czwartek, 28 maja 2015

Odcinek 79 – Lizzy kontra Wyborczy dzień

OSTRZEŻENIE! Ostatni przedział zawiera kilka brzydkich wyrazów. Sorry, taki człowiek.
Dzień wyborów bez wątpienia był najbardziej upragniony przez Madison. Wyglądała całkiem nieźle, ale Logan wciąż był na nich obrażony.
-Logan, może mógłbyś ze mną pójść do sali gimnastycznej? - poprosiła Din zaraz po grze w kosza na wuefie. - Pan Gold mnie poprosił o posprzątanie wszystkich piłek, a jest ich strasznie dużo...
-O nie! - Przerwał jej. - Drugi raz nie dam Ci się na to nabrać. A kto poszedł po Mad? Lizzy?
-Ale ja stoję tutaj. - zauważyłam.
-To kto? James? - uniósł dłonie, jakby chciał walnąć ze złości w ścianę.
-Nie dał mi się namówić. - wyznała, wzruszając ramionami. - On stoi po Twojej stronie. To co? Pomożesz mi z Tymi piłkami?
-Nie! - warknął i zatrzasnął za sobą drzwi szatni dla chłopaków.
Podeszłam do Din, która stała jak idiotka pod pokojem nauczycielskim.
-Jack wcale Cię nie prosił o posprzątanie piłek? Co nie? - zagadnęłam, klaszcząc w dłonie.
-Nie. - jęknęła. - A Ty masz jakiś plan?
Spojrzała na mnie z nadzieją. Julie gapił się na nas już dawno przebrany. Zadziwiające, jak szybko potrafił zdjąć i założyć ubranie... Rety, on naprawdę nadaje się do wywiadu.
-Tak. - odpowiedziałam z dumą. - Może się uda... Może nie. Kto nie ryzykuje, tan nie ma.
-A czy ten Twój plan ma coś wspólnego z twoim gadaniem do lusterka w środku nocy? - zapytał, opierając się o ścianę. - Wejdziecie do szatni, czy mam tak stać?
-Jasne. - wzruszyłam ramionami.
Weszłam do szatni z Din i Julie'm, na co kilka dziewczyn z naszej klasy zapiszczało i zaczęło się chować za bluzami.
-No proszę Was... - westchnęłam z zażenowaniem. - Ile można? Za każdym razem reagujecie tak samo... To się robi nudne, wiecie.
-Gdybym był bez Lizzy, ukamienowałybyście mnie adidasami, prawda? - wtrącił z chichotem.
I jak na zawołanie Lou rzuciła w niego sportowym butem. Julie cicho wrzasnął i zrobił unik, tak, żeby jej but swobodnie mógł uderzyć w ścianę. Ale niestety, guma nie plastik i but odbił się od ściany przywalając w jego tyłek.
-Ała! - zawołał.
-Wyszło lepiej niż chciałam! - ucieszyła się Lou, wkładając ścisły golf, który nosiła dzisiaj pod marynarką. - Dlaczego po każdej lekcji wchodzisz z Lizzy do damskiej szatni?
-Mamy ważne strawy do omówienia. Wiesz, sprawa Agencji wywiadowczej. - machnęłam ręką. - Ale nie martw się! Już gadałam z chłopakami i pozwolili mi się u siebie przebierać.
-Agencji wywiadowczej? - uniosła brwi, na co Din profesjonalnie zaczęła chichotać. - A to dobre.
I wyszła, a za nią reszta już przebranych dziewczyn. Julie opadł na ławkę, jak to miał w zwyczaju. Din sięgnęła do swojej torby z ciuchami.
-To co wymyśliłaś? - zapytała, kiedy zmieniłam spodnie na te od mundurka.
-Mowa przedwyborcza. - oznajmiłam. - Wygłoszę ją.
~***~
Wyszliśmy z szatni, słuchając wywodów Din, ze chyba oszalałam, bo w ten sposób tylko przyznam Madison rację i nici z nauki, że nie powinna nadużywać przyjaźni, jak to powiedział Logan.
-Mówię Ci, nie rób tego! - powtórzył biegnąc przede mną na korytarzu. - Jeśli to zrobisz, to... to...
-To co? - zmarszczyłam brwi, stając i sięgając po kubek przy podajniku z wodą.
-To namówię Din, żeby nie przychodziła do Ciebie na pidżama party! - zagroził.
-Hej! - wtrąciła sama Din, szukając w plecaku opróżnionej butelki po wodzie.
-No coś ty! - wzruszyłam ramionami, nalewając sobie trochę wody. - Od tego mam Chrisa.
I przeszłam pod ścianę, opierając się o tylną część ławki. Din zamrugała i przypadkiem wylała sobie trochę wody na bluzkę.
-Patrz gdzie lejesz. - odparował Logan, rozkładając się na tej samej ławce, o którą się opierałam. - I tak uważam, że powinniśmy zostawić Madison samą z Tą całą jej kampanią.
-Tak... - westchnęła Din, wycierając sobie chusteczką mokrą bluzkę na brzuchu. - Może dla odmiany powiesz nam coś, czego nie wiemy?
-A ja cały czas mówię poważnie. - wtrąciłam. - Wiecie ile razy John strzelił mi kazanie? Znam całą masę wojskowych zwrotów.
-I masz zamiar ich użyć? - Logan uniósł brwi.
-Coś ty. - prychnęłam. - Poprzerabiałam wszystkie zwroty na język nastolatków, tak żeby Mad zrozumiała.
-Ja na przykład cały czas nie rozumiem, o co chodzi z tym całym gaciowym. - wtrącił Julie, przypominając nam o swoim istnieniu.
-To szef zaopatrzenia militarnego. - wyjaśniłam automatycznie.
-A Leśne dziadki? - zapytał znowu, podnosząc rękę jak do odpowiedzi.
-Starzy wyjadacze. - odparłam. - Może lepiej poprosisz Johna o cały słownik? W wolnej chwili opowie Ci o Tym z przyjemnością. Ma świra na tym punkcie.
-A beret nierdzewny? - zapytał natychmiast.
-Hełm. - wycedziłam przez zaciśnięte zęby. - Na prawdę, musisz mnie teraz o to pytać?
-Gdybym wiedział, że to znasz, zapytałbym wcześniej. - wzruszył ramionami.
~***~
Na dużej przerwie Cztery Szpady były wyjątkowo stłoczone. Pewnie przez ten spory podest u stóp sceny, gdzie ekipa teatralna miewa swoje próby...
-Na prawdę wygłosisz tą przemowę? - zapytał James po raz setny.
-Tak. - kiwnęłam głową. - Lepiej nie pytaj co mam do powiedzenia. Sam zobaczysz.
Kiedy wszyscy siedzieli już przy stolikach, Emma stanęła przed prowizoryczną mównicą.
-Wiem, ze nie mogę być teraz kandydatką – oznajmiła z wyraźną wyższością. - Ani tym bardziej przewodniczącą, ale wiem, że nie ma tu wystarczająco dobrej kandydatki, która...
Reszta jej słów została zagłuszona przez zgodne buczenie uczniów jedzących obiad. Rozejrzałam się po stołówce. Wszyscy wyglądali, jakby mieli ochotę obrzucić ją makaronem, ale jako, że nasza szkoła jest bardzo cywilizowana, to wszyscy zdołali się przed tym powstrzymać.
-Dziękujemy pannie Evans... - usłyszeliśmy głos pana Shortsa, który zdołał się dopchać do mikrofonu. - A teraz zgodnie z tradycją naszej szkoły, w imieniu kandydatów przemówią wyznaczeni przez nich uczniowie. Na pierwszy ogień idzie pan Sciuto. Czy ktoś chciałby przemówić w jego imieniu?
Otworzyłam usta ze zdziwieniem, kiedy na podest wszedł chłopak w workowatych spodniach i marynarce od mundurka niedbale zarzuconą na całkowicie przerobioną koszulę. Spojrzałam w stronę grupki, z której się wyłonił. No tak... Raperzy! Tacy tez znajdą się w szkole.
-Joł, ludożerka! - zawołał, unosząc dłoń w luzackim geście. - Jamie Sciuto to mój ziomek, normalnie najlepszy koleś jakiego znam. I wiecie co? On ma plan, jak naprawić atmosferę w tej budzie. Dlaczego aktorzy nie zadają się z szermierzami, a zapaśnicy z naukowcami? Atmosferę tworzą ludzie, a Jamie uważa, że pora porzucić ten pojebany status Quo. I ja się z nim zgadzam, bo jeśli możemy coś osiągnąć to razem! Popierdolony system mamy głęboko w dupie! Pora go porzucić. Kiedy zagadałem jednego popuralsa, ciul kazał mi spadać na drzewo i...
Nie zdołał dokończyć, bo pan Shorts odepchnął go od mikrofonu.
-Panu Denver dziękujemy. - powiedział natychmiast. - Na przyszłość proszę delikatniej dobierać słowa. Kolejną kandydatką jest Panna Jenner. Czy ktoś przemówi w jej imieniu?
Wstałam z ławki i podeszłam do mównicy. Złożyłam dłonie na kartce z jadłospisem i wzięłam głęboki oddech.
-Cześć, jestem Lizzy. - powiedziałam z delikatnym uśmiechem. - Jestem kumpelą Madison Jenner. I wiecie co? Ta dziewczyna ma prawdziwe parcie na władzę. Bo wie, że do tego została stworzona. Jest trochę jak generał armii krajowej. Ma świetne zdolności przywódcze. Potrafi załatwić niejedną sprawę. Czasami uderza jej sodówa, ale komu nie uderza? Każdemu. Na szczęście Madison ma przyjaciół, którzy w razie potrzeby sprowadzą ją na ziemię.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Po pierwsze: pamiętacie, że w zakładce „Echo Park i Buy More” jest info o nowej postaci? Zmieniam zdanie. Chłopak będzie na stronie głównej. Już wiecie, że to chłopak... Mianowicie: W odcinku osiemdziesiątym trzecim poznacie pierwsze szpiegowskiego Partnera Lizzy. Profil psychologiczny już mam, nawet zdjęcie aktora, który ma go „odegrać”, ale ja mądra inaczej Martunia jeszcze nie wymyśliła dla niego imienia. Próbowałam już czterech w tym jedno musiałby się powtórzyć. Chyba, że zgodzicie się na inną odmianę...

A jak podobały Wam się przemowy? Raperzy, którzy walczą o porzucenie wizytówki, czy „Wszystko dla uczniów, ale niech się zadają z kim chcą”? A ponieważ rządzi nami demokracja... Z boku znajdziecie ankietę. Kto ma wygrać wybory? Raper, Jamie Sciuto, czy Madison Jenner, bardziej znana jako Mad, nowa Żelazna dama Ameryki? Głosujcie i komentujcie! Trzymajcie się! Na razie!  

czwartek, 21 maja 2015

Odcinek 78 – Lizzy kontra przedwyborczy dzień

Po pewnym czasie od tej cyrkowej misji zaczęłam się przyzwyczajać do błogiego spokoju. Tak było dobrze. Nic się nie działo, a Sarah też za specjalnie nie paliła się do misji. Nie tylko dlatego, że Chuck nie mógł. Jak sama stwierdziła "potrzebowała urlopu" i co wieczór siadała na kanapie przed telewizorem nadrabiając filmy Marvela, których mieliśmy całą masę.
-Jak było w jogurtowni? - zapytał Julie, kiedy wróciliśmy pewnego dnia ze szkoły.
-Nawet znośnie. - wyruszyła ramionami. - Pomożesz mi później z księgowością? Bo samej mi się nie chce.
-Jasne! - zawołał, rzucając szkolną torbę na krzesło przy stole w kuchni.
Otworzyłam usta ze zdziwienia i oparłam dłonie na biodrach.
-A z językami to masz problemy? - rzuciłam do niego, na co on wyruszył ramionami, wyjmując z lodówki butelkę wody z wizerunkiem Czarnej Wdowy na etykiecie.
-Wolę liczyć, dobrze o tym wiesz. - odparł, siadając na kanapie obok Sary. - Trójka z klasówki to i tak już spory sukces, jak na mnie. O tym też wiesz. - Westchnęłam i zajrzałam do piekarnika. Sarah znowu robiła ciasteczka. Nie wiem, czemu mnie to jeszcze dziwiło. Piecze je w dosłownie każdy wtorek.
-Wiecie, że przyjeżdża mama? - wyrwało mi się, kiedy spojrzałam na notatki na lodówce.
-Co? Kiedy? - Julie otworzył szeroko oczy. - Dlaczego ja nic nie wiem o tym?
-No w piątek... - wyruszyłam ramionami. - Chuck gada o tym od tygodnia. Julie nie zdążył odpowiedzieć, bo drzwi otworzyły się z trzaskiem i do mieszkania wpadła Madison.
-Wiem, że to może nie jest odpowiednia pora, ale to jest super ważne. - wydyszała, zanim zdołałam jej cokolwiek odpowiedzieć. Jakby tego było mało, za Mad wpadli Din i Logan.
-Dobrze Ci radzę, wycofaj się! - wysapał, kiedy Madison ze wszystkich sił próbowała go uciszyć.
-Powiedziała Ci już? - zapytała Din, kiedy Logan i Mad wciąż się kłócili.
-Ale co? - zmarszczyłam brwi, nie wiedząc o co chodzi.
-Zrywam z Tobą! - zawołał Lagan. Po tym okrzyku nastąpiła głucha cisza. Zamrożony obraz w Kapitana Ameryki został na ekranie.
-Co? - Wyjęczała zszokowana. - Kocie, nie możesz...
-Owszem, mogę. - oznajmił twardo. - I właśnie to robię. Wiem, że zależy ci na stanowisku przewodniczącej, ale zdecydowanie przesadzasz.
-Loguś, proszę...
-Nie nazywaj mnie tak! - wrzasnął, chcąc się wycofać z mieszkania. - Jesteśmy Twoimi przyjaciółmi, a nie darmowymi ludźmi od marketingu. Logan wybiegł wściekły. Przez chwilę patrzyłam, jak biegną w stronę bramy Echo Parku. Zerknęłam z ukosa na Din, która sprawiają wrażenie nie mniej zdziwionej niż Madison.
-Możesz mi wyjaśnić, co tu się dzieje? - poprosiłam ją.
-Więc Madison wymyśliła, żebyś wygłosiła o niej mowę tuż przed wyborami. - wyjaśniła. - Loganowi od początku się to nie podobało, ale ona się uparła.
-Dlaczego nie poprosiła mnie o to, zaraz jak to wymyśliła? - wyruszyłam ramionami, prowadząc ją na górę do pokoju.
-Nie miała odwagi. Zanim przyszła z tym do Ciebie, przyszła pogadać o tym ze mną. Logan też przy tym był. Twierdził, że jak już ma Cię o to poprosić, to już jest na to za późno i tak dalej. Wtedy Madison powiedziała, że pomoc w jej kampanii jest naszym obowiązkiem.
-Założę się, że Logan nie był zadowolony, kiedy to stwierdziła. - skrzywiłam się, sięgając po butelkę roku pomarańczowego i dwie szklanki. - Sorry, mam tu tylko to.
-W porządku. - wymamrotała z bladym uśmiechem, kiedy napełniłam jedną ze szklanek. - A Logan był po prostu wściekły. Od razu zaczął krzyczeć, że nie ma mowy, że jak choćby spróbuje Ci to powiedzieć, to z nimi koniec.
-A ponieważ Logan słynie z honoru, to postanowił dotrzymać słowa.
-Właśnie. - kiwnęła głową. Din sięgnęła do szklanki z sokiem, którą postawiłam na biurku. Pogrążyłam się w myślach. Nie, to by było za proste. Mad i Logan długo osobno nie wytrzymają. Trzeba coś zrobić, żeby ich razem pogodzić.
-O czym myślisz? - zapytała nagle, kiedy usiadłam na łużku, które dawniej dzierżawili Ellie i Czad.
-Myślę, że trzeba pogodzić ze sobą Mad i Logana. Oboje mają bzika na swoim punkcie i trzeba coś zrobić, żeby do siebie wrócili.
-Tak, łatwo powiedzieć. - uniosła brwi. - Tylko jak zamierzasz to zrobić?
-Normalnie, ale najpierw trzeba powiedzieć o tym Chłopakom, bo same nie damy rady.
-Pomysł niby dobry, ale co masz zamiar zrobić? Tak konkretnie.
-Słyszałaś o mediacjach, prawda?
-Tak, tylko kto ma... Przerwała, kiedy spojrzałam na nią wymownie.
-O nie... Nie dam rady! - zaprzeczyła.
-Oczywiście, że dasz! Jesteś do tego idealna!
-Lizzy, nie przeginaj!
-Mówię jak jest. Przez radio pogodziłaś papużki nierozłączki, kiedy jedna drugiej niechcący odbiła chłopaka...
-Bo gdyby Lexie od razu powiedziała April, że chodzi z Adamem, tej całej sprawy w ogóle by nie było! - przerwała mi w pół zdania.
-I marzysz o studiach prawniczych... - dokończyłam trochę Ciszej. - No nie daj się prosić. Przyjaciele Cię potrzebują. - jęknęłam.
Usłyszeliśmy dzwonek telefonu. Mojego. Melodyjka z Piratów z Karaibów była na tyle głośna, że Antonio śpiący pod ścianą gwałtownie poderwał łeb, ale wrócił do snu, kiedy go ściszyłam.
-Chris. - oznajmiłam.
-Już się Logan zdążył poskarżyć?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Drobne ogłoszenie: Do odwołania notki będą się pojawiały w środy, albo w czwartki, jeśli się nie wyrobię. Nie dam rady, po prostu, przepraszam Was. Poza tym wczoraj nie miałam nawet czasu, żeby włączyć komputer. Teraz powoli piszę i myślę, że źle nie będzie. Dlatego przepraszam Was za brak wczorajszej notki. Koniec ogłoszenia.
Po drugie: Zauważyliście moją wtopę sprzed tygodnia... I Marla niechcący podsunęła mi pomysł. Nie powiem na razie o co chodzi, ale jak pisałam w odpowiedzi, pisałam to na telefonie, a potem nie sprawdziłam. A ponieważ po pierwszym komentarzu tekst jest nietykalny, nie mogę tego poprawić. Zasada głupia, ale zasada. Ustaliłam ją sobie, jak zakładałam bloga.

Zdziwiło Was zerwanie Madison i Logana? Mad ma chrapkę na władzę, a jej podejście zdecydowanie nie podoba się Loganowi. I to zdecydowanie zdarzenie tego odcinka, bo chyba nic bardziej kluczowego tu nie było. Ale mam cichą nadzieję, że się Wam podobało. Trzymajcie się!  

środa, 13 maja 2015

Odcinek 77 – Lizzy kontra Polityczny porządek

-Dlaczego nie wyszliście? - warknęłam na Logana i Chrisa, kiedy przedstawienie zostało odwołane, a my schodziliśmy już do bazy.
-A mieliśmy Cię tak zostawić? - warknął Chris, jakby miał pretensje do mnie, a nie ja do nich.
-Coś mogło się Wam stać, rozumiecie?
W odpowiedzi Logan tylko wywrócił oczami, a Chris prychnął w ten swój irytujący sposób. Następnym razem po prostu trzasnę go, zanim zdąży to zrobić.
-Nic nam by się nie stało! - powiedział, lekceważąco, podnosząc ze stolika jeden z magazynów Sary. - Pewnie poradzilibyśmy sobie z nimi w pojedynkę.
-Oszaleję z Wami dwoma. - westchnęłam i odwróciłam się do drzwi. - I jeszcze jedno. Sarah Was wyprowadzi. Nie powinniście tu siedzieć za długo.
Nie dosłyszałam ich odpowiedzi. Miałam ochotę się na nich pogniewać, ale wiedziałam, że nie wytrwam w tym za długo. Bez słowa weszłam na górę i stanęłam nad komputerem w jogurtowi. Wyciągnęłam rękę, chcąc wpisać kod dostępu, ale w ostatniej chwili się wycofałam. Nie zrobię tego. Nie jestem taka. W końcu pokusa okazała się zbyt silna i wstukałam pin.
Na monitorze pojawiły się obrazy z pięciu kamer w bazie. Cele to już inna historia. Kliknęłam na tą, która pokazywała chłopaków, ale nie włączyłam mikrofonu. Przez chwilę patrzyłam jak stoją i rozmawiają ze sobą z obojętnymi minami.
-Julie jest w lekkim szoku, ale Ellie twierdzi, ze nic mu nie będzie. - usłyszałam za plecami głos Johna. Podskoczyłam na palcach i najszybciej jak potrafiłam, wyłączyłam podgląd.
-Co z nim? - zapytałam, odwracając się do niego przodem.
-Nic mu nie będzie. - odpowiedział. - Devon podał mu jakieś ziołowe środki na uspokojenie po których zasnął. Nie musisz się martwić.
-Ale się martwię. - odpowiedział mi prawie natychmiast.
-Lizzy... - westchnął. - Twój brat to silny chłopak. Chociaż po babsku wrażliwy.
-Po babsku wrażliwy? - powtórzyłam ze zdziwieniem.
-Widać, Carmichaelowie już tak mają. - odparł. - A teraz już idź spać. Już późno. Odmaszerować.
~***~
Niedziela. W końcu ta jedyna, upragniona, kochana niedziela. Jakie szczęście, że nie muszę dzisiaj wstawać. Przynajmniej nie tak wcześnie.
-Antonio, zostaw mnie, jest niedziela. - wymamrotałam, kiedy poczułam na nadgarstku włochatą łapę. - Nie mam zamiaru jeszcze wstawać.
-A ja myślałem, że przynajmniej on Cię przekona.
Otworzyłam szeroko oczy na dźwięk głosu Kendalla. Podniosłam głowę i i usiadłam najszybciej jak potrafiłam. Kendall stał, opierając się niedbale o ramę w drzwiach.
-Wybacz, miałam zamiar trochę pospać. - powiedziałam, opierając się na przedramionach.
-Wiem, po prostu chciałem sprawdzić jak się czujesz po wczorajszym i...
-Zabiję Logana. - wycedziłam przez zaciśnięte zęby, zanim zdołałam się zorientować, że mu przerwałam. - Przepraszam, mów dalej.
-I tak nie muszę. - uśmiechnął się. - Chyba, ze sugerujesz, że potrzebuję pretekstów, żeby się z Tobą zobaczyć. Bo jeśli tak... Sorry, niczego nie wymyśliłem.
-Przecież wiesz, że nie musisz. - odparłam, wstając i całując go delikatnie. - Muszę się ubrać.
-Zaczekam. - wyszeptał.
Uśmiechnęłam się i zabrałam kilka ciuszków na dzisiaj. Sama sobie się dziwiłam, że miałam je jeszcze siłę przygotować wczoraj.
~**Madison**~
-Skarbie, nie panikuj. - powtórzył Logan po raz kolejny. - Wybory są dopiero w środę.
-Nie dopiero, tylko już. - poprawiłam go, próbując doprowadzić do porządku te plakaty, które robiłam. - To tak mało czasu, a ja mam jeszcze tyle pracy...
-Ile razy mam Ci jeszcze powtarzać, że do wtorku jest jeszcze bardzo dużo czasu?
-Ani razu, a wiesz dlaczego? - warknęłam na niego, drukując gotowe już plakaty. - Bo to jest bardzo mało czasu?
W odpowiedzi Logan podniósł dłonie w geście poddania. Wypuściłam powietrze ze świstem, na co on tylko się roześmiał.
-Tak w ogóle jakie zadanie masz zamiar dać Lizzy? - zapytałem, wiedząc, że teraz nie w głowie jej przytulanki.
-Ty, Lizzy i Chris jesteście moją strażą. - wyjaśniła, wyjmując ze szkatułki posrebrzane kolczyki. -To wiem, ale widzę, że to nie wszystko. - wyruszyłem ramionami. - Ja i Chris mamy mięśnie, a ona...
-A ona ma ma gadane. - oznajmiła, wkładając podróbki. Jeśli chodzi o biżuterię, Madison uwielbiała podróbki.
Mówi, że są lepszą alternatywą złota i srebra. Wyglądają tak samo, a są o wiele tańsze.
-Dlatego wygłosi mowę na wiecu. - zakończyła, rozsypując włosy na ramionach. -Fajnie. - skwitowałem.
- A ona o tym wie?
-Jeszcze nie miałam okazji jej powiedzieć. - wymamrotała, jak zwykle, kiedy niechętnie się do czegoś przyznawała. -To lepiej od razu jej powiedz. - odparłem, słysząc sygnał SMS'a. - Bo pewnie spanikuje, jak jej powiesz w ostatniej chwili. I zaraz będziesz miała okazję jej o tym powiedzieć. Na obiedzie.
-U kogo? - zapytała, przybierając niewinną minkę.
-U Carlosa. Za godzinę.
~**Din**~
Dom Carlosa okazał się bardzo duży. Otworzyłam usta ze zdziwienia, widząc obszerne, zdobione żywymi kwiatami schody.
-To wszystko jego? - mruknęłam do Jamesa, kiedy szliśmy do jadalni. -Tak, ale on twierdzi, że jego rodziców. - odpowiedział. - Chociaż na jedno wychodzi. Do tego dochodzi wielopokoleniowa służba.
-A tym wolałbym się nie chwalić. - usłyszeliśmy za plecami głos Carlosa.
-Co? - zmarszczyłam brwi.
-Kiedyś jego pra-pra dziadek kupił radzieckie małżeństwo niewolników. - wyjaśnił Logan, patrząc mi przez ramię. - Zamierzasz tu czytać? Lepiej nie, bo pani Pena bardzo tego nie lubi. Kiedy jest w pobliżu, lepiej zapomnij o prywatności. Że zdziwieniem zmierzyłam go spojrzeniem.
-Żartujesz sobie? - uniosłam brwi.
-Nie. - pokręcił głową. - To ostra baba. Jej dom, jej zasady. Lubi wszystko mieć poukładane.
Wytrzeszczyłam na niego oczy, a on w odpowiedzi głośno się zaśmiał, kiedy zajmowaliśmy miejsca przy stole.
-Za to jego tata jest super. - wtrącił Kendall.
-Proszę Cię. - prychnęłam. - W porównaniu z Twoim ojcem każdy tata jest super.
Natychmiast pożałowałam, że to powiedziałam, bo Kendallowi wyraźnie zrobiło się przykro.
Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, przeprosić go, czy cokolwiek, ale nie zdążyłam. Do pomieszczenia weszła dziewczyna, może w naszym wieku. Niosła sporą piramidę talerzy. Zatrzymała się, patrząc na nas ze zdziwieniem.
-Przyjaciele panicza Carlosa? - zapytała, zaczynając zastawiać stół. - Przepraszam, że jeszcze nic nie jest gotowe. Spodziewaliśmy się Was dopiero za godzinę.
Z trudem opanowałam parsknięcie śmiechem. Po raz pierwszy usłyszałam,jak ktoś mówi na Carlosa "panicz". On? Paniczem? A to dobre...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witam Was w tę przecudną środę. Ankieta o której pisałam wczoraj właśnie się pisze, myślę, ze w piątek, góra w sobotę powinnam ją skończyć. A co myślicie o dzisiejszym odcinku? Popieracie Lizzy, która miała pretensje do Logana i Chrisa? Czy raczej jej przyjaciół, którzy postanowili z nią zostać? No i wielgachny dom Carlosa... Zaskoczeni? Mam nadzieję, że się Wam podobało. Trzymajcie się!  

wtorek, 12 maja 2015

Ogłoszenie

Dzisiaj mam dla Was pytanie! 
Lubicie ankiety? 
Bo właśnie jedną przygotowuję. Na razie mam pięć pytań z podpunktami i jakiś tam plan, jak by to się miało odbywać. Już tłumaczę: 
1. Robię ową ankietę w OpenOffice i wstawiam na Chomika. 
2. Robię notkę z informacją, że ankieta gotowa i wstawiam link do pobrania. 
3. Wy To wypełniacie i odsyłacie mi na maila. 
4. Jakiś miesiąc później przedstawiam Wam notkę z wynikami i oszacowanymi statystykami. 
Ankieta byłaby o blogach. O jakich charakterach opowiadania lubicie czytać, jakie cechy powinny powinni posiadać główni bohaterowie i tak dalej. Jako to w ankietach będzie można zaznaczyć więcej niż jedną odpowiedź, ewentualnie dopisać coś od siebie. I to by była część pierwsza. 
Część druga dotyczyłaby opowiadań, które piszecie Wy. Do tego nie ma gotowych odpowiedzi, dlatego pytania będą otwarte. Będzie jedno otwaro-zamknięte, więc... 
Część trzecia to będzie niespodzianka. Po prostu wypisze kilka pomysłów na blogi z mojego notesu i zobaczymy co o nich myślicie. Część będzie dotyczyła bardziej niesprecyzowanego opowiadania, część La is Ours i Szkoły dla mutantów. Całość będzie BTRowa, oczywiście. Jednocześnie coś na luzie. 
Żeby to wypaliło, potrzebuję przynajmniej pięciu, dziesięciu wypełnionych arkuszy. To co? pomoglibyście mi i wzięli w czymś takim udział? 
Trzymajcie się! Notka jutro! 

środa, 6 maja 2015

Odcinek 76 – Lizzy kontra Piętnasta Jednostka

-On tu jest. - usłyszałam w słuchawce głos Sary. - Teraz uważaj.
-Jest z nim Mia? - zapytałam, pochylając się nad odbiornikiem.
-Nie widać jej. - odpowiedziała, kiedy nakładałam ostry cień na powieki. - Może to i lepiej...
-Osobiście wolałabym wiedzieć gdzie jest, niż zamartwiać się przez cały występ, czy przypadkiem nie wyskoczy na mnie gdzieś ze środka sufitu. - wywróciłam oczami i poczułam język Antonia na plecach. - Powinieneś czekać w klatce obok Soni wiesz? - rzuciłam.
-Co? - warknęła zdziwiona.
-Nic, to tylko Antonio. - uśmiechnęłam się do spacerującego się za moimi plecami tygrysa.
-Ja się rozłączam! - powiedziała pośpiesznie. - Brad mnie zmieni, ja idę prowadzić obserwacje. Będziemy w stałej łączności.
Pokręciłam głową, widząc jak Atsue i Sam wychodzą zza areny oblepieni pianą i konfetti.
-Trapezo Italiano? - wmarszczyłam brwi. - Coś nie wyszło?
-Wszystko wyszło. - zaprzeczył Sam. - Tylko trochę brudno. Szykuj się. Za kilkanaście minut Twoja kolej.
-Tak, wiem. - odpowiedziałam.
Wstałam i włożyłam marynarkę. Spięłam włosy tak, żeby nie wpadały mi do oczu. Zerknęłam na wyświetlacz komórki.
„Widzę Cię.”
Rozejrzałam się po zapleczu, ale zobaczyłam tylko przygotowujących się szpiegów-cyrkowców. Coś tu było nie tak. Jak to możliwe, że ta wiadomość na komunikatorze przyszła akurat, kiedy spojrzałam na telefon? Coś tu było nie tak.
„Nie ukryjesz się.”
Ten ktoś mnie obserwował. Tylko kto? Mia? Nie znam tego numeru, ani loginu. To misi się najszybciej wyjaśnić.
-Połączcie się z moją komórką. - wycedziłam przez zaciśnięte zęby, udając, że szukam butów na niższym obcesie. - Dostaję dziwne wiadomości na komunikator.
„Mam Twojego braciszka. Jeden fałszywy krok, a poderżnę mu gardło.”
Julie? No oczywiście, że Julie. Przecież Chuck siedzi przed komputerem w osobnym pokoju i je batona. Widziałam na monitorze. Przestraszyłam się nie na żarty, ale postanowiłam, że nie stracę zimnej krwi. Nikt nie może nic zauważyć.
-Masz jeszcze pięć minut! - zawoła Atsue, a ja sięgnęłam po szelkę Antonia, którą miałam go przeprowadzić po wybiegu razem ze słoniami, a potem na podesty.
-Coś jest nie tak. - powiedziałam jej, udając, że nic się nie dzieje. - Dostałam dziwna wiadomość. Możesz mi wyciszyć komórkę? - powiedziałam już nieco głośniej.
Atsue kiwnęła głową. Mistrzyni szybkiego czytania. Wiedziałam, że błyskawicznie przeczyta info i naprawdę wyciszy komórkę. Podeszłam do Antonia i objęłam go za szyję, chcąc zapiąć pasek. Poczułam jego sierść na skórze w przerwie między szyją, a włosami.
-Ufasz mi, prawda? - wyszeptałam do Antonia, patrząc w jego pomarańczowo-żółto-czarne oczy.
W odpowiedzi Antonio warknął krótko i oparł łapę na moim ramieniu, jakby chciał mnie do siebie przytulić. Przecież kiedyś już mnie tak przytulił...
Na sygnał Natashy wyszłam na Arenę i przeprowadziłam Antonia po brzegu areny. Rozejrzałam się po widowni i zobaczyłam Chrisa i Logana na jednej z ławek. Uśmiechnęli się do mnie i pomachali, ale ja w żaden sposób nie odwzajemniłam tego gestu.
Kiedy stanęłam przed jednym z drewnianych pni pomalowanych jak czerwono-żółto, popatrzyłam na Dwa stojące naprzeciwko słonie.
-Mają Juliana. - usłyszałam w słuchawce głos Johna. - Zawiadomiliśmy piętnastą jednostkę.
Piętnasta Jednostka? Czyli jest źle. Wiedziałam, ze Casey'a rajcowało dzwonienie do tych komandosów, ale nie zadzwoniłby do nich bez powodu. Mowy nie ma. Znam go. Nawet całkiem nieźle. Może trochę bardziej niż nieźle.
Kiedy wprowadziłam Antonia na jeden z pni, wszystkie światła pogasły. Był prawie środek nocy. To oczywiste, że zrobiło się ciemno. Ale tak zupełnie ciemno. Odruchowo sięgnęłam po usypiacz, który nosiłam pod marynarką. Poczułam, jak Antonio porusza się niespokojnie.
-Cii... - wyszeptałam.
Mogłam przysiąc, że słyszę jakieś dziwne rzeczy. Drobne i ciche, ale możliwe, ze mi się tylko wydawało. Cała widownia krzyczała i panikowała, ale ja nie śmiałam się poruszyć.
-Tylko bez paniki! - usłyszałam donośny głos Cole'a. - To tylko drobna awaria alternatora. Za chwile podepniemy drugi.
Przełknęłam ślinę. Umiałam dodać dwa do dwóch. Mogłam się domyśleć co podejrzewałam. Sama układałam sobie w głowie czarne scenariusze.
Światła się zapaliły. Ułamek sekundy później Antonio wydał z siebie głośny, ogłuszający ryk. Podskoczyłam, widząc kilku terrorystów z wyciągniętą bronią.
-Wdowina może wyjść, ale artyści zostają. - oznajmił ojciec Mai, stojąc na środku areny. Przez chwile miałam wrażenie, ze Antonio na niego skoczy i odgryzie mu głowę. Ale wiedziałam, że on sam nie mógłby tego przeżyć.
-Gdzie jest Julie? - wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
-Tutaj! - zachichotał.
Zanim zdołałam się zorientowałam, Mia przyprowadziła Julie'ego, przez cały czas trzymając nóż na jego gardle. O nie. Popatrzyłam na nią, na co ona po prostu uśmiechnęła się do mnie drwiąco. Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy.
-Ani mi się waż. - wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
-No to wiedz, że się ważę. - odpowiedziała Mia nadzwyczaj słodkim i jadowitym głosikiem.
Później wszystko działo się za szybko. Kilkoro komandosów wbiegło na arenę.
-Widocznie, nie doceniłem Cię, mała suko. - wysyczał, spoglądając na Johna, który celował w niego zza moich pleców.
-A co jeśli chybisz?
-On nigdy nie chyba. - powiedziałam nad wyraz spokojnie.
I rozległy się strzały. Kilku z nich padło na ziemię. W tym Mia. Julie pośpiesznie odsunął się na kilka kroków.
-Zabiliście ich? - wykrzyczałam.
-Nie wszystkich Lizzy. - odpowiedziała Ciotka Diane, zabezpieczając swój karabin. - Nie wszystkich.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Kiepska akcja, ale kiedyś trzeba było... Ale tak zupełnie źle nie wyszło, co? Nie mam już minutek, więc może dopiszę Wam coś jutro. Trzymajcie sie!