środa, 15 lipca 2015

Odcinek 86 – Lizzy kontra przyjęcie zaręczynowe

Ślub Chucka i Sary zbliżał się wielkimi krokami. Dzisiaj miało się odbyć przyjęcie zaręczynowe, a tak się składa, że Morgan zupełnie o tym zapomniał i nie wysłał zaproszeń. Co jest dziwne, bo chciał to zrobić, jak tylko zabieraliśmy się do organizacji. Skończyło się na tym, że wczoraj wysłałam szybkie Maile do znajomych. Skończyło się na tym, że dostałam dwanaście odpowiedzi. Osiem na nie, jeszcze w ciągu kwadransa i pozostałe na „tak”, ale zauważyłam to dopiero rano, kiedy o piątej obudził mnie sygnał powiadomienia. Znowu nie wyłączyłam komputera przed zaśnięciem. Chyba naprawdę nie powinnam siedzieć na internecie wieczorami.
-Cześć! - zawołam, zbiegając na dół. - Coś mnie ominęło?
-Przeciwnie! - odkrzyknął Julie sprzed telewizora. - Dopiero zaczęliśmy śniadanie. Do wyboru masz kukurydziane, czekoladowe i miodowe.
-A nie ma fit? - zapytałam przehartowując pudełka z płatkami na mleko.
-Nie. - Chuck pokręcił głową. - Sarah wyszła wcześniej, a zanim wyszła zjadła ostatnią porcję.
-Muszę dokładniej układać listę zakupów. - westchnęłam.
Jak by nie było, jadłam te płatki, bo mi smakują. Lepszych nie znalazłam w sklepie. Wszystkie dotychczasowe ekspedientki, a zazwyczaj trafiały mi się panienki w średnim wieku, zagadywały: „Nie powinnaś się odchudzać. Jesteś zbyt szczupła!”. Z tym, że ja WCALE SIĘ NIE ODCHUDZAM! No i już przestałam to powtarzać, bo to zupełnie, jakbym mówiła do ściany. Jak powiedział Charlie na ostatniej misji: „Nie wdawaj się w dyskusje” to się nie wdaję. Po prostu płacę i odchodzę. Krótka piłka. A potem dziwota, że Madison i Logan
-Nie możesz żyć bez tych płatków, co? - zaczął Morgan. - Nie możesz wziąć kukurydzianych z miodem? Jak raz zjesz takie, nic się nie stanie.
-Kiedy te pełnoziarniste bardziej mi smakują.
-Ta... - westchnął Chuck, grzebiąc w szufladzie. - Kupisz sobie po lekcjach. Włożę Ci pieniądze do płaszcza, a puki co... Proszę. Na razie powinno Ci to wystarczyć.
I wyjął z szafki opakowanie jedno porcjowej mieszanki pełnoziarnistej.
-Skąd... - jęknąłem, wyrywając mu z rąk małe opakowanie musli ananasowych.
-Awaryjne porcjówki. - wyjaśnił.
-Kocham Cię, normalnie. - powiedziałam uradowana, wyciągając z lodówki karton mleka.
-Ja Ciebie też. - odpowiedział z szerokim uśmiechem.
~**Kendall**~
-Stary, rusz się, bo za chwilę się spóźnimy! - usłyszałem krzyk Carlosa, gdzieś za oknem swojego pokoju. - Na randkę idziesz, czy co?
-Prawie jestem gotowy! - odkrzyknąłem.
Wybiegłem na zewnątrz, zabierając pieniądze na stołówkę. Carlos czekał na mnie przed domem na swoim rowerze. Dopiero jak przełożyłem nogę przez ramę zdałem sobie sprawę, że o czymś zapomniałem.
-Muszę wrócić. - oznajmiłem, rzucając rower na trawę. - Zapomniałem o stroju na trening.
-Nie wracaj, mam zapasową. - powiedział szybko, próbując mnie jakoś przytrzymać. - Pożyczę Ci.
-Dzięki, ale dobrze wiesz, ze Twoje ciuchy są na mnie zbyt krótkie. - odparłem, wracając po torbę.
-Serio, będziesz mi to teraz wypominał? - zawołał za mną z wyrzutem.
Złapałem na szybko torbę ze strojem i znów wsiadłem na rower.
-Że niby co Ci wypomniałem?
-Że jestem niski!
-Stary, nawet o tym nie pomyślałem! - zaprzeczyłem, jadąc tuż obok niego.
-Tak, masz mnie za kurdupla... - prychnął, próbując przyśpieszyć, ale ja bez trudu go doganiałem. - myślisz, ze nie wiesz, co mówią o mnie za plecami. Nawet James i Ty. A tacy z Was przyjaciele.
Od jakiegoś czasu jeździliśmy do szkoły rowerami, zamiar autobusem. W prawdzie wiedzieliśmy, że pani Arias ma fioła na punkcie środowiska, ale nie spodziewałem się, że ona posunie się do takiej metody, jednocześnie powiadamiając rodziców. W szczególności Dustina.
Zaczęło się od zakładu. Zgodziliśmy się całą klasą i nikt nie widzi w tym problemu. Zawarliśmy z Panią Arias umowę, tuż przed rozpoczęciem testu. A ponieważ to bardzo trudny i ważny test, to zawiadomiła naszych rodziców. Każdy, kto zawalił test (uczniowie całej szkoły obejmują łącznie cztery dzielnice), będzie musiał nie tylko poprawić test, ale również do końca roku szkolnego pedałować do szkoły dzień w dzień. O wszystkim oczywiście wiedzieli opiekunowie, a ponieważ nie zaliczyło ośmiu uczniów poza mną (w tym Carlos i Julie), to dyrektor Shorts i Jack musieli załatwić trzy dodatkowe stojaki na rowery, bo jak się okazało, pani Arias identyczną umowę nawiązała z wszystkimi uczniami drugiej i trzeciej klasy. Skończyło się na tym, że urządzenia szpiegujące w domu Lizzy nabrały nowego znaczenia. Kiedy Dustin wiedział, że u niej siedzę, dzwonił do Sary i prosił ją, żeby „jakoś sprawdziła”, czy na pewno się uczymy.
Carlos gniewał się przez całą drogę do szkoły. Spotkaliśmy przy przejściu Julie'ego i Charliego, którzy przypinali trzy rowery do barierki. Zielony, niebieski i ten dziwny w barwach Kapitana Ameryki w gwiazdki i namalowaną tarczą na blaszanym koszyku z przyklejonymi do ramy emblematami superbohaterów. O tak, ten musiał należeć do Lizzy, bo kiedyś wspominała mi, że taki ma. W prawdzie myślałem, ze żartuje, ale jak się teraz okazało... mówiła poważnie.
-A gdzie Lizzy? - zapytałem, rozglądając się po parkingu.
Zauważyłem tylko Madison i Din, ale po Lizzy nie było śladu. Podrapałem się po głowie, zastanawiając się, gdzie może się podziewać.
-Poszła do trenera Golda. - odpowiedział Charlie, sprawdzając, czy linka się nie odczepi.
-Człowieku, jeśli chcesz się wtopić w tłum, to lepiej mów na niego po imieniu. - zauważył Carlos, któremu już chyba zaczynało przechodzić. - Nikt nie mówi na niego „Trener Gold”, albo „Pan Gold”. Wszyscy mówią „Jack”. No prawie. Świeżaki i ci, co go nie lubią, zwracają się do niego oficjalnie. O dziwo są tacy, którzy go nie lubią (na przykład Emma, bo nie pozwalał jej nie ćwiczyć, kiedy jej się nie chciało).
Domyślałem się, że Lizzy przyszła wcześniej i poszła do gabinetu jacka, żeby zapytać o sobotni mecz koszykówki Muszkieterskie wilki (nie, Teen Wolf nie ma z tym nic wspólnego), kontra Egipskie Szerszenie. Co brzmiało dość dziwnie, bo do Egiptu bardziej pasowały mi takie chude koty. Lubię koty. Są takie mięciutkie.
Kiedy weszliśmy do budynku, zauważyłem Lizzy i Chrisa, ślęczących nad jakimś zadaniem z Hiszpańskiego. Praca domowa ze wczoraj. Jak mniemałem, Chrisowi znowu „nie wystarczyło na to czasu”, chociaż zawsze zakładałem, ze po prostu mu się nie chciało.
-Hej, jak poszło u Jacka? - zapytałem, całując ją w policzek na powitanie.
-W porządku. - uśmiechnęła się i uniosła dłonie w geście triumfu. - Udało się... Tylko nikomu nie mów, bo to ma być niespodzianka.
Przytuliła się do mnie, ale natychmiast musiała się oderwać, bo zadzwonił telefon. Przeprosiła krótko i wyjęła go z kieszeni marynarki.
-Kto to? - zapytał Chris, próbując jej zajrzeć przez ramię.
-Carina. - odpowiedziała, wkładając go z powrotem do kieszonki. - Przypomina mi o przyjęciu zaręczynowym Chucka i Sary. Mam wieczorem pomóc z dekoracjami. Sprawdzaliście maile? Nikt z Was mi nie potwierdzał swojej obecności.
-Wysłałaś zaproszenia na Maila? - Carlos zmarszczył brwi.
-To najszybszy sposób, a Morgan zapomniał o wydrukowaniu i rozesłaniu tych zwykłych, więc... - wywróciła oczami, robią pół-zintrygowaną, pół-irytującą minę.
-Nie sprawdzałem skrzynki od miesiąca. - wzruszyłem ramionami, chcąc sprawdzić pocztę przez komórkę. - Szlag, koniec pakietu i czyste konto.
-Mogę Ci kupić pięciodolarówkę w saloniku szkolnym. - zaproponowała Lizzy, na co reszta w żaden sposób nie zareagowała.
Od dawna wiedzieli, że Lizzy czasami funduje mi pewne rzeczy, kiedy skończy mi się kasa, ale reszta szczerze mówiąc miała to gdzieś.
-Nie, dzięki. - pokręciłem głową. - Sprawdzę na szkolnym kompie. I tak dostaję jutro kieszonkowe, to doładuję sobie telefon.
-Nie pewno? - uniosła brwi. - Bo jeśli...
-Doceniam, naprawdę. Dam radę skarbie. - uśmiechnąłem się do niej delikatnie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dobra... Powiem wam szczerze, że znowu straciłam natchnienie. Ten odcinek napisałam jednym tchem, ale aktualnie nie napisałam nic od tygodnia, a tego co pisze na nk nie liczę. Jest źle, tyle mogę Wam powiedzieć. Wiem, że są tacy, którzy czytają, a nie komentują i nawet nie wpiszą się do Księgi Gości, chociaż wiele razy o to prosiłam. Komentowanie nie boli, a daje na prawdę kopa. Ale ton kop znika, kiedy pod pierwszym komentarzem od użytkownika pojawia się link. To jest spam, czyli coś dołującego mnie jako twórcę. 
Ta historia prawdopodobnie będzie miała 100 odcinków. Czy później zacznę nową, nie wiem. Jeśli mam ją zacząć to mam nadzieję, że dacie mi powód. Jutro będzie edit, prawdopodobnie, bo czuję, że nie napisałam jeszcze wszystkiego. No dobra... Mam nadzieję, że ten odcinek się Wam podobał. Trzymajcie się! 

środa, 8 lipca 2015

Odcinek 85 – Lizzy kontra coś na ząb

~**Julie**~
Kiedy Lizzy i Charlie wyszli na misję, zostałem w domu sam. No może nie licząc Antonia, ale on tylko spał i przekręcał się z boku na bok. Szczerze mówiąc nie wiedziałem, co mam zamiar robić w ten piątkowy wieczór. Może obejrzę Iron Mana... Może w końcu się dowiem, dlaczego Lizzy nie lubi głównego bohatera.
Kiedy usłyszałem melodyjkę walca weselnego, leniwie odwróciłem głowę i spojrzałem na dzwoniący telefon. Sarah znowu zostawiła komórkę. Niechętnie wziąłem go do ręki i wyciszyłem dźwięk, żeby było mi prościej nie zwracać na niego uwagi.
-Cześć, co robisz?- usłyszałem Jamesa, kiedy wszedł do mieszkania przez okno, jak to robił każdy znajomy. Odwróciłem głowę, odkładając komórkę Sary na stolik.
-Miałem oglądać film, ale jakoś mi się nie chce, a Sarah powiedziała wyraźnie: „Siedź w domu i nigdzie nie wychodź”. Wiesz, uroki bycia polowanym przez terrorystów.
-A może wyjdziesz ze mną? - zaproponował, wskazując kciukiem na drzwi.
-Odpada. - oznajmiłem, przechodząc do części kuchennej i wyjmując z szafki wie czyste szklanki. - Mam tu siedzieć.
-Będziesz się uczył?
-Może. - wzruszyłem ramionami. - W Poniedziałek jest klasówka z fizyki, więc lepiej zacząć już teraz. To chyba najlepsze wyjście.
-Ja właśnie w tej sprawie. - powiedział, jakby nagle sobie o czymś przypomniał. - Lizzy namierzyła w sieci jakąś książkę z zadaniami z matematyki dla dzieci. Miała zostawić namiar.
-Powinno być. - wzruszyłem ramionami, nalewając do szklanek trochę wody. - Proszę. A po co Ci książka do matematyki dla dzieci.
-No, dla dzieci. - odpowiedział, jakbym był przynajmniej niedorozwinięty. - A gdzie jest Chuck?
-Ma zmianę w Buy More. Dzisiaj w nocy mają robić remanent. Czy coś...
-Nie żartuj sobie nawet! W Buy More są same lenie. - prychnął. - No może z wyjątkiem Chucka i Ming, ale to rzadkie przypadki.
-No w sumie racja... - wzruszył ramionami. - Ale na serio? Nie masz zamiaru się stąd ruszyć?
-Ni na krok.
~**Logan**~
-Lody czekoladowe z truskawkową polewą wedle zamówienia. - powiedziałem, stawiając przed Madison rożek na podstawce.
-Dzięki. - powiedziała, uśmiechając się do mnie delikatnie. - Wiesz co u Kendalla?
-Wiem, ale nie mogę powiedzieć. - pokiwałem głową.
-No mów.
-Nie. - odpowiedziałem uparcie. - Jeszcze wygadasz Lizzy, a to ma być dla niej niespodzianka.
-Niespodzianka? - uniosła brwi, patrząc na mnie spode łba. - Romantyczna chociaż?
-Nie wiem, nie znam się na tym. - wzruszyłem ramionami.
Madison zaśmiała się pod nosem i przewróciła w telefonie kolejne zdjęcie.
-Nawet mnie to nie dziwi. Nasze randki nie są ani trochę romantyczne. - powiedziała z nutą żalu w głosie. - A Madison tęskni za odrobiną romantyzmu.
-A czy Madison wie, jak bardzo ją kocham?
-Wie, ale chciałaby to słyszeć bez przerwy.
~**Carlos**~
Spojrzałem na Susan, która uczyła się w salonie. Wciąż miała na sobie fartuch roboczy, który moja mama kazała jej nosić przy sprzątaniu. Obserwowałem, jak dobrze znany mi kosmyk opadnie jej na oko, a kiedy miną dwie sekundy poprawi je sobie z powrotem na ucho.
Nie myliłem się. Zrobiła tak.
-Pomóc Ci w czymś? - zapytałem, zanim zdołałem się powstrzymać.
Susan podniosła głowę i uśmiechnęła się do mnie delikatnie.
-Nie, dziękuję, wszystko gra. - odpowiedziała, przekręcając stronę jednego z licznych kodeksów prawnych. - Już wszystko posprzątałam, a mama wyszła na zakupy.
-Wiem. - kiwnąłem głową. - A może chcesz coś do picia?
-Nie, dzięki. - zaprzeczyła. - Twoja mama byłaby wściekła, gdyby się dowiedziała, że donosisz mi herbatę, kolę, czy coś tam do picia.
-Masz rację, byłabym. - usłyszałem srogi głos mojej mamy.
Spojrzałem na jej sztywną postawę. Wyglądała jak zwykle. Taka twarda i nieugięta. Susan wstała z krzesła, stając przed nią na baczność.
-I z tego, co mi wiadomo, nie pozwalam Ci się zwracać do mojego syna po imieniu.
-Tak, przepraszam, proszę pani.
-A czy skończyłaś już haftować nowe zasłony do naszej sypialni?
-Oczywiście, proszę pani.
-A czy pamiętasz, czym grozi niesubordynacja wobec mojego syna?
-Tak, proszę pani.
Teraz nie wytrzymałem. Jaka niesubordynacja? Czy ona w ogóle wie, co ja o tym myślę, czy standardowo ma to głęboko gdzieś?
-Mamo, czy Ty się słyszysz? - wyrzuciłem z siebie, zanim zdołałem się powstrzymać. - O jakiej niesubordynacji mówisz? Przecież ja i Susan jesteśmy jak... - przerwałem w poszukiwaniu najlepszego słowa. - brat i siostra. Wciąż tu jestem.
-Nie ukrywam, że nie jestem z tego zadowolona. - odparła, spoglądając na mnie. - I wiem, ze tu jesteś. Bywają sprawy, które cię nie dotyczą.
-I co jeszcze? Mówiłaś o mnie. To oczywiście, że mnie dotyczy.
-To akurat nie przeszkadza w rozumowaniu całej sprawy. I tak długo znoszę wybryki tej gnuśnej dziewuchy! Jeszcze jeden taki numer, a wylecisz z tego domu. Płacimy za Twoje studia.
-Pro... - zaczęła Susan, ale ja jej przerwałem.
-Nie, mamo. - pokręciłem głową. - Tata płaci. A Susan jest wzorowa i nie możesz się tak do niej odzywać. Nie pozwalam Ci na to.
-Podziwiam, że bronisz tej ruskiej bękarciej dziwki. A to nie zmienia faktu, że nie możesz mi niczego zabronić. A ja to... owszem. Maximoff... przygotuj mi coś do jedzenia. I przynieś do mojego gabinetu. Za pięć minut.
I wyszła, nie czekając na odpowiedź. Chciałem jeszcze coś jej powiedzieć. To nie ma sensu. Spojrzenie Sus mówiło wszystko.
-Ona ma rację. - powiedziała Susan, kiedy pozbierała już wszystkie książki. - nazywam się Susan Maximoff. I nawet nie wiem, kto jest moim ojcem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pomyłka, którąś kiedyś mi wytknęliście, stała się inspiracją do dialogu między Loganem a Madison. Chyba jest niezły. Powiem Wam jedno: Staram się, ale prędko nie przejdę na tryb dwa razy w tygodniu. Dzisiaj napisałam trochę więcej, ale większość natchnienia zużywam na Naszą Klasę. Wiem, jak to brzmi, ale od jakiegoś roku piszę tam na kreatywie. A to strasznie wciągające. Coś jak tworzenie wspólnej historii. Może kiedyś o tym napiszę.
Chris, nie chciałam Cię przestraszyć, przepraszam. Chciałam się tylko wygadać. Miałam kręćka, a to znaczy, że już dłużej nie wytrzymałam i siedziałam przed komputerem pisząc tamto coś i wyszukując zdjęcia. Mam ich jeszcze trochę. A Teen Wolf uzależnia. Wiem, co mówię. No dobra... Mam nadzieję, że dzisiejszy odcinek się Wam podobał. Trzymajcie się!

sobota, 4 lipca 2015

Cześć!

Wzięło mnie, żeby coś napisać. Mam kręćka od jakiegoś tygodnia, więc w końcu nie wytrzymałam i musiałam o tym napisać.
Pamiętacie ten odcinek BTRu, w którym James miał psychofana? Katie powiedziała, że słowo "fan" pochodzi od słowa "fanatyk", co znaczy "świr". Jedno trzeba jej przyznać. Miała rację.
Od tygodnia MTV emituje nowy sezon, co jest powodem mojej niezmiernej radości. Słyszeliście to podekscytowanie w moim głosie? Czekałam na to, niczym Marla na "Słodkie Kłamstewka". Wspomniałam, że nowy sezon dopiero się zaczął? Drugi odcinek i już najbardziej urocza scena. Kiedy w klinice dla zwierząt (dojdę do tego) Scott (Tyler Posey) zrobił zastrzyk psu małej dziewczynki o imieniu Stephanie, ona mu powiedziała "Dziękuję, Doktorze McCall", na co ten odpowiedział "Nie jestem jeszcze doktorem". Chwilunia... Jeszcze? On ma własną ambicję. Chce być weterynarzem, co szczególnie mnie nie dziwi, bo wiedziałam, że klinika doktora Deatona to jest miejsce dla niego. O dziwo ten zastrzyk całkiem nieźle mu wyszedł. Prawie, jakby się na tym znał i nie był tylko licealistą. Deaton go pilnował, ale chłopak wiedział co robi. Jest na prawdę pod wrażeniem.
Ale od początku. Ta notka jest dedykowana dla Lisy, która zapytała mnie, o czym to właściwie jest. Wiec odpowiadam. Ale zacznijmy od początku.
Teen Wolf: Nastoletni Wilkołak, jest właściwie remakiem, ale nie będę się na ten temat rozpisywać, bo jeszcze do tamtego nie doszłam, a kiedy mam zamiar sobie obejrzeć tamten film, zawsze ktoś, albo coś mi w tyn przeszkadza. Zupełnie, jakby wszystko wokół mnie mówiło "Nie waż się tego oglądać".
Sezon 1: Scott miesza ze swoją mamą, która dość dużo pracuje, co mnie nie dziwi. Taki żywot pielęgniarki. To niepopularny, ciamajdowaty astmatyk, który nie potrafi przejść pięciu kroków bez sięgania po inhalator. Nie wzbudza to zbytniego szacunku, prawda? Aż do pewnej nocy. Scott ma jednego przyjaciela: Stilesa (Dylan O'Brien). Nikt, z wyjątkiem Jeffa Davisa (producent wykonawczy) nie wie jak on ma na imię. Chłopak jest synem szeryfa, lubiącym podsłuchiwać rozmowy swojego taty, jak się okazuje, tylko te ciekawsze. Więc wyciąga kumpla do lasu, żeby znaleźć drugą połowę ciała. Potem był odlot. Szeryf nakrył swojego syna, a Stiles zachował się jak porządny najlepszy przyjaciel i powiedział, że jest sam i Scott siedzi w domu. Ale i tak to nie zmienia faktu, ze zostawił go na pastwę dzikiego lasu. Wtedy właśnie Scott został ugryziony przez Alfę. O ranie powiedział tylko Stilesowi i sam ją sobie opatrzył w klinice weterynaryjnej. Wtedy do szkoły dołącza nowa uczennica, Allison Argent (Crystal Reed). Dziewczyna jest na prawdę ładna i nic dziwnego, że Scott się w niej zakochał. tego samego dnia, przy zmianie opatrunku, zauważa, że rana na jego boku zniknęła. Scott zyskał szybkość, siłę i wyczulone zmysły. Problemem jest pełnia. Gdzie młode wilkołaki nie kontrolują swoich przemian. Kolejny ważny bohater to Derek Hale (Tyler Hoechlin), który według mnie ma wieczne spojrzenie o nazwie: "Jestem taki groźny i macie się mnie bać". Derek to urodzony wilkołak. Mieszka w zgliszczach własnego domu, ale wypasioną furę ma. Derek i Stiles szkolą Scotta, jak zapanować nad przemianami. Każdy na swój sposób. Pierwszy sezon pokazuje, jak to za wszelką cenę chce być normalny. Problemem jest jego znajomość z Allison. Oboje kochają się z wzajemnością, ale jak zwykle na drodze stają przeszkody. Rodzina Argentów od wielu pokoleń poluje na wilkołaki. Resztę sobie dopowiedzcie. Właściwie większość rodziny Argentów to psychopatyczni mordercy. Szczególnie Kate, która podpaliła dom Halów. Okazało się, że To Peter jest Alfą. Kolejny psychopata. Na balu ugryzł Lydię (Holland Roden), ale ona ani nie umarła, ani nie została wilkołakiem. W ten sposób bystra, znana dziewczyna w szkole powoli stawała się naczelną wariatką. Chyba najgorszy w tym serialu. Derek go zabił i przejął jego pozycję Alfy. Wcześniej Peter poderżnął gardło Kate, a Aliison dowiedziała się, że jej chłopak jest wilkołakiem.
Sezon 2: Ten sezon to ukrywany związek Scotta i Allison, bo jej rodzice mieli do tego milion "ale", tworzenie stada przez Dereka i mordujący stwór Kanima. Stiles w przeciwieństwie do Scotta ma dobre stopnie. Chłopak ma swoje problemy, szczególnie, że Jackson (Colton Haynes) ubił z Derekiem interes i ten go ugryzł, ale jego organizm odrzucał ugryzienie. Jest to również sezon rozwijającego się heroizmu u Scotta. Kiedy dowiedzieli się, że to Jackson był Kanimą i mordował ludzi, których wskazał im Matt (dziwny, zły dzieciak), Scott jako jedyny nie chciał go zabić, ale uratować. Sam Scott został zmuszony do przyłączenia się do stada Dereka, który stworzył trzy bety: Isaaca (Daniel Sharman), Ericę (Gage Golightly) i Boyda (Sinqua Walls). Cała trójka była ogólnie niewyżyta, szczególnie jak podejrzewali, że Lydia jest Kanimą. Tam był jeszcze taki fany wątek. Wspominałam, że Argentowie to psychopaci? Teraz udowodnię Wam, że to prawda. Otóż Victorii (Matka Allison) chyba najbardziej nie podobało się, że jej córka spotyka się z wilkołakiem. Dlatego pozbawiła go przytomności, potrącając samochodem i chciała go otruć wilczym zielem fundując mu powolną, bolesną śmierć. Zjawił się Derek i go wyciągnął. Skończyło się na tym, ze Scott trochę poleżał na stole u weterynarza (to zdanie brzmi coraz bardziej absurdalnie, kiedy je pisze po raz kolejny) i wszystko było z nim dobrze. A ponieważ Derek w obronie ugryzł Argentową sukę, ona zmieniła się w wilkołaka i zgodnie z kodeksem się zabiła w czym pomógł jej mąż, a Gerard (największy psychopata, próbował zrobić z Allison psychopatkę) był wręcz dumny z synowej. Skończyło się na tym, że Lydia oddała Jacksonowi kluczyk, a Allison zerwała ze Scottem. Tradycyjnie pokazali coś o stadzie alf, co było zapowiedzią kolejnego sezonu.
Sezon 3A: Ten sezon skłaniał się do tego, żeby Scott stał się Prawdziwym Alfą. Deucalion, przywódca stada w którym były same alfy okazał się niegorszym psychopatą niż tamci myśliwi. Powoli ojciec Allison robił się całkiem spoko, a Derek stał się początkowym celem stada alf, chociaż to nie o niego zależało Deucalionowi (ten niewidomy obok Scotta to właśnie Deucalion). Stado Alf stało się główną przyczyną zgonu Boyda i Erici. Powróciła siostra Dereka, Cora. Taka młoda, gniewna, ale ładna. Lydia oficjalnie dołączyła do głównej paczki, nie tylko jako przyjaciółka Allison. Stiles wciąż był w niej zakochany, ale już chyba powoli mu przechodziło. Lydia zaczęła znajdować ciała, niemal hurtowo, bo trójkami. Trójki składały się w schematy i powiązano je z rytualnymi śmierciami. Z czasem okazało się, że mroczny druid (Darah), przy okazji Deaton też jest druidem, czyli doradcą. Jak uważaliście na lekcjach o mitach greckich, to skojarzycie. W tym serialu jest tego pełno. Jest takim wilkłaczym lekarzem. Dla Scotta jak ojciec. Były jaja, jak wrócił jego prawdziwy tata. Skończyło się na tym, ze Jennifer porwała Tatę Stilesa, tatę Allison i mamę Scotta, żeby ich złożyć w ofierze. Dlatego musieli się złożyć za nich i oddać moc Nemetonowi, żeby ich uratować. Scott stał się Prawdziwym alfą, czerpiąc moc z własnego wnętrza i siły woli (Deaton tak powiedział, on jest bardzo mądry), przechodząc przez jarząbową zaporę.
Sezon 3B: To test dla Scotta. Test na to jakim jest alfą i przyjacielem. W Beakon Hills zjawia się nowa uczennica - Kira (Arden Cho). Ona i Scott ewidentnie wpadają sobie w oko. Pamiętacie tytuł jednorazówki niepublikowanej? Bajka o Wilku, który pokochał Lisa? To o nich. Kira okazała się Kitsune, grzmotną, takim Japońskim stworem. Jej mamy nie cierpię, ale jej tata jest w porządku. Najpierw musieli się zmierzyć z mrokiem. Pozbyć się go, zamknąć drzwi w podświadomości, kiedy pozostawały one uchylone. Dlatego wyznaczyli sobie cel: Odnalezienie Malii. dziewczynki, która przez osiem lat żyła w ciele kojota. Scott odmienił ją rykiem Alfy. Stilesa opętał Nogitsune: oszust, kolejny japoński demon. Noshiko (mama Kiry, baba ma porąbane imię) przewodniczyła Oni. Nie da się ich zabić, wychodzą tylko po zmroku i przewiercają duszę. Wydawało się, że jedynym sposobem na unicestwienie Nogitsune jest zabicie opętanego. Scott nie chciał zabijać przyjaciela. Tu był właśnie test. Bo on jest prawdziwym alfą, który nie musi zabijać, by ukraść moc. Udało im się ich rozdzielić. Ale nogitsune o twarzy Stilesa było dwóch. W końcu Scott tamtego ugryzł. Boskie zagranie, bo nie może być jednocześnie lisem i wilkiem. Wcześniej nogitsune przejął władzę nad Oni. Oni zabili Aiden, jednego z bliźniaków. I Allison.
Sezon 4: To szukanie Dereka porwanego przez Kate, która okazała się nie być martwa,  początek związku Kiry i Scotta oraz... stworzenie bety. Stado Scotta pojechało do Meksyku odnaleźć Dereka. I znaleźli, tylko trochę młodszego. Odmłodzonego do czasów kiedy kochał Kate i... Jej ufał. Sama okazała się Jagurołakiem i przewodziła Berserkers (te typy na sweet foci). Istniała także "Pula śmieci", czyli lista nadnaturanych od odstrzału. Lydia, jako Banshee musiała to wszystko odkryć. Chociaż zbytio na początku się nie starała. Polowali na nich płatni mordercy. Chyba skusiło ich 117 milionów skradzionych ze skarbca Hale'ów, każdy miał swoją cenę. Listę wpuściła do sieci Meredith, kolejna Banshee, obecnie przebywa w psychiatryku. Wykorzystała plan Petera (poważnie) i umieściła na liście nawet siebie. Poza tym, Scott stworzył swojego betę... Od początku: Wendigo chciał zjeść Liama (Dylan Sprayberry, ciekawe, czy dobrze napisałam). Niemal zrzucił go z dachu szpitala. Scott chciał go chwycić, bo dzieciak jęczał, ze dłużej się nie utrzyma. Wendigo skrępował mu ręce, więc Scott wziął Liama za rękę zębami. Potem użerał się z nim niczym matka z łobuzem. Obecnie Liam jest dla Scotta jak... synek. Uczy go, pomaga mu zapanować nad gniewem i przemianami.
Obecnie trwa sezon 5. Chodzi o jakichś doktorów, wszystko jest jeszcze bardziej skomunikowane i chodzą do ostatniej klasy liceum. Scott to kretyn, ale taki dobry kretyn. Lubię go. Wszystkim ufa i teraz czeka go przejażdżka na takim ufaniu. Nie bez powodu jest Prawdziwym Alfą. Zależy mu na ludziach, a nie na władzy. Strona TeenWolfPolska jest stale przeze mnie odwiedzana. Udzielam się tam jako "Marcialinka" i "Martuś", bo korzystam z dwóch przeglądarek. Nie napisałam tu wszystkiego. Sporo pominęłam. Trochę porusze w galerii, wstawiając i opisując kilka zdjęć skopiowanych i wstawionych w ciągu piętnastu minut. Powiem Wam coś, z czym niewiele fanów się zgadza: Kira, według mnie, jest odpowiedniejszą dziewczyną dla Scotta niż Allison. Może pisząc to fanatyczne coś nakłoniłam Was do obejrzenia serialu, a może nie... Ale cieszyłam się, kiedy siedziałam przez cztery godziny z przerwami pisząc to fanatyczne coś. O tak, jestem fanką. Jaram się tym bardziej niż Ostrym Dyżurem. A zanim przejdziemy do zdjęć, napisze jaszcze kilka rzeczy, o których zapomniałam i nie zapomniałam w trakcie pisania:
-Wilkołaki mogą odbierać ból poprzez dotyk. Odbierają tylko część, ale czasami to wystarczy.
-Derek stracił pozycję alfy, uleczając Corę z jej choroby. Przekazał jej swoją moc, żeby ją wzmocnić. W tym samym czasie, kiedy oczy Scotta na stałe zmieniły kolor ze złotych na czerwone.
-Co znaczą kolory oczu?:
 a) Złoty (beta), rozpoznawalne, zaraz po ugryzieniu.
 b) Niebieski - zmieniają się ze złotych, kiedy Beta kogoś zabije.
 c) Czerwony - Alfa.
te zdjęcia sa w losowej kolejności. Nie wszystkie chciało mi się przemieszczać.

Galeria! 

Deaton. Doktorek od zwierzątek. 
Muszę to opisywać? 

Lydia.

Allison. W tej ostrej wersji. 

Tak wyglądają poleżanki Kiry i Scotta. Zawsze u niego w pokoju.

Kojarzycie kawały o złej teściowej? Ona jest taką teściową. 

A nie mówiłam? Jak synek. 

A to Kira. 

Tak Allison umierała. 
A tak Scott po niej płakał. 

Scott był zszywany przez Allison. Tą igłą i nitką, którą Lydia akurat miała w torebce. 

Rodzice Scotta razem... na zdjeciu. 

A to jest Darah. Ładna? A ile ludzi zamordowała? 

Motocykl Scotta. Zawsze mnie bawił. Nie mam pojęcia czemu. 

Kate przed przemianą. 

Kate po przemianie. Wygląda o niebo lepiej, prawda?

Kanima i jego pan. 

Liam, Beta Scotta. Ten dzieciak ma 16 lat i już gra wilkołaka. 

Bliżniaki: Ethan i Aiden. 


A w coś takie zmieniają się bliźniaki. 

Też chcę tak umieć, wiecie? 



Trzeba synusia ugłaskać. 

Erica i Isaac.
Boyd.



Trzeba twórcom pogratulować miejsca wyboru tej rany. 

Szeryf i Melissa. Tata Stilesa i Mama Scotta. 

Tak się pilnuje mamy, żeby jej nie porwali. 
A tak się wstaje. 

Waruj, kojocie! 

Nie dobry piesek... 
Scott, Liam i Stiles. 

Spokojnie, on czasami robi taką minę. 

Allison zamyka Scotta w zamrażarce podczas pełni. 



A to zdjęcie po prostu lubię. 

Motorek robi brum brum. 

Tak się odbiera ból. 


Tak Scott stał się alfą. 

No dobra, za ósmym razem ten groźny ryk zrobił się smieszny.

A na tym wygląda uroczo. 

Na tym ryczałam. Prawie. 



Widać, że psychopatka, co nie? 

Mamo... Jestem wilkołakiem. 

środa, 1 lipca 2015

Odcinek 84 – Lizzy kontra bardzo niezręczne sprawy

Kiedy wróciłam rano do szkoły, ze ścian poznikały wszystkie plakaty Madison, a zostały tylko te na których był Jamie. Rozejrzałam się po korytarzu i po dłuższej chwili zauważyłam Kendalla i Chrisa rozmawiających pod ścianą.
-Co mnie ominęło? - zapytałam, zakładając kosmyk włosów za ucho.
-Jamie jest przewodniczącym. - oznajmił Kendall, całując mnie w policzek.
-No, domyśliłam się. - zachichotałam, odwzajemniając pocałunek. - A Mad i Logan?
-Din nad tym pracuje. - odpowiedział Chris siadając na podłodze. - A jak Twój nowy partner?
-Weź się zamknij, dobra? - skrzywiłam się, zdając sobie sprawę, że za chwilę zacznie się moja szpiegowska paranoja. - Spisał mi ktoś lekcje?
-A nie miał tego zrobić Carlos? - zastanowił się Kendall.
-Serio? - wtrącił Chris. - Myślałem, że James.
-To może inaczej... - powiedziałam powoli, unosząc dłonie. - To trochę inaczej. Czy ktoś w ogóle spisywał mi te lekcje?
-Ja o tym nic nie wiem. - Chris wzruszył ramionami. - Zapytaj Din, ona powinna wiedzieć.
Wywróciłam oczami i odwróciłam się w stronę korytarza i nic już więcej nie powiedziałam. Chociaż moje milczenie nie mogło potrwać długo, bo na drodze stanął mi Jack.
-Musimy pogadać. - oznajmił krótko. - Teraz.
-Okey. - kiwnęłam głową i bez zastanowienia poszłam za nim do pustego pokoju nauczycielskiego.
Kiedy stanął naprzeciwko mnie, przez krótką chwilę mierzyliśmy się wzrokiem, aż w końcu Jack westchnął i i powiedział krótko:
-To prawda? - zapytał zaskakująco cicho. - Pracujesz dla wywiadu?
-Już jesteś po rozmowie z Bradem? - powiedziałam, jak gdyby nigdy nic. - No... To chyba już mogę iść. Widzimy się za godzinę! A potem w jogurtowni.
I odwróciłam się do drzwi, ale on złapał mnie za ramię.
-Czekaj... Nie masz mi nic do powiedzenia?
-A co mam Ci powiedzieć? Że Profesor Volkoff uciekła do Rosji, tam, gdzie siedzi jej ojciec? Że teraz zajmuje się prowadzeniem Banku Diabła?
-Bank Diabła? - zmarszczył brwi. - To to za termin?
-Terroryści mają własny bank. - powiedziałam cicho. - Nie trzymają brudnych pieniędzy w żadnym „Liberty”, ani w „Pocztowym”. Mają własny. To oddzielna szajka. Mocno sprawdzają każdego swojego klienta. I dlatego są... najbezpieczniejsze.
-Widzę, że sporo o tym wiesz. - stwierdził, siadając przy jednym ze stolików.
-Pomagałam przy tej sprawie. - odpowiedziałam. - Teraz prowadzimy inną. Jestem od obserwacji, zakładania podsłuchów, monitoringu i ochrony.
-Ochrony? - powtórzył ze zdziwieniem.
-Julie'ego, mojego przyrodniego brata. Jego mama została zamordowana przez Szajkę. Nie znam nazwisk agentów. Teraz ważna jest obecna sprawa. Właściwie dwie sprawy. Dostałeś już zadanie, czy Brad tylko Cie poinformował, że jesteś kandydatem?
-Nie powiedział, co mam zrobić. - wzruszył ramionami, chowając twarz w dłoniach. - Nad czym teraz pracujecie? Dowiem się teraz, czy dopiero na jakimś oficjalnym spotkaniu?
-Mogę Ci tyko przekazać zarys sprawy, ale tutaj lepiej tego nie robić. Jak powiedziałam, przyjdź o czwartej do jogurtowni. Dowiesz się wszystkiego.
-A czy... Mogę odrzucić tę... propozycję?
-Nie. - powiedziałam krótko. - Nikt nie może.
~***~
Kiedy byłam już pod klasą Historyczną, wciąż myślałam o tej rozmowie z Jackiem. Od początku wiedziałam, że on nie jest gotowy na taką rewelację. Ale na to nikt nigdy nie jest gotowy, a już szczególnie coś takiego.
-Lizzy, jesteś? - usłyszałam głos Charlie'ego, który stał za moimi plecami.
-Zamyśliłam się, to wszystko. - wymamrotałam na odczepkę. - Nie przejmuj się. Za dziesięć minut wrócę do normy.
-Czasami takie dziesięć minut decyduje o naszym życiu.
I jak tu nie zwariować, skoro facet pierwszego dnia szkoły gada takie rzeczy? Wczoraj było miło, z tym się zgodzę, ale dzisiaj przesadza. Poza tym znalazłam w piwnicy stary rower mamy. Morgan obiecał mi go wyremontować.
-Zdaje się, że mamy nowego ucznia. - zaczął profesor Miller, spoglądając na notkę informacyjną, a ja zerknęłam na Kendalla, który siedział i bazgrał coś na ławce. - Słyszałem, że przeniosłeś się z Waszyngtonu.
-Nie przenieśli, tylko go wylali! - zawołała Emma, piłując sobie paznokcie. - To różnica, prawda?
-I ty się dziwisz, że w Twojej klasie Cię nie chcieli? - zawołała Lia, rzucając pisak w środek zeszytu. - Jesteś na naszej łasce, więc się zachowuj!
Po tej wypowiedzi, po klasie rozległ się tryumfalny pomruk, a Madison uśmiechnęła się z lekką satysfakcją, chociaż wiedziałam, że nie wygrała upragnionych wyborów.
-To prawda, wyrzucili mnie. - powiedział Charlie, udając niezręczność. - I tak wiedziałem, że to nie była szkoła dla mnie. I tak długo wytrzymałem.
~**Logan**~
Czekałem pod drzwiami szatni dziewczyn, patrząc jak nowy partner Lizzy szuka czegoś w plecaku. Ten cały Charlie nie bardzo mi się podobał. Trzymał wszystkich na dystans i w ogóle cały był nie taki... Taki dziwoląg ze stolicy.
-Chciałeś rozmawiać? - zapytała Madison, kiedy zobaczyła mnie pod drzwiami.
-Tak, chodzi o to, że wcześniej powiedziałem kilka słów za dużo, bo Ty powiedziałaś kilka słów za dużo i my oboje...
-To są najgorsze przeprosiny jakie kiedykolwiek słyszałam. - odparowała, wywracając oczami.
-Mad...
-No dobra, mów dalej.
-Chcę Ci powiedzieć, że... ta sytuacja powinna Cię czegoś nauczyć i wiem, że zrywanie z tobą to była lekka przesada, ale nie miałem już innego pomysłu.
-Tak, wiem, rozumiem. - pokiwała głową. - Mad przesadziła, Mad przegięła i Mad dostała karę.
-Cieszę się, że wiesz, co mam na myśli. - powiedziałem cicho. - To co? Znowu razem chodzimy?
-Bałam się, że o to nie zapytasz. - wyszeptała, przytulając się do mnie wyjątkowo mocno.
~**James**~
-Masz ochotę, prawda? - zapytałem, pokazując Din dwa bilety do kina.
Din wyjęła mi z rąk dwie tekturki i przeczytała tytuł wybranego przeze mnie filmu.
-Skąd wiedziałeś, że Chcę obejrzeć ten film? - zapytała uradowana, mocno mnie całując.
-Potrafię czytać w myślach. - zażartowałem. - No dobra, od Madison.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Zaczynam wprowadzać swój plan w życie. Lizzy chwilowo schodzi na dalszy plan. Pisanie idzie mi fatalnie. Powoli się zastanawiam nad zakończeniem historii, bo wena już nie ta sama, a opowiadania wydają mi sie coraz gorsze. W ostatnim tygodniu napisałam ledwie niecałą stronę. Nie podoba mi się to. Po próbuję jutro, dzisiaj na tyle... Mam nadzieję, ze odcinek się Wam podobał, mimo wszystko. Trzymajcie się!