czwartek, 12 marca 2015

Odcinek 62 – Lizzy kontra Dziwne przebieranki

-Logan, co Ty robisz z moimi ciuchami? - zapytałam, wchodząc do swojego pokoju i widząc jak Logan próbuje założyć przez głowę moją błękitną bluzkę koszulową.
-Przymierzam. - odpowiedział, jakby to było coś oczywistego. - Wiesz, ze mamy ten sam rozmiar?
Z przerażeniem stwierdziłam, że zaraz potem do pokoju weszła Madison. No pięknie...
-To się tu stało? - wrzasnęła, a ja poczułam nagłą ochotę zamknięcia okna.
I w ten sposób Logan zaczął jej tłumaczyć, ze mamy ten sam numer i że planuje się przebrać za Mię, żeby skopać jej tyłek w babskich ciuchach. Co było trochę dziwne.
-Dobra, możecie przestać? - krzyknęłam, żeby przerwać ich sprzeczkę.
Powoli zaczynałam żałować, że ich tu zaprosiłam.
Z frustracją wyszłam do przedpokoju, żeby jakoś ochłonąć. Ostatnio świat stanął na głowie. Jednego dnia jestem zwyczajną nastolatką, a kolejnego szpiegiem we własnej szkole. Pochyliłam się nad antresolą i spojrzałam na nasz salon. Chuck rozmawiał z Gretą. Przyciszonym głosem. Na telewizorze widniał zamrożony obraz jakiejś gry. Ale nie „Call of Duty”, albo „Uciekające Kurczaki” jak to było zazwyczaj.
-Co jest? - usłyszałam za plecami głos Kendalla.
-Nic. - pokręciłam głową. - Po prostu jestem trochę zamyślona, To wszystko. Nie martw się. Nic mi nie będzie.
Uśmiechnęłam się do niego, a on objął mnie w pasie.
-Wiem, ze martwisz się o Carlosa. - wyszeptał mi do ucha. - Też jest mi źle z tego powodu.
Westchnęłam i wróciłam do swojego pokoju. Tym razem Mad i Logan zdołali się uspokoić. I dobrze, bo więcej bym tego nie zniosła.
-Weź daj spokój... - jęknęła Mad, sprawiając wrażenie powrotu do normalności. - Przecież on siedzi na kasie w Realu.
-Tak... - Julie pokiwał głową, siedząc na moim łóżku z książką na kolanach. - Bo go nie chcieli w Biedronce.
-O czym Wy teraz rozmawiacie? - zapytał Kendall, wchodząc za mną do pokoju.
-A kto by się orientował? - machnęłam ręką, zostawiając ich samych.
Następnego dnia poszliśmy do szkoły. Było nawet znośnie. Nie wiedziałam, czy to wina Kendalla, czy Jamesa, ale obaj byli na siebie strasznie cięci.
-Elizabeth Carmichael, Carlos Pena i Julian Carmichael proszeni do gabinetu dyrektora. - rozległ się z głośników głos sekretarki. - Weźcie swoje rzeczy nie wrócicie na lekcje.
Spojrzałam na chłopaków ze zdziwieniem, ale oni tylko wzruszyli ramionami. Uniosłam brwi i zaczęłam zbierać książki do plecaka.
-Lizzy, czy mogłabyś to oddać pani Evans? - poprosił Profesor Miller, wręczając mi szarą teczkę opisaną czerwonym markerem.
-Tak, oczywiście. - pokiwałam głową, biorąc ją od niego i dołączając do chłopaków.
Nie wiedziałam o co chodzi. Julie i Carlos też nic nie narozrabiali, ale dlaczego wezwano właśnie naszą trójkę? Nie miałam pojęcia.
Kiedy weszliśmy do sekretariatu, zobaczyłam, że biurko pani Evans jest puste. Położyłam teczkę na klawiaturze komputera i zamarłam.
Pod biurkiem leżała pani Evans z przestrzelonym czołem. Na jej twarzy malowało się przerażenie. Pod nią zbierała się kałuża szkarłatnej krwi.
-O mój Boże... - usłyszałam głos Julie'ego.
Spojrzałam na niego. Był blady jak kreda. Carlos wcale nie okazał się lepszy. Wyglądał, jakby za chwilę miał zwymiotować. I wcale nie patrzył na trupa Pani Evans. Tylko w drzwi szafy pancernej.
Stała tam Mia. W dłoni trzymała wyciągnięty pistolet.
-Nawet nie wiecie, jak długo na to czekałam. - wycedziła, wciąż mierząc w nas bronią.
-Pysiaczku, co Ty wyprawiasz? - jęknął Carlos.
-Na prawdę? - uniosła brwi. - Nie spodziewałam się, ze jesteś aż takim idiotą. Z Hudsonem mi nie poszło, ale Ty... Zadziwiająco łatwo było Cię okręcić wokół palca.
-Ty to wszystko zaplanowałaś... - jęknęłam. - I zabiłaś naszą sekretarkę.
-Nie inaczej. - oznajmiła z uśmiechem wyższości. - W prawdzie musiałam trochę przyśpieszyć plan, bo zaczęliście coś podejrzewać. Ale jak dotąd wychodzi idealnie.
-Serio myślisz, że to Ci się uda? - wykrztusił Julie, który chyba już odzyskał głos.
-Nie ma innej możliwości. - odpowiedziała, wcale nie dając oznaki, że kilka metrów dalej leży trup bogu ducha winnej kobiety, którą osobiście zamordowała. - Plan wymyślił mój tatuś, a te nigdy nie zawodzą.
-Widzisz... - powiedziałam, przybierając wyraz twarzy zawodowego pokerzysty. - Zawsze musi nadejść ten pierwszy raz.
-Albo i nie. - pokręciła głową, wciąż celując we mnie bronią. - Jeszcze się nie zorientowałaś, ze odcięłam Twoją komunikację z drużyną? Biedna, mała Lizzy... To już nie jest Burbank.
-Nie odzywaj się tak do mojej siostry. - wycedził Julie przez zaciśnięte zęby.
-Siostry? - Mia uniosła brwi. - No no... Na prawdę mocno wczuwasz się w rolę.
-To moja siostra. - powtórzył zdeterminowanie. - I nie waż się tak do niej odzywać.
Carlos patrzył na nas z otwartymi ustami. Odwróciłam się w stronę gabinetu dyrektora. Drzwi z pancernego metalu. Bingo!
-Wiesz, co Peterson? - cmoknęła, jakby robiła tak wiele razy. - Jaka szkoda, że zaraz będę musiała Cię zabić.
Popchnęłam Julie'ego z linii strzału. I padł strzał. Poczułam oślepiający ból w brzuchu.
~**Carlos**~
Mia strzeliła. Wcześniej Lizzy zdołała popchnąć ego, ale jej nic nie ochroniło. Mia próbowała strzelić jeszcze raz, ale.. Nie miała już nabojów. Nerwowo sięgnęła po drugi magazynek.
-Gabinet! - jęknęła Lizzy, pewnie umierając z bólu. - Do gabinetu i dobrze zamknij drzwi.
Julie pociągnął ją do gabinetu dyrektora. Nikogo tam nie było. Zaryglowałem drzwi. Ten pokój był jak sejf. Musiałem jeszcze zablokować okna. A to już większa robota.
-Jak z nią? - zapytałem Julie'ego, który dziwnie fachowo oglądał ranę Lizzy. Jej koszula była cała czerwona od krwi.
-Źle. - odpowiedział krótko. - Będę potrzebował ręczników, poduszki pod głowę i miskę wody. Nie pogardzę środkami przeciwbólowymi.
-Co? - zmarszczyłem brwi.
-Widziałem w telewizji. - odpowiedział, niedbale machając ręką. - Znajdziemy tu coś takiego?
Czułem, ze zaczynam panikować, ale przecież dobrze znałem gabinet pana Shortsa.
-Na tyłach jest łazienka. - powiedziałem, starając się myśleć na zimno. - Tam są ręczniki, woda i proszki. Na pewno mocne. Pan Shorts często miewa migrenę. Zaraz przyniosę.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No dobra, dzisiaj mam lenia. Skończyłam jedno wypracowanie, mam jeszcze drugie, ale nie chce mi się go pisać. Na NK też jakoś mi się nie chce odpisać... Grałam trochę w MSP, zrobiłam film, trochę zarobiłam i tyle mnie widzieli. Mam jeszcze dwa filmy do obejrzenia i nie chce mi się teraz oglądać żadnego. Dzisiaj jest dzień Matematyki, a ja mam lenia. 
Jak na razie, czyli przed publikacją, przeczytały tą notkę dwie osoby. Obie jednogłośnie stwierdziły, że jestem świnia, bo skończyłam w takim momencie... Z drugiej strony... Trzeba od czasu do czasu coś takiego zrobić. Mimo to, mam nadzieję, że ta notka się Wam podobała. Trzymajcie się! Do wtorku! 

5 komentarzy:

  1. BO JESTEŚ ZŁA! O NIEEE LIZZY! O MÓJ BOZE I CO DALEJ??
    Czekałam na odrobinę dreszczyku, a dostałam więcej. I Carlos jeszcze do tej szmaty Pysiaczku... serio? Ona trzymała broń! Carlos to serio jakiś debil. I nie wiedziałam, że w Ameryce mówi się o realu czy naszej Biedronce :D Super odc i czekam na nn!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten żart o Realu i Biedronce był na prośbę mojego kolegi, więc wiesz... Taką głupotę mu miałam odmówić?

      Usuń
  2. Nie rozumiem tego "bogu ducha winnej kobiety" i znalazłam literówkę "Wcześniej Lizzy zdołała popchnąć ego,". Też się zdziwiłam, że Biedronka i Real w Stanach, równie dobrze mógłbyć Walmart :) Wiedziałam, że tam bd Mia-Żmija! Gnij, Żmijo, gnij. LIZZY POSTRZELONA!!! LIZZY POSTRZELONA!!! POSTRZELONA LIZZY!!! Jak to?! CO?! DLACZEGO?! Oby było dobrze, Lizzy chyba ma dość szpitala po 2 latach śpiączki. Carlos znowu z tym pysiaczkiem. O ludzie... Co dalej będzie? Nic Lizzy nie będzie? Chyba jestem w błędzie. Na rymy mi się zebrało :P
    Supereściaściaściniusiński odcinek i czekam niecierpliwie na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To było naprawdę świetne, i Mia w końcu pokazała swoją prawdziwą twarz, a Carlos oprzytomniał. Ale to naprawdę straszne, co się stało z Lizzy. No Ona musi z tego wyjść, a Carlos niech się porządnie zastanowi nad następnym Pysiaczkiem..
    Świetny rozdział! Czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  4. Biedna Lizzy... Dobrze ze w poblizu jest zul. A mówią że telewizja nie uczy a wręcz przeciwnie :D Brawo dla żula! Niech mu się uda bo Lizzy musi żyć! Szkoda że nikt żmii nie zaciukał tylko uciekli do gabinetu dyra. z nią jeszcze bd kłopoty. A Carlos to debil. Laska do niego mierzy z lufy a ten jej pysiaczkuje. Co za idiota :D Świetny odcinek :)

    OdpowiedzUsuń