środa, 5 sierpnia 2015

Odcinek 87 – Lizzy kontra Ex-Narzeczeni Cariny

Kiedy skończyliśmy lekcje, ja i Charlie natychmiast poszliśmy do domo. Reszta miała przyjść dopiero później. Przygotowania do imprezy wciąż trwały. Morgan rozkładał wielką konsoletę dla Jeffa, który od dawna jest całkiem niezłym didzejem.
-Przyniesiesz jakieś płyty? - zagadał mnie, kiedy nosiłam wielkie patere z ciastkami i pralinami ze Szwecji. - Zupełnie nie wiem, gdzie Chuck trzyma muzykę.
-Dobra. - kiwnęłam głową, machając do Logana i Jamesa, którzy właśnie przyszli. - Tylko to postawię. Daj mi chwilę.
I ułożyłam naczynia ze słodyczami na wielkim stole, sprawdzając, czy na pewno stoją tak, jak powinny. Drugie przyjęcie zaręczynowe. To dwa lata temu nie wyszło najlepiej, ale to... to musi wyjść absolutnie perfekt.
-W czym możemy pomóc? - zapytał James, stając przede mną w pozie typowego służącego.
-Nie, wiem, w czymkolwiek. - powiedział ze śmiechem. - Jest jeszcze sporo przekąsek. Jak znam życie, Sarah na początku przyjęcia zje wszystkie paszteciki grzybowe i zrzuci winę na Morgana.
-A było tak kiedyś? - Logan uniósł brwi i natychmiast spojrzał na drzwi Casey'a. - Grasz?
Odwróciłam się w kierunku jego spojrzenia. Zobaczyłam, że Charlie niesie pod pachą pokrowiec w kształcie gitary.
-Trochę - wzruszył ramionami. - Wujek John poprosił mnie, żebym coś zagrał. A jeśli okaże się, ze jestem okropny, to przynajmniej będę „porażką wieczoru”.
-Tak. - pokiwałam głową. - Ostatnio to był Lester, który padł na środku tego tam trawnika. - wskazałam na otrawioną część ogrodową między garażem, a miejscami parkingowymi. - Bo spił się piwem w trupa. Poproście Morgana, żeby Wam to opowiedział. On też miał wtedy niezłą frajdę.
-Miał frajdę z tego, ze jego kumpel się spił? - James uniósł brwi. - Jak to?
-Nie chodziło o niego, więc się cieszył. - odparłam i poszłam do mieszkania po kolejne miski z przekąskami.
Pokręciłam głową i rozejrzałam się wokół placu. Chciałbym, żeby Kendall już tu był.
-Kapitan Ameryka? - usłyszałam za plecami głos Chrisa. - Rety nie widziałem jej odkąd... - udał, ze się zastanawia. - Rozpakowałaś ją w trzynaste urodziny.
-O tak, w końcu do niej dorosłam. - kiwnęłam głową. - Udało Ci się sprawdzić Maila?
-Tak. - kiwnął głową. - Nie tylko ja mam problemy ze skrzynką. Przy okazji odkryłem, że Carlos w przyszłą sobotę ma urodziny.
-Stary! - wrzasnęłam mu w twarz. - Przecież od miesiąca Ci o tym mówimy!
-Dobra, dobra, nie musisz krzyczeć.
~***~
Kiedy przyjęcie się rozpoczęło, Carina wpadła do mieszkania, jakby ktoś ją ścigał. Obejrzałam się za nią, patrząc zza ramienia Kendalla.
-Coś jej się stało? - zapytał, patrząc w tym samym kierunku co ja.
-Nie wiem. - pokręciłam głową. - Myślisz, że lepiej, żebym sprawdziła?
-Lepiej nie. - pokręcił głową. - Chyba Casey poszedł sprawdzić. Spójrz.
I wskazał na Johna, który ukradkiem wszedł do naszego mieszkania. Zmarszczyłam brwi, obserwując jak Charlie rozmawia półgłosem z Chuckiem, a potem podszedł do mnie.
-Musimy się zerwać na jakiś czas. - wyszeptał.
-Co się dzieje? - spojrzałam na niego ze zdziwieniem,
-Nie mam pewności. - odpowiedział, co jeszcze bardziej wzbudziło mój niepokój.
~**Kendall**~
Kiedy Lizzy sobie poszła, zostałem prawie całkiem sam. Prawie, bo nie miałem z kim gadać, a wokół było pełno ludzi. Nie wiedziałem, w którą stroną mam patrzyć, ani co najlepszego robią Chris, Logan i James. Sami. W kącie. Szepcący. Pewnie coś znowu kombinują, ale nie mnie to oceniać. Oby nie było z tego żadnych kłopotów.
-Kendall, nie wiesz, gdzie jest Carlos? - usłyszałem za plecami głos Julie'ego. - Obiecał mi, że pomoże zamontować DVD do tego wielkiego telewizora.
Odwróciłem się i dopiero teraz zobaczyłem (nawet głupio mi o tym tak myśleć), że po raz pierwszy jest ubrany jak człowiek. Niebieski garnitur, biała koszula i lakierki. Już bałem się pomyśleć, jak odstawi się na ślub, który jest za dwa miesiące.
-Co Ty masz na sobie? - zapytałem, zamiast odpowiedzieć.
-Wyjściowe ubranie. - wzruszył ramionami. - Innego tutaj nie mam. To wiesz, gdzie jest Carlos, czy nie? Bo za bardzo nie wiem, jak poradzić sobie z tym tam!
I wskazał na ogromną plazmę zawieszoną w oknie Chucka, które było codziennym wejściem.
-Nie wiem, gdzie jest Carlos. Dlaczego nie poprosisz nikogo z Buy More? Oni najlepiej się na tym znają. - zaproponowałem i natychmiast tego pożałowałem.
Julie patrzył na mnie jak na ostatniego kretyna. Jasne, oni są za bardzo leniwi. Mogłem wcześniej o tym pomyśleć.
-Pomogę Ci. - powiedziałem natychmiast. - Keyboard umiałem podłączyć do szkolnego sprzętu audio, a z telewizorem i DVD sobie nie poradzę?
-Trzeba jeszcze podłączyć głośniki. - uściślił. - A ja kompletnie nie wiem jak to zrobić. Lester mówił mi coś o jakichś kolorach, ale podobno część się pozmieniała.
-Są jeszcze literki. - zauważyłem. - Literki się nie zmieniają.
Julie przez chwilę patrzył na mnie z tą swoją miną pod tytułem „Nie mam zielonego pojęcia, co Ty do mnie mówisz, ale myślę, że sobie poradzę”.
-Chyba dam radę. - powiedział, odwracając się i idąc w stronę domu.
-Czekaj, przecież powiedziałem, że Ci pomogę! - zawołałem za nim, doganiając go w połowie drogi. - I tak nie mam z kim gadać na tej imprezie.
I w ten oto sposób zabraliśmy się do roboty z technicznym zapleczem Zaręczynowego VideoClipu. Może i Julie świetnie radził sobie z rachunkami, ale praktyka sprzętu elektronicznego leżała. Dla niego kabel to po prostu kabel i z ledwością odróżniał port USB od HDMI, co było przynajmniej dziwne. Dopiero kiedy przyszedł z jakąś nieopisaną płytą, zrozumiałem, z i tak będę musiał zrobić to samemu. Z resztą... Co za kretyn zostawił go z tym samego? Każdy wiedział, że jak nie ma instrukcji, to nic z tego nie wyjdzie.
-Sory za spóźnienie. - za plecami dobiegł nas łagodny, chłopięcy głos. - Mama nie wiedziała, czy ma mnie puścić tu samego.
Zamarłem z Euro Złączem w dłoniach. Powoli odwróciłem się, widząc w drzwiach Arthura, który stał ze sportową torbą na ramieniu.
-Co to za jeden? - zapytali jednocześnie, wskazując na siebie nawzajem.
Dopiero teraz zrozumiałem, że Ci dwaj spotykają się po raz pierwszy. Zmrużyłem oczy, zastanawiając się czy na pewno powinienem ich sobie przedstawiać. Chociaż teraz nie miałem innego wyjścia. Westchnąłem i wskazałem najpierw na Artura, a potem na Julie'ego.
-Arthur, kuzyn Lizzy. - oznajmiłem. - Julie, przyrodni brat Lizzy. Już się nacie.
-A, słyszałem o Tobie. - powiedzieli jednocześnie, po czym znowu atmosfera nieco się zgęściła.
Zapadła krępująca cisza. Obaj patrzyli to na siebie, to na mnie. Nie wiedziałem, co dokładnie mam zrobić, bo po raz pierwszy byłem w takiej sytuacji.
-A gdzie właściwie jest Lizzy? - Arthur przerwał milczenie.
-Demoniczna ospa. - Julie wzruszył ramionami.
-Co? - Arth zmarszczył brwi.
No tak, zapomniałem, on nie zna tego zwrotu.
-Sytuacja wyjątkowa. - machnąłem ręką, starając się na luz.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Koniec! Ale nie zupełny. Chwilowo się odblokowałam. Chwilowo. Może uda mi się dzisiaj wydukać stronę, a w dobrym przypadku dwie. Mam jeszcze odcinek Teen Wolfa do obejrzenia. Z napisami. Bez już widziałam. Ale nie do końca wiem, dlaczego kolor oczu Theo nie zmienił się po zabiciu tego chłopaka-chimery. Bo to co zrozumiałem, ze w obronie własnej, jakoś do mnie nie trafia. Gościu i tak jest lewy. O tym zdania nie zmienię. Mitologia dla nadnaturalnych jest jak biblia dla chrześcijan. Pozostaje jeszcze sprawa Parrisha. Każdy zadaje sobie pytanie (a przynajmniej każdy, kto ogląda serial): "Czym on do jasnej cholery jest?" Ja i wielu innych obstawiamy feniksa. Koleś płonie sam z siebie, jest nadnaturalnie silny, ale wciąż nie uzdrowił nikogo swoimi łzami. Za tydzień Scott wpije pazurki w kark Theo. Już nie mogę się doczekać... Zacieram ręce, czekając na seans za tydzień. Pewnie znowu nie wytrzymam i obejrzę bez napisów. A ponieważ ostatnio robię notatki, żeby sie wygadać, to moje gadanie o tym jest teraz znacznie krótsze niż to w moim różowym zeszyciku. Tam mam nawet własne teorie. Jak do tej pory większość to bzdury. 
Okey... Tydzień temu i jeszcze tydzień temu notki nie było? Zaskoczeni? Bo ja nie? Po prostu sie nie wyrobiłam, ale teraz w miarę możliwości wklejam odcinek? Tęskniliście? Błagam, powiedzcie, że tak... Nie jestem maszyną do pisania, więc oczywiste, ze zaniemogłam w kryzysie twórczym. Wiecie co? Mam kompletnie zrytą psychikę i będę dawała odcinki w miarę możliwości. Co będzie po zakończeniu historii, zobaczymy. 
Julie poznał Arthura. Pamiętacie kuzyna Lizzy, któremu dałam twarz Posey'a? Coś dla miłośników erotyzmu: Kuzyn z kuzynką tak się nie zachowują. Ona grała Allison, tutaj jest twarzą Lizzy, na koniec trzeciego sezonu umarła. Już to pisałam w recapie kilka notek niżej. No cóż... Mam nadzieję, że odcinek po dwóch tygodniach przerwy się Wam podobał. Trzymajcie się! 

5 komentarzy:

  1. Co taki krótki? Bijemy rekordy? Jakby co to nie mam nic za złe. U mnie też mogą nadejść i takie chwile. Nic mnie już dziś nie zaskoczy, bo oglądałam pll i Charles ściągnął kaptur przy Ali. Nie widziałam twarzy, bo się skończyło. 6 sezonów czekania na A... btw dobrze, że się poznali Art z Żulianem

    OdpowiedzUsuń
  2. Wróciłas. Fajnie :)
    Arczi też wrócił. Tylko Lizzy brak by sir z nim przywitać D
    Zul nie ogarnia sprzętu elektronicznego? Dajcie mu flaszkę wódki to.może ogarnie :)
    Ciekawe co knuje trojca "święta"
    Super odc :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Artie i Żul się poznali. Jestem lepsza niż Żul, kabel to kabel, ale wejście HDMI i USB się różni :P Wszyscy tacy dziwni uuuuu... Będzie się działo :) Super, że wróciłaś :)
    Świetny odc, ale trochę krótki. Kij, nieważne. Czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  4. Przestraszyłam się, że będę nadrabiała dalsze rozdziały. Uff. Artur, myślałam, że to jakiś mały chłopczyk.. Taki mały. Jak napisałaś. Ale, rozdział bardzo fajny. Czekam na następny! :).

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem tu pierwszy raz wiec komentarz krótki ale już mi się blog podoba wiec obserwuję wiem xd
    I to nie spam ale jeśli miałabyś chęci to zapraszam bigtimerush46.blogspot.com
    I do nexta dawaj szybciutko

    OdpowiedzUsuń