środa, 28 października 2015

Odcinek 97 – Lizzy kontra Rozpierducha w magazynie

Po powrocie do sklepu, natychmiast zaszyłam się w sali kina domowego. Nie miałam ochoty wracać do hali magazynowej. Najpierw musiałam otrząsnąć się z tego wszystkiego. Charlie zabił Show'a... Nie, to niemożliwe. Nazwał to „rozkazem”, ale kiedy żyjemy w drużynie...
Trudno było mi uwierzyć, że Ramsey padł ofiarą kucharki, kelnerki i zastępcy kierownika sali. Tego jeszcze nie grali...
-Wszystko dobrze, truskaweczko? - usłyszałam za plecami czyjś głos i odwróciłam się, żeby spojrzeć na Mike'a. - Dlaczego nie jesteś zresztą w hali?
-Nie mam nastroju. - wzruszyłam ramionami, odwracając się w jego stronę. - Nie chcę jakoś psuć humoru innym. Wystarczy, że ja się z tym męczę.
-Szkoła? - zgadywał, siadając obok mnie na kanapie. - Bo jeśli powiesz mi, że odkryłaś życie pozaziemskie, drugi raz tego nie zniosę.
-Życie pozaziemskie? - zmarszczyłam brwi. - Skąd Ci to przyszło do głowy?
-Nieistotne. - pokręcił głową, klepiąc mnie po udzie, jakby chciał mi tym dodać otuchy. - Powiedz lepiej, co Cię trapi.
-Nic, czym powinieneś się przejmować.
„Trwamy jako symbol nadziei. Mimo, że mówi się o nas tylko w mitach i legendach... To Azgard i jego wojownicy zaprowadzili pokój ze wszechświecie.”
Lodowaty głos Antony'ego Hopkinsa, wyrwał mnie z zamyślenia. Dopiero teraz wpadłam na to, żeby podnieść głowę. Mike włączył telewizor. No tak, mogłam się tego spodziewać.
-Kanał filmowy? - uniosłam brwi. - Wiesz, ze już mnie to nie rusza?
-Wiem, ale zawsze warto spróbować. - powiedział, podając mi jakieś pudełko. - Przyszło to dzisiaj z nową dostawą twardych dysków. - Jest na tym Twoje nazwisko, więc nie otwierałem.
-Jasne. - pokiwałam głową. - Otworzę to dzisiaj w domu. I chyba wrócę na imprezę. Schowam to w kanapie. Wiesz, tam, gdzie Lester trzyma piwo.
-Wiem. - kiwnął głową. - Ale najpierw zrób coś z tymi włosami.
I wyszedł z pomieszczenia, a ja schyliłam się, kiedy ten Chris Hcośtam wrzasnął „Ruszamy do Unitehajmu”, czy coś koło tego. Nie wiem, zawsze jak oglądałam Thora nie przejmowałam się pierwszymi piętnastoma minutami. A później i tak miałam głęboko gdzieś te wszystkie porąbane nazwy krain. Po co brać je sobie do głowy? Może i uwielbiam Marvela, ale Thor był na drugim miejscu najmniej lubianych przeze mnie Avengersów, zaraz po Iron Manie.
Posiedziałam tak może z dziesięć minut i zamknęłam skrytkę. Wyszłam z pokoju, poprawiając sobie kucyka, który już powoli zaczął wymykać się spod kontroli.
-Co się stało? - zapytałam, widząc ściszoną muzykę i jakiś bałagan za plecami Lestera, który natychmiast stanął mi na drodze. - Ej, dlaczego nie dasz mi przejść.
-Mamy mały problem. - powiedział John i poprowadził mnie do owego bałaganu.
Okazało się, że to nie był jakiś tam zwyczajny bałagan. Tylko wielka dziura wypalona w podłodze.
-Co tu się stało, zapytałam, spoglądając na Carinę, która chichotała obok mnie.
-Ktoś próbował odpalić fajerwerki w pomieszczeniu. - odpowiedziała i wymownie pokazała na otwarty dach magazynowy, który służył do wentylacji.
-A teraz pomyślmy, czyja to sprawka... - westchnęłam, a Jeff niewinnie pokazał na Chrisa. - Powaga? Nie mogłeś się powstrzymać?
-No co? - wzruszył ramionami, jakby nie chciał zrobić nic złego. - Nie wiedziałem, ze obędzie aż taki odrzut.
-Odrzut? - powtórzył Logan, trzymając pod pachą miniaturową gaśnicę. - Stary, gasiłem to przez kilka ładnych minut. To dosłownie wybuchło.
-Noo... - Din pokiwała głową. - Cud, że nikomu nic się nie stało.
-Pokaż rachunek. - wyciągnęłam rękę do Chrisa, wiedząc, ze trzyma w kieszeni paragon, a sklep pirotechniczny, w którym się zapatrzał, nadgorliwie dbał o księgowość i wszystkie pozycje towarów były szczegółowo opisane.
Chris dość niechętnie podał mi zmięty papierek, a ja wyprostowałam karteczkę i spojrzałam na opis kupionego produktu.
-Bomba pięciostrzałowa? - zmarszczyłam brwi. - Człowieku, przecież omal nie straciłeś ręki przez poprzednią. Mam Ci to przypomnieć?
-Co masz na myśli, mówiąc „omal nie straciłeś ręki”? - zapytał Carlos, podchodząc trochę bliżej z mopem i wiadrem z czymś pieniącym się.
-Pokaz im. - powiedziałam Chrisowi, a ten dość niechętnie odwinął rękaw koszulki, pokazując wielką bliznę po oparzeniu. - Dziwne, że wcześniej się nie pochwaliłeś.
-A czym się miałem chwalić? - wymamrotał. - Tym, że z własnej głupoty przeleżałem cztery miesiące w szpitalu?
Dobrze znałam tą historię. Tym bardziej się dziwię, że Chris po raz kolejny kupił te same sztuczne ognie. Dobrze wiedzieliśmy, że sam zainteresowany składał uroczystą przysięgę swojej mamie, że już więcej nie tknie tak niebezpiecznych fajerwerk. Ale jak widać nieskutecznie.
~***~
-Co właściwie zaszło w magazynie? - zapytałam Kendalla, kładąc na łóżku pudełko od Big Mike'a. - Ta dziura wyglądała niebezpiecznie.
-Chris zaplanował niespodziankę dla Cariny. - powiedział z westchnieniem. - Razem z Loganem, ale on nie znał tych sztucznych ogni, więc oczywiście się zgodził. Rozumiem, że jeśli byś przy tym była, to nie pozwoliłabyś mu tego odpalić.
-Jasne, że bym mu nie pozwoliła. - przyznałam. - Dobrze wiem, jak działają i jakie zniszczenie ze sobą sieją. Tą bombę odpala się w odludnym plenerze. I od dobrze o tym wiedział.
-Ale Chris mówił, że się na tym zna i robił to już kilka razy. - powiedział, oklepując moją poduszkę, jakby to była jego własna.
-I Ty mu uwierzyłeś? - prychnęłam. - Robił to dokładnie raz i z marnym skutkiem. - Kiedy rozwala szybę kijem bejsbolowym, bo przywalił się do niego prokurator, albo pije piwo po kątach wieczorami, jeszcze jestem w stanie znieść. Ale, kiedy naraża na niebezpieczeństwo siebie i ludzi w swoim otoczeniu... O nie! Mowy nie ma!
Kendall zaśmiał się blado i odrzucił poduszkę na miejsce. Usiadł naprzeciwko mnie i pochylił się nad moją twarzą. Pocałował mnie krótko, a ja z ulga zamknęłam oczy. Jego usta delikatnie musnęły moją brodę, jakby nie mogły znaleźć ust.
-Ciekaw jestem, co wymyśli właściciel, kiedy dowie się o zniszczeniach w magazynie.
-Już wie. - wzruszyłam ramionami. - Chuck jest właścicielem. A naprawą zajmie się Mike. Pewnie każe Chrisowi odpracować koszty. Znowu.
-Jak to znowu?
-Okna były wymieniane trzy lata temu. - powiedziałam wprost. - Szubka ugoda. Chris je wcześniej zniszczył. Dobrze to nie wyglądało.
-Zniszczył, znaczy powybijał?
-Żeby tylko... Ramy też były w ruinie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć... Na początek chciałabym Wam powiedzieć, że tworzę coś nowego. Jeśli ktoś zna, to wystarczy się pofatygować na mój kanał na YouTube. Tam wszystko jest. Oczywiście, nie mam zamiaru rezygnować ze Szkoły dla Mutantów. Ale oba te blogi będą miały charakter bardzo spontaniczny, co znaczy tyle co „Opublikuję, jak napiszę”. Objętość oczywiście się nie zmienia. Tym razem robię to bez BTRu. Myślę, ze jedna historyjka, która będzie miała 25, może 30 odcinków jest dobrym wyzwaniem. A co będzie później, zobaczymy.
Mówię to Wam, bo powoli zbliżamy się do końca. Przed tym końcem będę nieco gołosłowna, bo... bo wiem, że wygadam się na koniec. Wasze blogi nadrabiam, a przynajmniej staram się nadrabiać na bieżąco. Jest w tym jakaś dziwna systematyka. No... mam nadzieję, że odcinek się Wam podobał. Trzymajcie się!

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Truskaweczko? Ja tak mówię do koleżanki jeśli coś od niej chce, a ona wtedy wie co się święci :D życie pozaziemskie tak mnie naprowadziło, że może Lizzie będzie miała jakąś misję w stacji NASA co jest tylko głupim wymysłem mojej wyobraźni. Jak to przeczytałaś to szybko zapomnij :D CHris leżał cztery miechy w szpitalu a teraz kupuje bombę pięciostrzałową? Brawo :D Super odc

      Usuń
  2. Chris. Brawo za odwagę, żeby popełniać wcześniejsze błędy! Ale dobra, a Lizzy może mieć taka świetną misję. Taką inną niż wszystkie, i nowoczesną :). Coś w całkowicie innym stylu, jedyna misja jaka mi przychodzi do głowy mówiąc misja to tylko Misja Marvel i Fineasz i Ferb ;d. Ale to odrębna bajka. Ale odcinek świetny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahahahha Mam taka bekę z Chrisa że głowa mała. On jest taki głupi... :D
    Lizzy to z nim przeżyje. Nie no cycki których mi na szczęśćie brak opadają ^^
    Ogólnie to nie wiem co mam pisać bo cała moja uwaga skupiła sie na tych fajerwerkach :D
    Jak to rozwalił okna razem z ramami? To sie nazywa talent...
    Odcinek super a ja czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń