środa, 24 czerwca 2015

Odcinek 83 – Lizzy kontra Dzień Integracyjny

Kiedy dojechaliśmy, Charlie natychmiast dostał nowe dokumenty i zaprowadził nas do szefa departamentu, czy jak to się tam nazywa. Ja wolę na to mówić „departamenty”, bo niektóre sprawy, którymi zajmują się poszczególne działy bywają wielkie i nadzwyczaj złożone.
-Agentkę Walker zapraszam do pokoju numer dwieście pięć, a Was dzieci poproszę za mną. - oznajmił jeden z sekretarzy i zaprowadził nas do jednego pokoju.
Kiedy otworzył nam drzwi, Charlie puścił mnie jako pierwszą, co było lekko dziwne, bo rzadko ktoś, z wyjątkiem Kendalla i Julie'ego, przepuszczał mnie w drzwiach.
-Dobrze, że jesteście. - usłyszałam gruby głos, a zaraz później zza jednego regału wyłonił się ciemnoskóry mężczyzna w garniturze. - Agentko Carmichael, Agencie Casey... nazywam się Richard North. Jestem waszym przełożonym. Agent Casey, poprzednio Agent Henney zna całą procedurę. Ten dzień jest dla Was.
-Z całym szacunkiem, ale czegoś tu nie rozumiem. - zaczęłam, kiedy miałam pewność, że czaka na odpowiedź. - Byłam pewna, że przyjeżdżamy tu w sprawie Daniela Show'a.
-Tutaj zdrajcą zajmie się Agentka Wlker. - odpowiedział rzeczowo, siadając za biurkiem. - Tutaj nie obchodzi Was Show, dopóki któreś z Was go nie zobaczy, albo nie poczuje. Czeka Was dzień integracyjny. Zaczniecie jeszcze dziś wieczorem, aż do następnego wieczora. Przez najbliższą dobę będziecie swoimi wzajemnymi cieniami. Od godziny jesteście partnerami i macie zachowywać się jak partnerzy. Dlatego zachowujcie się jak partnerzy. Znajdźcie wspólny język, dowiedźcie się czego na swój temat. To wszystko. Przydzieliłem Wam pokoje naprzeciwko. Na drugim końcu korytarza znajdziecie Agentkę Walker. Odmaszerować.
Kiedy wyszliśmy na korytarz, oparłam się o ścianę i zamknęłam oczy.
-Charlie. - usłyszałam jego głos, a kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam, że stoi przede mną uśmiechnięty od ucha do ucha i wyciągniętą ręką. Zauważyłam, że nasze oczy są na jednym poziomie. Mógł być tego samego wzrostu, co ja.
-Lizzy. - powiedziałam, odwzajemniając jego uścisk.
-Słyszałem, że nie lubisz tytułowania, więc przejście po imieniu będzie najlepszym pierwszym krokiem. - powiedział, kiedy przeszliśmy do holu siedziby agencji. - To co? Kolacja?
-Kolacja? - zmarszczyłam brwi ze zdziwienia.
-Przeczytałem w aktach, że zawsze jesz kolację o szóstej, a to już za piętnaście minut.
-Dobra, rozumiem... - pokiwałam głową ze zrozumieniem. - Więc co jeszcze przeczytałeś w aktach?
-O tobie? - zachichotał cicho. - Że trenujesz szermierkę i masz w pokoju plakat Avengersów. Twoja ulubiona postać to Natasha Romanoff, nie napisali dlaczego. Ty i Twój brat czytacie jedne komiksy, chociaż Ty nie przywiązujesz do tego tak wielkiej wagi jak on. Masz chłopaka. Twoja matka zlikwidowała jego ojca podczas zadania. To był dość niezręczny epizod. Mogę jeszcze coś dodać?
-Jasne. - wzruszyłam ramionami.
-Spodziewałem się Raven Darkholme, a dostałem Kaylę Silverfox. - powiedział nieco ściszonym głosem. - Niewielkie rozczarowanie.
-W takim razie ja też mogę mówić o rozczarowaniu. Nie przypominasz Steve'a Rogersa. Prędzej Petera Parkera. - odparłam.
-Serio? - uniósł jedną brew, a kiedy doszliśmy do jednego ze stolików na zewnątrz kawiarni. - Spodziewałaś się bohatera narodowego?
-Nie. - pokręciłam głową. - Tylko kogoś pewnego siebie, kto potrafi być niewidzialny, ale zawsze wie co robić i co powinni robić inni członkowie drużyny. A dlaczego Mystique?
-Nie mam zdolności przywódczych. Pytasz dlaczego? Tacy byli moi poprzedni partnerzy. Łatwo zmieniali tożsamości. Jeden wciąż miał problem z zapamiętaniem swojego nowego nazwiska. Potem okazał się zdrajcą.
-Zdrajcą? Zlikwidowałeś go? - zapytałam, kiedy ten pokręcił głową. - A widziałeś?
-Nie. Byłem nieprzytomny. Potem obudziłem się w tutejszym ambulatorium. Pierwsze co mi powiedzieli, to to, że nie żyje. Nie pamiętam, co się wtedy właściwie stało. Do tej pory tego nie pamiętam. Lekarz powiedział, że pamięć powinna wrócić do końca następnego miesiąca.
-Przykro mi.
-Nie przejmuj się. - powiedział lekceważąco. - Było, minęło. Sprawa zamknięta.
Kiedy zjedliśmy kolację, pojechaliśmy taksówką do hotelu. Sary jeszcze nie było. Charlie odprowadził mnie do pokoju, a tam rzuciłam swoją torbę na łóżko i wyjęłam telefon z kieszeni. Zauważyłam, że Kendall przysłał SMSa.
„Jak partner? Znośny?”
Uśmiechnęłam się w założyłam sobie kosmyk włosów za ucho. Wklepałam powstanie nowej wiadomości. „Wydaje się sympatyczny. Chyba zaczynam go lubić.”
~***~
Dzień spędzony z Charlie'm był całkiem miły. Chłopak często się uśmiechał i głaskał wszystkie psy, które do niego podbiegały i na niego skakały. No i mocno pachniał oceanem. Musi zużywać bardzo dużo żelu pod prysznic.
-Gotowy? - zapytałam, podając mu teczkę z raportem na jego temat.
-Gotowa? - zapytał w odpowiedzi, podając mi swoją.
Uśmiechnęliśmy się do siebie i wsiedliśmy do samolotu. Na pokładzie Sarah nie wyglądała na zadowoloną. Przeciwnie. Można śmiało powiedzieć, że siedziała poddenerwowana. Siedząc na fotelu zastanawiałam, czy nie zacząć chodzić w tych moich komiksowych koszulkach. Jak dotąd się wstydziłam, a od Chucka ciągle jakieś dostawałam. Nawet Kendall nie wie o „Kapitanie Ameryka”, który leży w mojej szafie pod koszulką z „Twenty One Jump Street” w której tylko śpię. No dobra, ma dwie takie, ale jak na razie wolę zacząć od „Wonder Woman”, którą Morgan mi kupił, bo „jest seksi”, czym bardziej nie chciałam jej nosić. A na urodziny Carlosa włożę to z napisem „Próbuję być żoną Batmana”. Mam tylko nadzieję, że Kendall się o to nie pogniewa. On woli Spider-mana. Chociaż koszulkę Spider-mana też mam...
-Wszystko gra? - zapytał Charlie, siadając naprzeciwko mnie.
-Tak. - pokiwałam głową. - Wiesz, że zapytałeś mnie o to już czwarty raz w ciągu godziny?
-Możliwe. - wzruszył ramionami. - Po prostu wydaje mi się, że jesteś jakaś zamyślona.
-Możliwe. - powtórzyłam po nim, sięgając po wyciszony telefon.
-Wiesz, że nie będziesz takim szpiegiem jak Czarna Wdowa. - powiedział łagodnie.
-Twierdziłeś, że w aktach nie było, dlaczego... - zaczęłam, ale on mi przerwał, unosząc dłoń.
-Domyśliłem się. - odpowiedział wprost. - Powiedziałem, że nie będziesz takim szpiegiem jak Agentka Romanoff, ale... Wiem, że będziesz lepsza. Chrzanić metody Czarnej Wdowy. Wypracuj własne. Nie udawaj wszechwiedzącej. Bądź słodka i drapieżna. Nie całuj partnera na ruchomych schodach, żeby agenci odwrócili wzrok. Jesteś na to zdecydowanie zbyt piękna.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Jak Wam się podobał akapit o koszulkach? Jestem w trakcie wyszukiwania fotek takich bluzek, żeby zrobić galerię. Kilka już mam. W razie czego, będzie na chomiku. Na razie folder jest, ale zdjęcia gdzieś zaginęły na dysku. Ten odcinek był dla Lizzy, wiem, ale nie wiem, czy mi to wybaczycie, a ponieważ czas mnie goni i właśnie piszę nowy odcinek, to mam nadzieję, że ten się Wam podobał. A co wyjdzie z tamtego, zobaczymy... Trzymajcie się!  

środa, 17 czerwca 2015

Odcinek 82 – Lizzy kontra Pierwszy partner

-Na serio chcesz? - zapytał James, unosząc brwi. - Upadłaś na głowę, czy jak?
Wywróciłam oczami i opadłam na kanapę tuż obok Julie'ego. Kendall odwrócił głowę i spojrzał na drzwi. Zmarszczyłam czoło, patrząc na jego minę.
-Nie, nie żartuję. Na prawdę chcę odegrać na meczu rolę maskotki. - odpowiedziałam po raz pięćdziesiąty. - Zawsze tego chciałam. I zawsze wybierali jakiegoś chłopka zamiast mnie. Kendall, co ty widzisz w tych drzwiach?
-Zdawało mi się... - zaczął powoli. - Nie ważne...
I powrócił do poprzedniej pozy. Wtedy jak na zawołanie drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem. Do mieszkania weszła Sarah, trzymając dwie teczki w dinozaury.
-Mam już te papiery. Ja już się zapoznałam, a teraz twoja kolej! - zawołała, przechodząc do kuchni. - O, cześć chłopaki! Mam nadzieję, że nie zjedliście wszystkich ciasteczek.
Powiedziała to ze swoją udawaną, żartobliwą naganą w głosie. Uśmiechnęłam się pod nosem, bo często zwracała się tak do Chucka.
-Żartujesz? - James zaśmiał się, sięgając po pilota od konsolety muzycznej. - Pełnej jednostki wojskowej by tym nie wykarmił.
Sarah zachichotała, a Kendall oparł głowę o moje ramię. Uśmiechnęłam się, zakładając sobie kosmyk włosów za ucho.
-To ja już idę. - oznajmił James, wstając i żegnając się z Sarą. - O szóstej muszę być na kolacji. Na razie! Widzimy się jutro.
-A ja skoczę na górę odrabiać biologię i matmę. - oznajmił Julie, wchodząc na górę.
-A ja muszę wracać do jogurtowni. - odparła Sarah. - Alexz zastępuje mnie tylko na pół godziny. Przeczytaj to wszystko, a życiorysu Charlie'ego naucz się na pamięć.
-Dobra. - odparłam, kiwając głową, a ona wyszła z mieszkania.
I tak zostaliśmy sami. Wstałam z kanapy i zabrałam obie teczki ze stołu i rzuciłam je na ławę przed kanapą. Kendall spojrzał na mnie ze zdziwieniem, kiedy oparłam się o jego ramię, a on objął mnie lewą ręką. Wzięłam do rąk jedną teczkę i otworzyłam ją natychmiast.
-Będziesz to czytać teraz? - zapytał, unosząc brwi. - Przy mnie?
-Przecież Ci ufam. - powiedziałam delikatnie, wyjmując jedną z kartek.
Przebiegłam wzrokiem po tekście. Otworzyłam szeroko usta, zatrzymując spojrzenie na jednym zdaniu. Daniel Shaw, schwytany przez Agentkę Walker i Agenta Carmaichaela, zbiegł z rządowego więzienia. Podejrzewamy, że przebywa w Stolicy i zamierza włamać się do głównej jednostki Centralnej Agencji Wywiadowczej. Położyłam kartkę na kolanach i zamknęłam oczy, próbując to sobie jakoś poukładać.
-Coś nie tak? - zapytał Kendall, spoglądając mi w twarz. - Znasz tego uciekiniera?
-Niestety. - westchnęłam, bojąc się już teraz. - I wiem, że jest bardzo niebezpieczny.
-Co macie zrobić? - zapytał, a ja sięgnęłam do pozostałych papierów w teczce. Przeczytałam kilka następnych stron.
-Mamy dołączyć do Błyskawicznej jednostki ścigającej. - odpowiedziałam. - I znaleźć go. Firma nie wie, czego oczekuje. W zapiskach z sali niczego nie ma. Nic ciekawego. Tylko wyznania miłosne do Sary. Jak zwykle.
-Sarah nie wyglądała na przejętą. - wzruszył ramionami.
-Bo bardzo dobrze nauczyła się to ukrywać. - odpowiedziałam, sięgając po drugą teczkę. - Szczegóły jutro. A teraz zobaczymy tego... Łał, tego się nie spodziewałam.
Uniosłam brwi na widok zdjęcia nastoletniego chłopka na zdjęciu. Wyglądał tak... normalnie.
-Nie wierzę, że on jest szpiegiem. - powiedział, spoglądając na zdjęcie. - Co o nim piszą?
Wzięłam do ręki kartkę z jego prawdziwym życiorysem. Przejrzałam wzrokiem tekst i westchnęłam, próbując sobie to wszystko jakoś poukładać.
-Więc... Jego rodzice zginęli w wypadku lotniczym, kiedy miał dziewięć lat i osiemnastych urodzin wychowywała go ciotka. Potem uciekł z jej domu i namierzyła go Firma. - powiedziałam, starając się, jakoś streścić całą stronę w kilku zdaniach. - Początkowo miał być szkolony na mechanika i snajpera, ale okazało się, że jest na to zbyt bystry.
-Mechanika? - Kendall zmarszczył brwi.
-Zawodowego zabójcę. - wyjaśniłam. - Już Ci tłumaczyłam. Wykonał dwie egzekucje. Czerwony test i samodzielną misję. Miał już dwójkę partnerów. Jeden okazał się zdrajcą. Zlikwidowany przez szefa operacji, a drugi zginął i został pochowany z należytymi honorami. Zaczynam się bać. - jęknęłam. - Chłopak ma dziewiętnaście lat i już zabił dwie osoby.
-Nie będzie tak źle... - pocieszył mnie, całując mnie w czubek głowy. - Pamiętasz, co opowiadałaś mi o Sarze? Ona była wypraną z uczuć Agentką, a Twój brat nauczył ją kochać. Moim zdaniem to jest powód do zadowolenia. Może Ty będziesz dla niego... - zastanowił się na chwilę. - Młodszą siostrą. Nie wiem, coś podobnego.
-Nie uważasz, że mam już dosyć braci? - zapytałam, sięgając po pozostałe zdjęcia. Były wydrukowane na zwykłym papierze.
Patrzyłam na jego uśmiechniętą twarz i widziałam kryty smutek w jego oczach. Robił tyle różnych rzeczy... Mały piesek na podjeździe domu, surfing na Florydzie, zabytkowy motocykl, gitara, jakaś dziewczyna, do której przytulał się z wysilonym uczuciem.
-Jest wszechstronny. - podsumowałam. - Tylko czemu na każdym ma smutne oczy?
-Możliwe, że czegoś mu brakuje. - odpowiedział, przytulając mnie do siebie.
~***~
Wieczorem byłam już spakowana. Wzięłam legitymację, którą musiałam schować w podwójnym dnie walizki i dwa komplety ubrań na zmianę plus jedno wystawne. W końcu mam iść do szefostwa.
-Gotowa? - zapytała Sarah, kiedy wyszłam z pokoju.
-Tak. - odparłam, stawiając walizkę i zakładając sobie torebkę na ramię. - Martwi mnie tylko Julie.
-Nie martw się Juliem. - powiedziała, jakby chciała dodać mi otuchy. - Ze strony wrogich agencji nic mu nie grozi. Dla pewności będziemy go obserwować. Agenci na bieżąco sprawdzają kto z nim rozmawia i się koło niego kręci. Przejrzałaś życiorys Charlie'ego?
-Tak. - kiwnęłam głową. - Jest dość zaskakujący.
-Ja Ci go wybrałam. - wyznała, a ja spojrzałam na nią ze zdziwieniem.
-Ty? - wyszeptałam ledwo słyszalnie. - Ale dlaczego właśnie on?
-Wiem, jak to jest być wypranym z uczuć szpiegiem, a on jeszcze ma nadzieję na normalną rodzinę. - odpowiedziała. - Z tym, ze szpiegowską. Ważne, żeby miał kogoś bliskiego. Też dałaby mu drugą szansę. Wierz mi.
Kiwnęłam głową i poszłam za nią na dół. Wciąż martwiłam się o sprawę Logana i Madison. Jutro mają być podane wyniki wyborów, a ja pewnie dowiem się w piątek.
W samolocie trasy turystycznej było dość spokojnie. Pod moją nieobecność Brad ma się zająć werbowanie Jacka do CIA, a mnie szczerze powiedziawszy nie za bardzo się to podobało, ale wiedziałam, że nie mam nic do gadania.
Na lotnisku odebrał nas... Charlie. Okazało się, ze jest nastolatkiem z pełnym prawem jazdy z datą urodzenia na trzy lata wstecz. Nieźle się zapowiada.
-Pojedziemy naokoło. - powiedział, kiedy przestawił się, podając imię bez nazwiska. - O tej porze roi się od korków na drogach. W ten sposób unikniemy większych tłumów i zaoszczędzimy trochę czasu.
Pomógł nam z bagażami i otworzył nam drzwi, żebyśmy mogły swobodnie wsiąść.
-Co wiesz o ucieczce Showa? - zapytała Sarah, kiedy odpalił silnik.
-Wiem, że ktoś zhakował więzienny system zabezpieczeń i przy okazji otworzył jego celę. - wyjaśnił, dołączając do ruchu drogowego. - Strażnicy zupełnie ogłupieli. Zrobiło się zamieszanie, a on spokojnie opuścił placówkę. Nie wiemy gdzie się udał.
-A nagrania z kamer? - zapytałam, kiedy wjechał na obrzeża miasta.
-Na nagraniach śnieżek sypie. - powiedział, kiwając głową. - Mamy za to zeznania innego zdrajcy, który robi wszystko, żeby cofnięto mu wyrok i odesłano do cywila. Znaleźliśmy za to zarejestrowany paszport na nazwisko Daniel Owens. Ze zdjęciem Show'a i biletem do Los Angeles na jutro rano.
-Jutro? - Sarah zmarszczyła brwi. - To dlaczego dzisiaj mnie tu ściągnęliście? Macie zamiar złapać go tutaj z moją pomocą?
-Nie. - pokręcił głową. - Pozwolimy mu pojechać do LA, ale mamy kilka spraw do omówienia i pewną przesyłkę do przetransportowania.
-Jaką przesyłkę? - zapytałam, podnosząc głowę na lusterko kierowcy. Spojrzałam w odbicie jego zielonych oczu. Przez chwilę nasze spojrzenia się spotkały.
-Trumnę. - odpowiedział krótko. - A teraz ja zadam pytanie Lizzy. Jakie jest moje nowe nazwisko?
-Casey. - powiedziałam krótko.
-W takim razie, obym został Charliem Casey'em na dłużej.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wyszło trochę długo, ale dalej będzie bardzo krótko, więc myślę, że mi to wybaczycie. Już się wydało jak ma na imię nowy partner Lizzy. Możecie go zobaczyć w zakładce „Bohaterstwie”. Postanowiłam go wkleić na stronę główną. Poza tym mam zamiar wrócić jutro na aska, a wybór aktora do odegrania tej roli był dość skomplikowany, tak jak cały mechanizm powstania postaci na brudno. Jeśli Was to interesuje, śmiało możecie pytać. A teraz łapcie coś z planu nowego „Teen Wolfa”, nazwałam ten obrazek: „On jest mój, nie oddam!” A z tyłu drugi Dylan jest chyba zazdrosny. O tak, obsesja się odnawia, premiera nowego sezonu już za dwa tygodnie. Trzymajcie się!

środa, 10 czerwca 2015

Odcinek 81 – Lizzy kontra Maskotka Drużyny

Ze złością wyszłam z pokoju przesłuchań. Rzuciłam na stolik kartkę z wiadomościami od Mii. Westchnęłam ciężko i spojrzałam na kartce:
Carlos, uwiedzenie Ciebie było prawdziwą mordęgą.
Lenson, zawsze byłaś i będziesz frajerowatą kojoną.
Peterson, Twoja siostra powinna strzelić Sobie w łeb. I tak nie ma z niej żadnego pożytku.
Maslow, marnujesz się przy tej bandzie matołów. Lepiej zmień ekipę.
Hudson, jeśli kiedyś będę musiała Ci obciągnąć druta, zrobię to z przyjemnością.
-Jestem taka wściekła... - wycedziłam przez zaciśnięte zęby, patrząc na Sarę, która siedziała przy stole piłując sobie paznokcie.
-Nawet Ci się nie dziwię. - odpowiedziała obojętnie. - Za ścianą jest pokój treningowy. Idź się może wyżyj, co?
~***~
Kiedy wróciłam do domu, odruchowo schowałam kartkę za plecami. Na widok Kendalla, Jamesa i Julie'ego na kanapie po prostu mnie zmroziło.
-O, cześć! - zawołał James, unosząc rękę. - Odwołali mi szlaban! Właśnie świętujemy.
Uśmiechnęłam się, wpychając kartkę do tylnej kieszeni dżinsów.
-A co zrobiłeś? - zapytałam, siląc się na lekki ton.
-Pamiętasz korepetycje, które odwalaliśmy za Owensa? - zapytał, opierając głowę na poduszce. - Rety, co to za zapach?
-Morgan często trzyma tu stopy. - odpowiedziałam automatycznie, na co on odrzucił ją aż do kuchni. - A co mają z tym wspólnego korepetycje Owensa?
-Więc, dzieciak, którego uczyłem, dostał całkiem wysoką ocenę.- odpowiedział z dumą. - Shorts powiedział o tym mojej opiekunce, a ona cofnęła mi karę za podpalanie pod kamienicami. Odlot, co nie? Nawet nie wiedziałem, że pójdzie tak łatwo.
-Zdajesz sobie sprawę, że to brzmi zbyt pięknie, żeby mgło być prawdziwe? - odparł Julie, stawiając na stoliku dwie kolejne szklanki soku.
-Tak, dlatego kazała mi przysięgać na Boga w kaplicy, że nawet nie tknę papierosa, ani innych podobnych tego typu wyrobów. Jak cygara, fajki, fajki wodne i tak dalej.
-A jeśli nie dotrzymasz słowa?
-Wtedy pojadę na musztrę. Znaczy... - przerwał, kiedy Kendall i Julie wydali z siebie głośne „Że co?”. - Zaprzyjaźnionej jednostki wojskowej. Mają sekcję młodzieżową, więc tam każdy dzieciak może poznać co to dyscyplina. A tego nie chcę.
-I nie będziesz już palił? - zapytał Kendall, mieszając łyżeczką w szklance soku.
-Coś ty! To palenie jest zdecydowanie przereklamowane. A ty wciąż bierzesz te lekarstwa?
-Tak. - odpowiedział, przechylając szklankę i wypijając całość za jednym zamachem. - Ohyda. Chyba nigdy się nie przyzwyczaję.
-Wiesz, że musisz to brać. - powiedziałam cicho, gładząc jego ramię. - Profilaktyka.
-Wiem, wiem... Milion razy słyszałem. - westchnął, wstając z fotela. - Pozwolisz, że sam się obsłużę. Potrzebuję teraz czegoś słodkiego.
-W szafce są ciastka czekoladowe. - powiedziałam pośpiesznie.
-Dobra! - zawołał. - Wezmę jeszcze soku.
Obserwowałam, jak wyjmuje z półki misę z ciastkami. Zaraz potem nalał do szklanki wody z kranu i wypił równie szybko jak mieszankę z lekarstwem.
-Wszystko w porządku? - zapytał Julie, kiedy napotkał moje spojrzenie.
-Tak, po prostu... Jutro nie będzie mnie w szkole.
-A co cię stało? - zapytał Kendall, wracając na kanapę i stawiając miskę z ciastkami na ławie.
-Wieczorem jadę z Sarą do Waszyngtonu. - odpowiedziałam, przytulając się do ramienia Kendalla. - Oficjalnie, jakieś sprawy rodzinne, a rzeczywiście, nie znam szczegółów. Dzisiaj mam dostać akta. A w piątek będę na drugą lekcję. Przynajmniej tak mam samolot.
-Lecicie linią, czy rządowym pojazdem? - zapytał James z dużym zainteresowaniem.
-Linią, trasą turystyczną. - westchnęłam, odwracając się do okna, gdzie John pakował jakieś pudła do samochodu Sary, który ona musiał mu pożyczyć.
-Zaczekajcie na mnie chwilę. - powiedziałam, wstając i podchodząc do okna i odsuwając je do góry. - Casey, co ty wyprawiasz?
-Muszę opróżnić jeden pokój, dlatego przenoszę arsenał do bazy. - odpowiedział, czule gładząc jedno z pudeł, opisane jako „Maszynowe”.
-Co? - zmarszczyłam brwi. - Dlaczego?
-Nie powiedzieli Ci? - wyprostował się, patrząc na mnie przez ramię, a ja w odpowiedzi pokręciłam głową. - Będziesz miała partnera. Chłopak będzie udawał mojego bratanka.
-Żartujesz sobie? - pisnęłam z oburzeniem.
-Ja nigdy nie żartuję w takich sprawach. - odparł, pakując do dostawczego ostatni karton i zamykając drzwi na klucz. - Więcej się dowiesz, kiedy dostaniecie akta. A ja muszę jechać. Na razie.
I pomachał mi ręką na pożegnanie, a ja uniosłam dłoń w odpowiedzi. Partnera? Mają mi przydzielić partnera? O takich sprawach mówi się od razu, a nie w ostatniej chwili! Z drugiej strony, ciekawe, kto to będzie. Jakiś doświadczony agent, który będzie się wymądrzał na każdym kroku, czy jakiś ledwo zwerbowany dzieciak, za którego i tak będę musiała odwalać całą robotę? Oczywiście, to może być jakiś młodo wyglądający dwudziestolatek, który w ostateczności okaże się całkiem miły, ale w to sama nie wierzyłam. A może to dziewczyna? Typ zdziry jak Carina, albo imprezowiczki. Jak Amy, ale ona okazała się zdrajczynią, więc lepiej się tym nie chwalić. W „Cat Sqad” była jeszcze Sarah, wisienka na torcie, ale grupa już dawno się rozpadła.
-Prawie zapomniałem. - odezwał się James, kiedy wróciłam na kanapę. - Jack kazał Wam przekazać, że szuka naiwnego do odegrania maskotki drużyny na meczu koszykówki.
-Dlaczego naiwnego? - Julie zmarszczył brwi. - To raczej taka fajna funkcja.
-Taa... - mruknął. - A byłeś kiedyś ubrany w taką maskotkę? Jest strasznie gorąco, nie możesz jej zdjąć, nie możesz się odezwać i musisz cały czas skakać po arenie czirliderek. W właśnie... Wiecie, ze Emma wróciła do Składu?
-Przyjęli ją? - zapytał Kendall, bawiąc się komórką.
-Z tego, co mówiła mi Danielle, to jeszcze się zastanawiają. - wzruszył ramionami. - Ale Emma tańczy całkiem dobrze, więc raczej ją wezmą. Tylko nie wiadomo, jak u niej z komunikacją.
-Kto to jest Danielle? - zapytałam, siląc się na ciekawość w głosie.
-Szefowa składu czirliderek. - odpowiedział natychmiast.
-I Twoja była dziewczyna. - dodał Kendall. - Rzuciła go, kiedy nie dostał się reprezentacji kosza w pierwszej klasie. Od tamtej pory Danielle jest naszą informatorką. Za rok kończy szkołę, więc na rak będziemy musieli sobie poszukać innej wtyki. A tymczasem w zamian za to załatwiamy jej darmowe hot dogi w knajpie Michaela.
-Dostajecie tam darmowe hot dogi? - wtrącił Julie. - Więc to dlatego ciągle tam chodzicie...
-Chwila... - przerwałam ich wywody. - Co z Tą maskotką.
-A co? Chciałabyś? - James spojrzał na mnie z drugiej kanapy. - jak już wcześniej wspomniałem, nie radzę. To okropne i wielce niewdzięczne.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Po pierwsze od dzisiaj trzy odcinki do zakończenia serialu „Violetta”. Oglądam to przez internet, więc w sobotę się pożegnam. Ciekawo jak się skończy... Bo dzisiaj na wczorajszym odcinku miałam bekę z Camilli, Gery i Clemoe (nie mogę przestać mówić na niego „Alex”) i tej sceny ćwiczenia roli. Myślałam, że się posikam na tym krześle.

Nie zdradzę jeszcze imienia i opisu partnera Lizzy, chociaż wszystko razem ze zdjęciem od jakichś dwóch tygodni krąży na chomiku... Jak się postaracie, to się dokopiecie, ale i tak wkleję to dopiero za tydzień. 
A jak się Wam podobał dzisiejszy odcinek? Jakieś uwagi? Trzymajcie się! 
Tymczasem u Marli: Lucy Stone [*]. Ostatnio taki znaczek zrobiłam przy Mikulskim... I to już na prawdę wszystko.

środa, 3 czerwca 2015

Odcinek 80 – Lizzy kontra Nauka Przesłuchania

-Gadają tak już trzecią godzinę. - wyszeptał Carlos, pochylając się nade mną na biologii. - Myślisz, że to znaczy, że do siebie wracają?
-Nie wiem. - syknęłam, uważając, żeby pan Owens nic nie zauważył. - Ale jeśli zaraz nie przestaną, wylądują w dwóch końcach klasy. My właściwie też. - dodałam po namyśle.
Zerknęłam na pana Owensa, który przechadzał się po klasie, jak zwykle podczas pracy samodzielnej. Lubił znienacka pochylać się nad cudzą kartką i sapać temu komuś do ucha. Szczerze nienawidziłam go z całego serca, a co zabawniejsze, kiedy powiedziałam o tym Johnowi, on kazał mi tę nienawiść pielęgnować i wykorzystać, kiedy będę miała kogoś zabić. Swoją drogą, on musi nienawidzić bardzo wielu ludzi...
-Za ile dzwonek? - zapytała Lisa, zaczynając się coraz bardziej niecierpliwić.
-Nie wiem, ile dali za dzwonek. - James wzruszył ramionami. - Zapytaj dyrektora, może Ci jeden odsprzeda. A po co Ci szkolny dzwonek?
W odpowiedzi Lisa zmierzyła go spojrzeniem, jakby obraził jej matkę. Pokręciłam głową i pochyliłam się nad zegarkiem na rękę.
-Jeszcze piętnaście minut. - odpowiedziałam jej.
-A, to o to Ci chodziło... - powiedział od razu. - Wysławiaj się dokładniej, dobra?
Westchnęłam i zaczęłam wpisywać nazwy tkanek do następnego ćwiczenia. Czas pokazać, że potrafię zrobić coś szybko.
Kiedy skończyłam, złożyłam kartkę i wstałam, chcąc odłożyć ją na biurko. Potem wróciłam na swoje miejsce i chciałam zaczekać do dzwonka.
-Wstań i wyjdź. - Owens powiedział ostro.
-Słucham? - zmarszczyłam brwi, nie wiedząc o co mu chodzi.
-Wyjdź, nie chcę, żebyś pomagała innym. - odpowiedział, a ja podniosłam plecak z podłogi i zabrałam zeszyt i długopis.
Kiedy zamknęłam za sobą drzwi, wbiegłam na parter i otworzyłam swoją szafkę. Zdziwiłam się, kiedy Brad wychylił głowę z gabinetu dyrektora.
-Dobrze, że jesteś. - powiedział ostrożnie. - Możesz do mnie zajrzeć?
-Jasne. - odpowiedziałam, chowając książki na półkę i szukając podręcznika do francuskiego. - Coś się stało?
-W pewnym sensie. - odparł. - Skończ i wejdź. Chciałabym Ci coś powiedzieć.
-W porządku.
Wsadziłam podręcznik do torby i zatrzasnęłam szafkę. Weszłam do sekretariatu i usiadłam naprzeciwko niego na krzesełku.
-Co się stało? - zapytałam.
-Są dwie sprawy. - odpowiedział. - Dzisiaj masz pierwszą lekcję przesłuchań.
-Z tego, co mi wiadomo, miałam już pięć lekcji przesłuchań. - wzruszyłam ramionami.
-Tak, ale nie praktycznych. - wyjaśnił. - Dzisiaj będziesz się uczyła na obiekcie.
-Jakim obiekcie? - zmarszczyłam brwi.
-Mia Kayle. - powiedział krótko, rzeczowym tonem. - Macie pewien zatarg na tle osobistym. A to może trochę pomóc. Spójrz na to inaczej. Tym razem to ty będziesz miała nad nią przewagę.
-Racja. - wzruszyłam ramionami. - A czy to naprawdę musi być ona?
-Do przesłuchania klasowego terrorysty jeszcze nie dojrzałaś. - odparł. - To będzie dla Ciebie pierwszy etap. Znasz techniki, wiesz trochę o naszym obiekcie, a wiesz, że to bardzo ważne.
-Tak, wiem. - Wywróciłam oczami. - Nigdy nie przesłuchasz poprawnie podejrzanego, jeśli nic o nim nie wiesz... Tak działa FBI i dlatego mają znacznie mniej sukcesów na koncie.
-Właśnie. Kiedy się kogoś boją, wzywają agenta, który po raz pierwszy widzi delikwenta na oczy, a to nie jest dobre posunięcie.
-Będę miała kogoś do pomocy? - zapytałam, krzywiąc się na samą myśl o tak ważnej próbie.
-Nie. - pokręcił głową. - Ale Sarah cały czas będzie Was obserwować. W razie potrzeby zainterweniuje.
-W razie gdybym sobie nie radziła. - mruknęłam ze zdenerwowaniem. - A ta druga sprawa?
-Chcemy rekrutować jedną osobę ze szkoły. - oznajmił, zakładając zdalną słuchawkę od telefonu.
-Kogo? - zmarszczyłam brwi, zaczynając podejrzewać coś podejrzanego.
-Jacka Golda.
Uniosłam brwi na jego stoicki ton. Dlaczego on jest... Taki spokojny? To jest nie do zniesienia.
-Ale on jest nauczycielem. - zauważyłam.
-Wiem. - pokiwał głową. - I spełnia wszystkie wymogi. Jest świetnym kandydatem.
-To nie kandydat, tylko nauczyciel. - wycedziłam przez zaciśnięte zęby. - Sprawdziliście, czy on w ogóle ma rodzinę? Czy jesteście w stanie zaryzykować odmowę?
-Sprawdziliśmy. - odpowiedział, idąc za ciosem. - Jest kawalerem, ale ma nieślubnego syna...
-Syna? - otworzyłam usta ze zdziwienia. - To Jack ma syna?
-Nic nie wiedziałaś. - zachichotał.
~***~
-Jak wyglądam? - zapytała Sarah podczas przymiarki sukni ślubnej.
-Świetnie, ale jak będziesz szła do ołtarza, przewrócisz się o ten tren. - odparłam, przewracając stronę akt jakiegoś handlarza nielegalną bronią.
Sarah spojrzała w dół i uważnie przyjrzała się swoim stopom, które lekko wystawały zza sukni, która kiedyś była na misji.
-Może i masz rację... - wzruszyła ramionami. - Powiedziałaś przyjaciołom o praktycznej lekcji przesłuchać? - zapytała lekko, odsuwając sobie suwak i wrzucając sukienkę z ramion.
-Nie. - pokręciłam głową. - Nie potrafiłam im powiedzieć, że to będzie Mia. Nie potrafię przewidzieć ich reakcji. Dlatego nie powiedziałam o przesłuchaniu.
-Wiedzieliśmy, że nauczyciel biologii wyprosi Cię z klasy, jak skończysz swoją kartę pracy. - odparła spokojnie, wkładając top przez głowę.
-Jak to?
-Zapomniałaś o monitoringu, który montowałaś w pokoju nauczycielskim. Wczoraj Emma Daniels wczoraj odwiedziła Profesora Owensa i doniosła, że zamierzasz pozwolić innym na ściągania od siebie. Dawałaś jej kiedyś ściągać?
-Raz. - skrzywiłam się. - zabrała mi kartkę, kiedy podeszłam do odpowiedzi i na nią nie doniosłam. Potem musiała zauważyć, jak robię zadanie Chrisowi i Loganowi i pewnie się domyśliła. Nawet nie zwróciłam na to większej uwagi.
-Uważaj na nią. - powiedziała, zrzucając do reszty sukienkę i rzucając ją na obrotowe krzesło. - Może nie jest światowej klasy szpiegiem, ale może być groźna.
W odpowiedzi tylko wzruszyłam ramionami i usiadłam na skraju stołu konferencyjnego. Tym bardziej zdziwiłam się, kiedy rozległ się charakterystyczny brzęczyk przychodzącej rozmowy.
-Sarah, Lizzy. - usłyszałam rzeczowy głos ciotki Diane. Odwróciłam się w stronę monitora konferencyjnego. - Wysyłam Was do stolicy.
-Do Waszyngtonu? - Sarah zmarszczyła brwi. - Nowa misja?
-Rutynowa. - uściśliła. - Rzecznik tamtejszej marynarki wojennej przekazał prasie szokujące informacje. Waszym zadaniem jest potwierdzenie informacji. Wysłałam już akta. Wydrukujcie je i przeczytajcie do jutra. W piątek będzie z powrotem w domu.
-A moja szkoła?
-Jestem pewna, że bez trudu nadrobisz te cztery godziny.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zaskoczeni, że rząd chce Golda? Szczerze mówiąc, dopiero przybieram się do napisana rozmowy między nim, a Lizzy, więc pojęcia zielonego nie mam jak mam to zrobić. Może zacznę to robić jutro... Ale wcześniej napiszę o wyborach. I to wszystko w 84 odcinku... Tak, taki mam etap. Chcę napisać trochę na zapas, bo wiecie... Żeby sobie nie robić wykresówki. I będzie jeszcze jeden odcinek zupełnie bez chłopaków. A... I zamierzam odsunąć Lizzy trochę na bok na jakieś pięć-sześć odcinków, ale nie wiem co mi z tego wyjdzie. Czyli za nic nie ręczę.

No i Tyle ogłoszeń. Dzięki za komentarze i przepraszam, że czasami Wam wpiszę coś od czapy, ale jestem teraz nieco rozkojarzona. No cóż... Mam nadzieję, że dzisiejszy odcinek się Wam podobał. Trzymajcie się!
PS. Sorry, że imię partnera Lizzy jest powtórzone, ale nie potrafię o nim pisać inaczej.