nie wiedziałam, czy to wina Kendalla, czy Jamesa, ale obaj byli na siebie strasznie cięci.
-Elizabeth Carmichael, Carlos Pena i Julian Carmichael proszeni do gabinetu dyrektora. - rozległ się z głośników głos sekretarki. - Weźcie swoje rzeczy nie wrócicie na lekcje.
Spojrzałam na chłopaków ze zdziwieniem, ale oni tylko wzruszyli ramionami. Uniosłam brwi i zaczęłam zbierać książki do plecaka.
-Lizzy, czy mogłabyś to oddać pani Evans? - poprosił Profesor Miller, wręczając mi szarą teczkę opisaną czerwonym markerem.
-Tak, oczywiście. - pokiwałam głową, biorąc ją od niego i dołączając do chłopaków.
Nie wiedziałam o co chodzi. Julie i Carlos też nic nie narozrabiali, ale dlaczego wezwano właśnie naszą trójkę? Nie miałam pojęcia.
Kiedy weszliśmy do sekretariatu, zobaczyłam, że biurko pani Evans jest puste. Położyłam teczkę na klawiaturze komputera i zamarłam.
Pod biurkiem leżała pani Evans z przestrzelonym czołem. Na jej twarzy malowało się przerażenie. Pod nią zbierała się kałuża szkarłatnej krwi.
-O mój Boże... - usłyszałam głos Julie'ego.
Spojrzałam na niego. Był blady jak kreda. Carlos wcale nie okazał się lepszy. Wyglądał, jakby za chwilę miał zwymiotować. I wcale nie patrzył na trupa Pani Evans. Tylko w drzwi szafy pancernej.
Stała tam Mia. W dłoni trzymała wyciągnięty pistolet.
-Nawet nie wiecie, jak długo na to czekałam. - wycedziła, wciąż mierząc w nas bronią.
-Pysiaczku, co Ty wyprawiasz? - jęknął Carlos.
-Na prawdę? - uniosła brwi. - Nie spodziewałam się, ze jesteś aż takim idiotą. Z Hudsonem mi nie poszło, ale Ty... Zadziwiająco łatwo było Cię okręcić wokół palca.
-Ty to wszystko zaplanowałaś... - jęknęłam. - I zabiłaś naszą sekretarkę.
-Nie inaczej. - oznajmiła z uśmiechem wyższości. - W prawdzie musiałam trochę przyśpieszyć plan, bo zaczęliście coś podejrzewać. Ale jak dotąd wychodzi idealnie.
-Serio myślisz, że to Ci się uda? - wykrztusił Julie, który chyba już odzyskał głos.
-Nie ma innej możliwości. - odpowiedziała, wcale nie dając oznaki, że kilka metrów dalej leży trup bogu ducha winnej kobiety, którą osobiście zamordowała. - Plan wymyślił mój tatuś, a te nigdy nie zawodzą.
-Widzisz... - powiedziałam, przybierając wyraz twarzy zawodowego pokerzysty. - Zawsze musi nadejść ten pierwszy raz.
-Albo i nie. - pokręciła głową, wciąż celując we mnie bronią. - Jeszcze się nie zorientowałaś, ze odcięłam Twoją komunikację z drużyną? Biedna, mała Lizzy... To już nie jest Burbank.
-Nie odzywaj się tak do mojej siostry. - wycedził Julie przez zaciśnięte zęby.
-Siostry? - Mia uniosła brwi. - No no... Na prawdę mocno wczuwasz się w rolę.
-To moja siostra. - powtórzył zdeterminowanie. - I nie waż się tak do niej odzywać.
Carlos patrzył na nas z otwartymi ustami. Odwróciłam się w stronę gabinetu dyrektora. Drzwi z pancernego metalu. Bingo!
-Wiesz, co Peterson? - cmoknęła, jakby robiła tak wiele razy. - Jaka szkoda, że zaraz będę musiała Cię zabić.
Popchnęłam Julie'ego z linii strzału. I padł strzał. Poczułam oślepiający ból w brzuchu.
~**Carlos**~
Mia strzeliła. Wcześniej Lizzy zdołała popchnąć ego, ale jej nic nie ochroniło. Mia próbowała strzelić jeszcze raz, ale.. Nie miała już nabojów. Nerwowo sięgnęła po drugi magazynek.
-Gabinet! - jęknęła Lizzy, pewnie umierając z bólu. - Do gabinetu i dobrze zamknij drzwi.
Julie pociągnął ją do gabinetu dyrektora. Nikogo tam nie było. Zaryglowałem drzwi. Ten pokój był jak sejf. Musiałem jeszcze zablokować okna. A to już większa robota.
-Jak z nią? - zapytałem Julie'ego, który dziwnie fachowo oglądał ranę Lizzy. Jej koszula była cała czerwona od krwi.
-Źle. - odpowiedział krótko. - Będę potrzebował ręczników, poduszki pod głowę i miskę wody. Nie pogardzę środkami przeciwbólowymi.
-Co? - zmarszczyłem brwi.
-Widziałem w telewizji. - odpowiedział, niedbale machając ręką. - Znajdziemy tu coś takiego?
Czułem, ze zaczynam panikować, ale przecież dobrze znałem gabinet pana Shortsa.
-Na tyłach jest łazienka. - powiedziałem, starając się myśleć na zimno. - Tam są ręczniki, woda i proszki. Na pewno mocne. Pan Shorts często miewa migrenę. Zaraz przyniosę.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No dobra, dzisiaj mam lenia. Skończyłam jedno wypracowanie, mam jeszcze drugie, ale nie chce mi się go pisać. Na NK też jakoś mi się nie chce odpisać... Grałam trochę w MSP, zrobiłam film, trochę zarobiłam i tyle mnie widzieli. Mam jeszcze dwa filmy do obejrzenia i nie chce mi się teraz oglądać żadnego. Dzisiaj jest dzień Matematyki, a ja mam lenia. 
Jak na razie, czyli przed publikacją, przeczytały tą notkę dwie osoby. Obie jednogłośnie stwierdziły, że jestem świnia, bo skończyłam w takim momencie... Z drugiej strony... Trzeba od czasu do czasu coś takiego zrobić. Mimo to, mam nadzieję, że ta notka się Wam podobała. Trzymajcie się! Do wtorku! 

wtorek, 10 marca 2015

Odcinek 61 – Lizzy kontra sensowny nonsens

Dwa tygodnie później:
-Będę tęsknić. - powiedziałam, kładąc dłoń na wielkim łbie Antonia.
-Przecież spotkacie się za miesiąc na misji. - usłyszałam za plecami głos Cole'a.
Odwróciłam się, wciąż głaszcząc tygrysa po łbie. Poczułem jego mokry język na policzku. Nie zareagowałam na to za specjalnie. Byłam już do tego przyzwyczajona.
-Dlaczego właśnie treserka? - zapytałam, nie po raz pierwszy się nad tym zastanawiając.
-Dlatego, że musieliśmy sprawdzić, czy potrafisz się przyjaźnić ze zwierzętami. - wyjaśnił, siadając na jednej ze skrzyń. - Myślisz, że dlaczego niektórzy treserzy są zagryzani przez swoje zwierzęta na arenie? Wolą używać bata niż serca. Łatwiej jest zwierzę przestraszyć, niż oswoić. A tobie się to udało w niecały tydzień. Powinnaś być z siebie dumna.
Nie przerywałam gładzenia miękkiej sierści Antonia. Wiedziałam, że on to lubi. Baker wstał i podszedł do nas. Antonio obnażył zęby, szeroko ziewając.
-Wciąż nie rozumiem, co cyrk ma wspólnego z terroryzmem. - prychnęłam, otwierając klatkę, w której nocował Antonio. Odruchowo schyliłam się po pustą miskę, z której jadł kolację i odrzuciłam na stos brudnych naczyń.
-Cyrk to od wieków bardzo rodzinna rozrywka. Nie wyobrażasz sobie, jak wielu ciemnych typów załatwia swoje sprawy w namiocie cyrkowym. Na przykład ojciec dziewczyny twojego przyjaciela.
-Wiesz o tym? - zmarszczyłam brwi, prowadząc Antonia do klatki i zamykając za nim drzwi.
-Wiem o wszystkim. - powiedział, kładąc mi dłoń na ramieniu. - A teraz chodźmy. Twój samolot zaraz odleci. Ciekaw jestem jak twoi bracia zareagują na informację, że w tydzień zostałaś artystką cyrkową.
Bracia? - zdziwiłam się w myślach. Nie może wiedzieć o Julie'm. Pewnie chodziło mu o Devona.
~***~
Lot minął spokojnie. W trakcie dostałam nagranie z ręki służącego Królowej Wielkiej Brytanii, na którym Ciotka informowała mnie, że po przylocie do domu czeka mnie narada. I tak w naszej rodzinnej kuchni zastałam grupę szpiegów nad jakimiś papierami na stole.
-Agent Baker z MI6 poinformował mnie o przebytym szkoleniu. - usłyszałam głos Ciotki Diane i usiadłam na krześle przy stole. - Lizzy jest gotowa do występów na arenie. Trupa cyrkowa z którą występuje przyjedzie do Los Angeles w przyszłym miesiącu. Wiarygodne źródło donosi, że Adrian Kayle zarezerwował trzy bilety na to widowisko.
-Z córeczką raczej nie pójdzie. - mruknęła Greta, krzyżując przed sobą nogi.
-I dobrze. - skwitował John, a ja położyłam głowę na poduszce, którą wcześniej zebrałam z kanapy. - Nie rozpozna Lizzy z widowni.
-Czy to pomoże, jeśli powiem, ze nie poznaję siebie w lustrze, kiedy malują mnie jak na arenę?
-Nie. - Greta pokręciła głową.
-Dobra, na razie wystarczy. - westchnęła Sarah, wstając z kuchennego krzesała. - Zawiozę Cię na spotkanie z przyjaciółmi.
-Miałaś odebrać Julie'ego z lotniska. - przypomniałam, idąc za nią do samochodu.
-Odbiorę, jak Cię odwiozę. - powiedziała.
Po wszystkim byłam już pod knajpą. Na widok Carlosa i Mii siedzących przy stoliku oddalonym o pięć metrów od reszty poczułam nagłą złość.
-Dlaczego nie siedzicie razem zresztą? - zapytałam, stając nad nimi.
-Ponieważ moi przyjaciele nie doceniają intelektu mojego pysiaczka... - powiedział Carlos, wypowiadając dwa ostatnie słowa nadzwyczaj pieszczotliwie.
Jeny, ta degeneratka zrobiła mu wodę z mózgu... Jak można kogoś nazywać „pysiaczkiem”? I to z własnej woli? To jest przynajmniej fizycznie niemożliwe.
-Jakoś się nie dziwię. - mruknęłam i podeszłam do Madison, która jak gdyby nigdy nic piłowała sobie paznokcie. Pyłki wolno opadały na jej pusty talerz.
-Wiesz, że ona jeszcze się nie zorientowała, że używa tego do metalu. - powiedział Logan patrząc na nią poprzez róg stołu.
-Pewnie wzięła ten, bo jest lepszy. - Kendall wzruszył ramionami i pocałował mnie w policzek. - Jak kurs? Dobrze się bawiłaś w...
Nie dokończył, przypominając sobie, gdzie wyjeżdżałam. Sama nie pamiętam, żebym komuś jeszcze to mówiła. O cyrku oswojonych zwierząt też nie wie.
-W Londynie. - dokończyłam, opierając się o kartę dań postawioną na sztorc. - Byłam w Londynie. Całkiem nieźle. Spotkałam starego znajomego. Nauczył mnie jak bawić się z tygrysem.
-Czy rozumiem, że Kendall ma być zazdrosny? - zapytał James, wychylając się trochę do przodu. - O tego znajomego.
Din ukryła twarz w dłoniach, jakby James powiedział coś śmiesznego i zawstydzającego. Pokręciłam głową i przejrzałam wzrokiem pierwsze dziesięć pozycji w karcie.
-Nie, on ma jakieś czterdzieści pięć lat. - pokręciłam głową, patrząc jak jedna z kelnerek wchodzi do zaplecza. - Nie ma obaw.
~***~
Kiedy skończyliśmy, wyszłam z Kendallem na zewnątrz. Szliśmy chodnikiem do sklepu. Wciąż był czynny. Ostatnio Mike wydłużył godziny pracy o godzinę. Na szczęście tylko przez kilka tygodni. Na site nazwał to „Happy Mouth”.
-Miło, że wróciłaś zadowolona. - powiedział w trakcie spaceru. - Tak właściwie, to czego Cię tam nauczyli? To o Tygrysie to chyba był żart?
-To nie był żart. - pokręciłam głową. - Nauczyłam się tresury jednego Tygrysa. Ale dla Antonia to zabawa. Nauczyli mnie tresury zwierząt cyrkowych. Przynajmniej wstępnie.
Na widok miny Kendalla nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
-Akrobatyki też się trochę uczyłam. - powiedziałem. - Za miesiąc mamy występ w parku rozrywki.
-A to muszę to zobaczyć. - powiedział natychmiast.
-Nie możesz. - pokręciłam głową. - Idę tam incognito.
Skrzywił się od niechcenia. Pokręciłam głową i pociągnęłam go w stronę sklepu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Ponieważ to jest bardzo krótkie, bardzo Was przepraszam. Początek jest niezwykle trudny... Kiepsko mi odzie, jedynie 63 jakoś wyszedł...Właściwie, to zobaczycie... To kto się spodziewał cyrku? Wpisałam to, gdyż dałam się ponieść magii chwili. Dziwne, co nie? No wiec mam nadzieję, że dzisiajsze wypociny sie Wam podobały i do czwartku. Trzymajcie się! 

piątek, 6 marca 2015

Lizzy & Julie Mix

Zacznijmy od tego, że wczoraj mnie trochę poniosło i zamiast piętnastu piosenek... wybrałam dwadzieścia. fajnie, nie? Jak dla kogo... No okey, a teraz czas zabrać się do opisywania. Na każde maks trzy zdania. Zrobimy to po szkolnemu. I zrobiłam Wam kolaż...

Lizzy i Julie mają swój mix. Taką listę utworów, które są z nimi związane. Są rodzeństwem, powoli się do siebie zbliżają. Spędzają ze sobą czas, przesiadując na balkonie i słuchając muzyki. To stało się takim ich piątkowym rytuałem. A teraz zaczynamy... I przepraszam za nierówne okna filmów. Nie mam nad tym kontroli. Przynajmniej jak wstawiam kody ze strony.
UWAGA! Kolejność piosenek została wybrana losowo. Dosłownie. 

1. Katy Perry - Firework
Ta piosenka z pewnością jest niesamowita. mówię tu też o teledysku, który wyszedł bardzo fajnie. Ta piosenka jest o koś, kto jest nieszczęśliwy, ale ma szansę, żeby się poczuć szczęśliwie.

2. Jennifer Lopez - Let's get Loud 
Fajne, taneczne... Można szczerze powiedzieć, ze ponadczasowe. Piosenka, która się nie nudzi i jest wręcz idealna do takiego słuchania.

3. Westlife - No no
To jest piosenka z mojego dzieciństwa, ale słucham jej do dzisiaj. Kiedyś słyszałam to w radiu, jakieś dwa miesiące temu... Nie wiem, jak opisać to względem Lizzy i Julie'ego.

4. Avril Lavigne - Girlfriend
Chwytliwa i wciągająca. Znam może dwie osoby, którym ta piosenka się nie podoba. Podobnie jak powyższe, nie wiem jak to opisać.

5. Smash Mouth - Everyday Superhero 
To jest piosenka, która Lizzy kojarzy się z Chuckiem. Dla niej brat jest takim codziennym superbohaterem, który codziennie kogoś ratuje. Nie ważne, czy chodzi o coś na prawdę poważnego, czy o tatę, który zapomniał włożyć taśmy do kamery przed rozpoczęciem nagrywania. Nie ma oficjalnego teledysku, ale fanartów nie brakuje.

6. Magic Affair - Omen III
Piosenka, którą Julie nucił na balkonie w trakcie pierwszej przesiadki. Dla niego przestępcy są jak taki omen. A omen to przeznaczenie w przeklętym znaczeniu. Dokądkolwiek nie pójdzie, nie może o nich zapomnieć.

7. Mikky Ekko - Who Are You Really?
Znowu to samo, ale nie wiem, jak to opisać. Ta piosenka jest wyjątkowa. Nie potrafię znaleźć lepszego słowa, żeby ją opisać. Jej trzeba posłuchać.

8. Panetoz - Dance Pause
Specjalnie wybrałam wersję po angielsku, żeby podkreślić amerykańskość. Nie mogę o niej napisać więcej, bo to zdradzi jeden z wątków.

9. OneRepublic - Counting Stars
Pamiętacie, że Lizzy lubi OneRepublic? Chyba pierwsza ścieżka z płyty jest w sam raz do składanki. To również jest moja ulubiona piosenka.

10. Lifehouse - You and Me
To jest wolna piosenka na wesele, ale w opowiadaniu z weselem nie ma nic wspólnego. Przeciwnie, z czymś zupełnie innym. Kto zapoczątkował słuchanie tej piosenki? I dlaczego? Zobaczycie.

11. Shakira & Wycef Jean - Hips don't lie
O tak, biodra nie kłamią. ta piosenka rozpocznie się w szkole, ale nie na balu, ponieważ bal Lizzy ominie. Potem zobaczycie dlaczego. Tak właściwie, dopiero będę to pisać, więc możliwe, że zajdą pewne zmiany.

12. Phil Collins - Look through my eyes 
Znam to z "Mojego brata niedźwiedzia", poza tym to bardzo ładna piosenka. I TO jest związane z weselem. Nie powiem czyim, bo i tak się pewnie domyślacie.

13. Pink - Fuckin' Perfect
Miewacie czasami wrażenie, ze ktoś jest cholernie idealny? Oczwiście. Ale nie powiem, o kogo chodzi. Na razie to tajemnica.

14. Metro Station - Shake it
To jest kolejna z tych wciągających piosenek. Równie wciągająca, co porywająca. Pamiętam, jak kiedyś nagrałam ją z radia i słuchałam przez całą godzinę. Wciąż mam tą kasetę, ale nie da się jej słuchać.

15. Hilary Duff - Why not
Piosenka, w której jest zawarte życiowe motto Lizzy (Lizzy, nie moje!): "Jeśli stracisz moment, możesz stracić wiele". Już kiedyś była o niej mowa (Odcinek 15, specjalny), więc nie będę się powtarzać. Jednak wątek tego jednego zdania zostanie w przyszłości szerzej rozwinięty.

16. Gia Farrell - Hit me up
To jest typowa, potańcówkowa piosenka. dawniej miałam trudności z jej znalezieniem. Słyszałam ją w telewizji. Tytuł też mam z telewizji. Patrz druga edycja "You Can Dance", ale fabuły opowiadania tez nie zdradzę, bo przy tej piosence coś się wydarzyło.

17. SafetySuit - Hallelujah
Nie wiem, jak dla Was, ale według mnie ta wersja jest najlepsza. Jest jednocześnie ładna i mocna. Taki jest Rock. Nie za mocno, nie za łagodnie. W sam raz.

18. Pitbull - Back in time
Do tej piosenki Madison będzie uczyła się tańczyć, ale nie powiem jakiego i o co chodzi. To ma coś wspólnego z Nath, chociaż ona od dawna jest w innym stanie...

19. Carly Rea Japsen - Call me maybe
Ta piosenka z kolei jest wysoce związana z Chuckiem i Sarą. Przypomina pierwszy odcinek i sposób w jaki się poznali. Początkowo nie porównywałam do siebie tych dwóch rzeczy, ale jakiś czas temu, jeszcze przed rozpoczęciem drugiej opowieści nagle mnie olśniło.

20. Baha Men - Hakuna Matata
A to akurat jest piosenka Julie'ego i Lizzy. Taka ich wspólna, która nie do końca o nich opowiada, ale jest z nimi związana. To brzmi troszeczkę bez sensu, ale tak już jest.

Jak zauważyliście, było tu trochę o mnie. Dlatego, że jestem tak porąbana, że to co jest w opowiadaniu niekoniecznie dzieje się tylko w mojej głowie, ale również trochę w moim życiu. Bywa, że w trakcie słuchania jakiegoś utworu, czy programu, albo filmu przychodzą mi do głowy różne pomysły. Podobno to nazywa się "inspiracja", ale jak dla mnie to zbyt wielkie słowo.

No i tyle... Poza tym mam słówko do Marli, ale nie mogę pisać na prywatne, bo coś mi się zacina. Weź się do tego [KLIK] jakoś odnieś, dobra? Nie wpisałam wczoraj Teen Wolfa, bo jest za krótko fanką, ale z zapartym tchem czekam na 5 sezon. A ponieważ jest już kilka nowych zdjęć, to łapce fotkę, którą nazwałam "Tyler Posey - mistrz drugiego planu".
Jeszcze jedno pytanie. Premierę drugiego sezonu chcecie w ten wtorek... Czy dopiero za tydzień? No i to już chyba wszystko. Trzymajcie się!

czwartek, 5 marca 2015

Znowu cześć!

Po pierwsze, sorry. Nie wyrobiłam się z Mixem. Na razie jest na nim dopiero siedem piosenek z zaplanowanych piętnastu. Spróbuję to skończyć jutro.
Wczoraj skończyłam czytać "Kroniki". Alec jest jednak super... (Właśnie! Muszę dla niego obejrzeć "Męsko-damską rzecz"!) Wiecie o czym mówię? Czy nie bardzo? Bo szczerze mówiąc ja nie bardzo rozumiem, kiedy u Króliczka i Marli pojawiają się wzmianki o "Słodkich kłamstewkach", jak podejrzewam, ja nie mam zielonego pojęcia o co biega. Obiło mi się o uszy, ale nie kojarzę. Szczerze mówiąc jest kilka seriali, które okazały się mistrzostwem, ale nie Wiem, czy Wy jesteście fanami tego czegoś, co ja. Poza tym odbija mi ostatnio i... Chyba doczytam do końca "Opowieści z Narnii". Przerwałam w piątej części, kiedy mnie skrzyczeli, ze to dla dzieci. A potem jakoś zapomniałam.

Więc seriale! Tak, dzisiaj seriale. Napisze o kilku serialach, które okazały się mmega! Ale tylko te z zagranicy, a jest ich dokładnie cztery. Nie patrzcie na kolejność, pisze, jak mi popadnie.

Na początek "Ostry Dyżur"!

To jest powód mojego zafascynowania serialami medycznymi. Nie każde mi się podobają, ale jak ktoś lubi "Dr. Housa", to w Carrefourze to sprzedają po 4 złote za płyty. A "Violetta" za cztery dychy! Właśnie! To ma osiemdziesiąt odcinków w sezonie. Miałam to wcześniej napisać Marli, ale piszę teraz.
Tak, czy owak, stąd się wzięła moja fascynacja wątkami medycznymi. Dlatego bohaterowie moich opowiadań tak często (a wierzcie, że starałam się najrzadziej) lądowali w szpitalu.

A teraz "Tajemnice Smallville"!
I mój ulubiony pamiętny ósmy sezon! Nagrałam na VHSa każdy odcinek! Wciąż mam wszystkie, szkoda mi wyrzucać, chociaż od dawna nie używamy magnetowidu, które i tak jest popsute, a żaden serwis nie kwapi się, żeby je naprawić. Mianowicie, są mega długie terminy. Z tym serialem jest wielce związany mój pierwszy blog, jaki założyłam. Miałam ładne jajo komentarzy. Przez rok jarałam się wyświetleniami, które w każdy poniedziałek rosło o 10. Tak czy owak Justin Hartley (na zdjęciu pierwszy z prawej) był jednym z wielu moich obiektów westchnień. tak, czy siak, ta geneza Supermana (na punkcie znaczka choruję do dzisiaj) podbiła moje serce. A ponieważ Hartley grał Green Arrowa, to zielony jest moim ulubionym korolem. I na prawdę, nie widzę lepszego wytłumaczenia.

Kolejny to "Młodzi Muszkieterowie"!
Jak wejdziecie w "Nauczycieli", to zobaczycie całą tą grupę. To jest dzieło Dumasa, nakręcone pokolenie wstecz. Nie ma d'Artagnana, który przybył do Paryża z Gaskonii, żeby zostać muszkieterem. Jest jego syn. Jest jeszcze laska, która przebiera się za faceta. Co w tamtych czasach było karane śmiercią. Ale ona nie miała nic do stracenia, bo i tak zamordowała kapitana gwardii Kardynała Mazarini. Więcej na: [KLIK]!

Teraz "Agenci NCIS"!

Czyli Kryminalne zagadki po wojskowemu. Oglądałam to zawsze, kiedy wracałam ze szkoły i odrobiłam lekcje. Potem jadłam. Ten serial stał się TVNowską tradycją. Przynajmniej to tak widzę. Nie umiem o tym pisać. Czasu też nie mam. Dlatego sorry.

A o "Chucku" nie będę Wam pisać. Przybliżam Wam ten serial w co drugim odcinku. Jedno zmieniłam po swojemu. Chuck nie nazywał się "Carmichael", tylko "Bartowski". Jednak Carmichael nie wziął się z znikąd. To był jego szpiegowski pseudonim. Proste i łatwe do zapamiętania. Teraz kończę. Trzymajcie się! Do jutra.

wtorek, 3 marca 2015

Cześć!

Nie bardzo wiem, jak zacząć ten post... Jest przerwa sezonowa i tak dalej, ale chciałabym zacząć od tego, co Was czeka w czwartek.
W czwartek dostaniecie ode mnie "Lizzy & Julie Mix", czyli składankę piętnastu piosenek, których Lizzy i Julie słuchają siedząc na balkonie.

Teraz napiszę o czymś innym. jak wiecie mam to cudo:
I zostało mi w tej książce do przeczytania ostatnie opowiadanie i zapis z poczty głosowej. I wiecie co? Szkoda mi tego czytać, bo nie mam więcej książek tej autorki. Ja wiem, że czytam to ciąż od nowa i od nowa... Wracam do swoich ulubionych fragmentów i tak dalej, ale to nie to samo. To jest trochę jak z ulubionymi blogami. Wciąż chcesz czegoś nowego, a jedyne co możesz zrobić w oczekiwaniu na następną, to przeglądanie forum w sieci i tworzenie fanfiction. Zawsze jest fanfiction.

Uwielbiam Magnusa. W "Darach Anioła" to on jest tym, który wymiata najbardziej. I dlatego tak bardzo się ucieszyłam, kiedy Marika przyniosła mi tą książkę. Magnus jest czarownikiem. W "Mieście Kości" grał go Godfrey Gao, który jest na okładce. Szukałam sobie innych jego zdjęć.
Całkiem uroczy Azjata, nie powiem... Przypomina mi się taka bajka z Jackie Chanem, jaką kiedyś oglądałam. Ale wracając do osoby Pana Gao... Największy facepam przeżyłam, kiedy na jakimś Drama Wikia zobaczyłam, że ktoś wpisał, jaką facet ma grupę krwi. Ja wiem, że są tacy, którzy się do wszystkiego dokopią, ale to? No bez jaj!

Poruszę jeszcze temat pytań do bohaterów. Nie powiem, co Logan ma do hippisów, ponieważ do tego dojdziemy. To będzie jeden z późniejszych wątków.

- Ale przecież nie może być w tym dobra. To znaczy, kobiety mc znają tego rodzaju uczuć.
- Jakich uczuć?
- Żądzy krwi, na przykład - powiedziała po chwili namysłu Tessa. - Gwałtowności. Uczuć wojownika.
- Sam widziałem, jak wymachiwałaś piłą przed Mrocznymi Siostrami - zauważył Will. - Jeśli dobrze sobie przypominam, sekret lady Audley polegał na tym, że była morderczynią.
- Więc to czytałeś! - triumfalnie wykrzyknęła Tessa. Will wyglądał na rozbawionego.
- Wolę 'The Trail ofthe Serpent. Więcej przygody, mniej domowych dramatów. Ale najlepszy jest Kamień księżycowy. Czytałaś Collinsa?
- Och, uwielbiam Collinsa! - z entuzjazmem potwierdziła Tessa. - Armadald Kobieta w bieli. Śmiejesz się ze mnie?
- Nie z ciebie. - Will uśmiechnął się szeroko. - Raczej z twojego powodu. Nigdy nie widziałem, żeby ktoś tak ekscytował się książkami. Można by pomyśleć, że to diamenty.
- Przecież są diamentami, nie uważasz? Czy kochasz coś równie mocno? Tylko nie mów „getry", „tenis ziemny" czy coś równie głupiego.
- Dobry Panie - westchnął Will z udawanym przerażeniem. - Ona już mnie zna.
- Każdy ma coś, bez czego nie może żyć. - Tessa zamierzała mówić lekkim tonem, ale na widok miny Willa zawiesiła głos.
Herondale patrzył na nią nieruchomym wzrokiem. Jego oczy były tak samo granatowe jak aksamit, w który była oprawiona książka. Przesunął wzrokiem po jej twarzy, szyi, talii, wrócił do ust i tam go zatrzymał. Serce Tessy dudniło, jakby wbiegła po schodach. Czuła ściskanie w piersi. Czegoś pragnęła, ale nie wiedziała czego...

To jest mój ulubiony fragment z Mechanicznego Anioła. Nie wiem, po co Wam to wklejam. Po prostu podoba mi się to, jak Will mimowolnie pokazuje prawdziwego siebie. W prawdzie dwa akapity później znowu sobie o tym przypomniał i wskoczył do zamrażarki, ale mniejsza z tym...

No dobra, muszę Wam zadać to pytanie. Lubicie Julie'ego? Bo ja uwielbiam o nim pisać. Na razie mogę Wam zdradzić, ze on i Lizzy się do siebie przybliżą i będą jak takie prawdziwe rodzeństwo. Nie zabraknie rodzinnych gatek i tak dalej.

Obiecałam post lifestyle i Wam go dałam. W prawdzie wyszło nijak, ale co tam. Trzymajcie się!