czwartek, 16 kwietnia 2015

Odcinek 72 – Lizzy kontra wieczór cyrkowy

Poczułam coś mokrego i śliskiego na policzku. Byłam pewna, ze to właśnie to mnie obudziło. Podniosłam głowę i leniwie otworzyłam oczy. Zdałam sobie sprawę, że patrzę prosto w ślepia wielkiego tygrysa.
-Antonio? - wymamrotałam, siadając i odrzucając koc. - Kto z tobą przyszedł?
Bez słowa zaczął mnie prowadzić na dół. Zbiegłam za nim i weszłam do części kuchennej. Pierwsze, co tam zobaczyłam to Atsue i Sarę siedzących naprzeciwko siebie i pijących kawę z papierowych kubków.
-Już przyjechaliście? - zapytałam, zamiast powitania. - Myślałam, ze będziecie dopiero wieczorem.
-Bo tak miało być. - odpowiedziała z szerokim uśmiechem. - Ale zanim co, musimy Ci przypomnieć jak to się robi. A teraz chodź tu! Muszę Cię uściskać!
I wyciągnęła do mnie obie ręce, gotowa do uścisku. Bez wahania opadłam w jej obcięcia. Mimo, że Atsue była szpiegiem, nikogo nie okłamywała. Pewnie dlatego, że nie ma okazji. Jest tylko analityczką i trochę akrobatką. Jedna z niewielu obcokrajowców, którą uczył mój tata. Wszystkich uczniów miał chyba dziesięciu.
Kiedy się puściłyśmy, usiadłam na jednym z taboretów, a Antonio niemal natychmiast oparł mi łeb na moich kolanach. Położyłam dłoń na jego sierści, delikatnie czochrając jego miękkie włoski.
-Tęsknił za Tobą. - zauważyła Atsue, kiedy Sarah sprzątnęła puste kubki. - I musimy Ci uszyć nowy kostium. Jeszcze tego popołudnia będzie gotowy. O dziesiątej masz być w bazie. Musimy wybrać model i zdjąć miarę.
-A ten mój się nie nada? - zapytałam ze zdziwieniem, podając Antoniemu jeden z bez cukrowych landrynków miętowych, które ten uwielbiał.
-Może nawet by się nadał, ale Cole zmienił koncepcję. Nazywamy się „Multinational Circus”, co nie? - zauważyła. - Beker wymyślił, żebyśmy wszyscy mieli stroje na wzór swojej flagi.
I wywróciła oczami. Pokręciłam głową i spojrzałam na szczyt schodów, gdzie stał Julie, patrząc na Antoniego szeroko otwartymi oczami.
-Co to ma być? - niemal wrzasnął, a sam tygrys wtulił pysk w moje ramię. - Kto tu wpuścił dzikie zwierze? Jak...
-To jest Antonio. - odpowiedziałam spokojnie.
-I nie jest taki do końca dziki. - zauważyła Atsue. - Urodził się w klatce, ale potem nawiał z Zoo w Londynie. Nie mogliśmy go tam odesłać. Dlatego MI6 przygarnęło go do siebie. Po pewnym czasie stał się tak oswojony, że słuchał każdego z nas. I bardzo lubił się bawić. Potem doradca królowej wpadł na pomysł dołączenia go do rządowego cyrku i tak już zostało. Najważniejsze, że Antonio jest szczęśliwy, prawda?
~***~
Po jedenastej wyszłam z bazy i weszłam do hali sklepowej, rozglądając się za Kendallem. Po chwili zauważyłam go przy półkami z filmami na DVD.
-Cześć, dzięki, że się zgodziłeś. - powiedziałam, podchodząc do niego i całując go na powitanie w policzek. - Nie byłam pewna, czy się zgodzisz przenieść miejsce spotkania.
-Ja tak. - objął mnie ramieniem. - Ale nie reszta. Wciąż czekają na nas w pizzeri. Poza tym... I tak chciałem Ci kupić prezent. Może jakiś film? Hmm?
-Przecież wiesz, że nie musisz. - powiedziałam, przechadzając się z nim alejką z DVD. - Poza tym nie lubię komedii romantycznych.
-Myślałem, że lubisz wątki miłosne. - zmarszczył brwi, kiedy odłożyłam płytę na półkę z serią o batmanie. - Przynajmniej tak mówiłaś przy drugiej części X-Mena.
-Tak, ale pod warunkiem, że to jest wątek poboczny. - pokiwałam głową, obejmując go za szyję. Zbliżyłam się do jego ust, żeby go pocałować.
-Lizzy! - usłyszałam głos Lestera za swoimi plecami, kiedy ledwo zamknęłam oczy.
-Czego?! - wrzasnęłam z wściekłością.
-A już nic... - machnął ręką i odwrócił się do biurka serwisantów.
-Jak ja tego nie cierpię. - wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
Kendall nic nie odpowiedział. Poczułam, jak zachichotał i pocałował mnie w czubek głowy. Skrzyżowałam ręce na piersiach i Kendall wyprowadził mnie ze sklepu.
-Idziemy na obiad? - zapytałam, patrząc na niego z dołu. A przecież byłam od niego tylko kilka centymetrów niższa. Chyba potrzebuję butów na obcasach.
-Tak. - pokiwał głową z szerokim uśmiechem i poprowadził mnie na przystanek autobusowy. - Julie już jest na miejscu. Chris i Logan obiecali, że zastąpią Cię jak tylko potrafią.
Zaśmiałam się, zerkając na rozkład jazdy. Kendall przytulał mnie od tyłu niemal przez cały czas. Oparłam głowę o jego ramię.
-Para bezwstydnych smarkaczy! - podskoczyłam na dźwięk głosu jakiejś starszej pani. - Może nie w miejscach publicznych? Dzisiejsza młodzież...
Odsunęliśmy się od siebie, a ona przeszła dalej wciąż mamrocząc pod nosem.
Kiedy przyjechał nasz autobus, stanęliśmy przy końcu lewego rzędu. To było dla nas najlepsze miejsce. Z przodu wprost roiło się od starszych ludzi, a to nie było zbyt wygodne. Nie każda babcia to miła babcia.
Wyszliśmy i wpadliśmy do pizzeri w której siedziała nasza paczka. Z ledwością powstrzymałam parsknięcie śmiechem, kiedy zobaczyłam Jak Julie siedzi między Loganem, a Chrisem.
-Cześć, jak leci? - zapytałam, siadając obok Madison, naprzeciwko Din.
-Czuję się jak kretyn siedząc z twoimi szurniętymi przyjaciółmi. - wypalił Julie.
-Niestety, mam tylko takich. - westchnęłam, sięgając po dodatkowy talerz.
-Ej! - zawołała Madison z oburzeniem.
-Żart. - uśmiechnęłam się, krojąc sobie kawałek pizzy hawajskiej na jeszcze mniejsze kawałki.
-Lizzy tak się tego nie je. - zauważył James, kiedy z wyprostowanymi plecami brałam do buzi małe, po odkrajane kęsy do buzi.
-Tylko jak? - wzruszyłam ramionami. - Wcześniej też tak jadłam i nikomu to nie przeszkadzało.
-Tak, tylko Emma nadała Ci pseudonim „księżniczka”, bo jesz wzorowo przestrzegając etykiety. - odezwała się Madison, na co Din krótko się zaśmiała.
Zmarszczyłam brwi, opierając się na nadgarstku. Nie rozumiałam o co jej tak właściwie chodzi.
-Od kiedy przejmujesz się tym, co mówi o nas Emma? - zapytałam, krzyżując ramiona. - Sama mówiłaś, że to pusta pannica i nie warto zaprzątać sobie nią głowy.
-Właśnie. - Din i James powiedzieli to niemal jednocześnie.
-Poza tym, lepiej jeść jak księżniczka, niż jak świnia. - dodał Carlos. - Widzieliście kiedyś jak ona je? Bo ja nie. W Czterech Szpadach pije tylko kakao.
Logan popatrzył na Kendalla i Madison ze zdziwieniem.
-Właśnie! - zawołał z tryumfem Carlos, pochłaniając całe kawały pizzy. - Pewnie je tak obleśnie, że boi się tego pokazać. Wiecie, jak Shrek w pierwszej części.
-Dobra, zostawmy to. - Madison odłożyła na bok nóż i widelec. - Powiedz lepiej, czy masz jakieś plany na wieczór.
Przygryzłam wargę, kiedy się zorientowałam, że mówi do mnie. Oblizałam usta i założyłam sobie kosmyk włosów za ucho.
-Właściwie to mam. - oznajmiłam powoli. - Mówiłam Wam kilka dni temu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Uprzedzam, że teraz notki będą sporo krótsze, bo zajęłam się teraz tym X-Menem. Dopiero zrobiłam bohaterów, a jeszcze muszę napisać wstępny zarys fabuły przed pierwszym rozdziałem. Tych starych nie kasuję. Nie ma po co. Może ktoś będzie chciał sobie poczytać te stare urwane wypociny? Może... Tak czy owak, zostają i już. Może „się zareklamuję” jak napiszę pierwszy rozdział. Ale to zostawmy. Co myślicie o dzisiejszym odcinku? W sobotę podrzucę Wam krótką recenzję. Nie powiem jakiego filmu. Mam nadzieję, że dzisiaj się Wam podobało. Trzymajcie się! Bywajcie z Magnusem!  

4 komentarze:

  1. Od razu pomyślałam o jakimś wstrętnym gościu, który ślini się na widok Lizzy, a tutaj Antonio - Tygrys ;d. Porównanie Shreka i Emmy bezcenne, ale to było zabawne. Naukę jedzenia to każdy ma opanowaną, ale ok. Nie wiem co napisać, ale rozdział bardzo fajny! Przepraszam nie wiem co mam napisać, odcinek fajny. Czekam na następny! :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bym się nie chciała obudzić z lwem nade mną... A może? Nie wiem. Antobio jest fajny :) Jaka głupia staruszka :P Problem ma? Do kościoła niecg idzie :D Wyobrażam sobie Shreka jedzącego, jak księżniczka :P Ja nie umiem jeść, czasami nawet zupę jem palcami :D
    Supereściaściaściniusiński odcinek i czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapracowana i styrana studentka wraca na bloggera znów nadrabiać, zostawia szybki komenatrz, robi 10 minutowe ćwiczenia na pośladki, idzie się myć, wstawia rozdział i idzie spać. Taki plan na dziś. A więc tak... nie wiem jak Lizzy to zrobiła, ale ja bym się wystraszyła tygrysa tak nagle, nawet jeśli go zna i jest oswojony. Otwierasz oczy iw widzisz bestię... Można się przerazić. No i nie pamiętam jak obleśnie jadł Shrek w pierwszej części. Smuteczeq. Dzieciństwo tak dawno... Super odc

    OdpowiedzUsuń
  4. jak to nie skomciałem?! przecie skomciałem?! Gdzie mój kom?! Ja tu komciałem w czwartek! Grrrr..... !
    Pisze od nowa. JA CHCE TAKIEGO TYGRYSA! A Żul niech nie spina pośladów. On jest fajny. Jezu ja go chce. Lizzy daj mi go :D
    Wszyscy bardzo miło powitali Lizzy. A Antonio to już w szczególności. jak już mówiłem JA CHCE TAKIEGO TYGRYSA!
    Super odcinek. czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń