środa, 18 listopada 2015

Odcinek 99 – Lizzy kontra Całkiem spodziewane rozstanie

Po południu wróciłam do domu i rozłożyłam przed sobą białą zwiewną sukienkę. Kolejny prezent do Generalissimusa. Tym razem z karteczką: „Słyszałem, że czegoś takiego potrzebujesz, a w środku było właśnie to. Po raz kolejny facet ratuje mi tyłek.
-Gotowa? - zapytał Julie, wychylając się do mojego pokoju. Zamrugałam i kiwnęłam głową. Zagryzłam wargę i sięgnęłam do torebki po jednego z twardych cukierków. Jak zawsze miałam to przy sobie. Powoli wyciągnęłam skórzany, linowy pas od Cariny. Wyszkoliła mnie, jak używać go jako bicza. Podobno nieźle boli, kiedy się nim oberwie, ale szczerze mówiąc mam to gdzieś. Na razie nie miałam ochoty go w ten sposób używać. Przynajmniej na razie.
-Prawie. - przytaknęłam. - Została jeszcze sukienka.
-Ładnie Ci w niej. - stwierdził, podchodząc bliżej. - Ten facet Was rozpieszcza. Ciągle coś przysyła coś Tobie, albo Sarze. Będzie na ślubie?
-Raczej nie. - pokręciłam głową, siadając na łóżku. - Chuck i Sarah wysłali mu zaproszenie, ale raczej się nie zjawi. Premier Costa Gravas ma mega sprawy na głowie.
-Mega sprawy? - powtórzył ze zdziwieniem. - To państwo jest tak małe, że jest tylko na co dziesiątej mapie. Zdajesz sobie sprawę, że większość ludzi nawet nie wie, że coś takiego istnieje.
Zaśmiałam się pod nosem i sięgnęłam do jednej z moich płyt. Tym razem nie One Republic. Jakaś inna rockowa kapela. Nawet całkiem niezła. Taa... Całkiem niezła, a ja nawet nie zapamiętuję jej nazwy, mimo, ze dwa albumy na pięć mam w odtwarzaczu. Sorki, miałam. Mój odtwarzacz poszedł z dymem na tajnym pogrzebie Showa, jak grabarz wyrwał mi go z ręki i wrzucił na rozpalony stos. Chociaż trochę racji miał, bo nie powinnam słuchać muzyki, kiedy palą czyjeś zwłoki, nawet, jeśli ten ktoś był bardzo złym kimś.
-Wiesz, że Sarah szykuje dla Ciebie niespodziankę z okazji zakończenia klasy. - odezwał się w końcu. - Wiesz, pierwszy rok szpiegostwa i przeżyłaś. Twoi przyjaciele też.
-Taa... - westchnęłam. - Ale wciąż mam wrażenie, że nie zrobiłam wszystkiego jak należy. Może, gdyby Show przeżył... Można było jeszcze coś od niego wyciągnąć.
-Tym nawet się nie zadręczaj. - przerwał mi gwałtownie. - Wiesz, że Charlie dostał rozkaz, nie mogłaś go powstrzymać.
-Czasami myślę nad tym wszystkim. - powiedziałam w końcu. - Co, jeśli w końcu ja dostanę nakaz wykonania egzekucji? Nie chcę i nie potrafię tego robić.
-Nie przejmuj się. - skrzywił się pocieszająco. - Casey z przyjemnością Cię wyręczy. A teraz się ubieraj. Będę czekał na dole.
~***~
Na miejscu czekała na nas Madison. Wygląda przynajmniej na zmartwioną, mimo że grała głośna muzyka i wszyscy naokoło się śmiali.
-Wiesz, że James zdradził Din? - powiedziała niemal natychmiast. - Właśnie przyłapała go z jakąś czirliderką w radiowęźle. Gdyby nie Kendall, chyba by go zbiła.
Wskazała na szkolny korytarz, gdzie rozgrywała się miniaturowa tragedia. A mówiłam, żeby sam jej to powiedział... Dowiedziała się w najgorszy możliwy sposób.
-Din, zostaw! - zawołałam, podbiegając do niej i Kendalla, który starał się ją jakoś utrzymać.
-Jak mogłeś? - wrzasnęła, wciąż próbując mu się wyrwać. - Mówiłeś, że nic Cię z nią nie łączy.
-Bo tak jest! - upierał się.
-Nic nie znaczę? - usłyszałam inny, dziewczęcy głos. - Co innego mówiłeś, kiedy mnie obmacywałeś!
Podeszłam bliżej i zajrzałam do pomieszczenia. W środku był James i ta cała Lopez.
-Zjeżdżaj stąd. - powiedziałam jej wprost. - No już.
Ona zawahała się na chwile i wyszła z pomieszczenia. Minęła nas z fochowym przytupem i trzasnęła za sobą drzwiami, czym jeszcze bardziej naraziła się Din, która zaczęła wykrzykiwać w jej stronę naprawdę brzydkie słowa, których nawet wstyd cytować.
-Cii... - wyszeptał Kendall, starając się nią uspokoić.
Po chwili przestała się szarpać i Kendall mógł ją puścić.
-Widziałam Was! - wycedziła przez zaciśnięte zęby. - Nie możesz się tego teraz po prostu wyprzeć.
-Ale Din... - zająkiwał się James. - Przecież wiesz, że ja tylko Ciebie.
-Nie... - pokręciła głową z rozczarowaniem. - Już więcej nie dam Ci się oszukać, słyszysz? Z nami koniec!
Koniec jej wypowiedzi był niczym policzek wymierzony w Jamesa. Jego twarz nagle pobladła. Sprawiał wrażenie, jakbyśmy go oblali kubłem lodowatej wody.
-Ty chyba nie mówisz poważnie… - jęknął.
-O nie! – krzyknęła. – Nawet sobie nie zdajesz sprawy, jak bardzo poważnie. Zakochałam się w Tobie. Ty wciąż powtarzałeś, że mnie kochasz, a tak naprawdę… tak naprawdę cały czas mnie okłamywałeś.
Mówiłam. Ja, Lizzy Carmichael powtarzałam, że lepiej, żeby dowiedziała się tego od niego. Może i James to mój przyjaciel, ale nie wiedziałam, że jest aż taką świnią.
-Skarbie, wysłuchaj mnie! – krzyknął.
-Nie mów do mnie skarbie! – wrzasnął oburzony. – Nie jesteśmy już razem, więc straciłeś to prawo.
James stał pod ścianą jak kołek, blady jak ściana. No, oczywiście… Był w szoku, ale tego się po nim nie spodziewałam.
Kendall poprowadził Din do osobnego pomieszczenia. Przez chwilę zastanawiałam się, czy zwykły pokój nauczycielki nie byłby do tego najlepszy.
-Lizzy? – usłyszałam za plecami głos Jamesa.
-Nie. – zaprzeczyłam. – Po prostu nie. Zraniłeś moją przyjaciółkę. NASZĄ przyjaciółkę. Naprawdę Cię to nie rusza? Wiesz, jak ona się teraz czuje?
Przecież nad sobą panowałam, prawda? Zupełnie jak Antnio, kiedy naje się myszy do syta. Rozejrzałam się po korytarzu i byłam nadzwyczaj zaskoczona, widząc Carlosa i Jessie na końcu korytarza. Byli spokojni. Carlos stał nieco z przodu. Jessie została z tyłu, jakby nie chciała przeszkadzać, czy coś… Nie wiem, co tej dziewusze po głowie chodzi.
-Gdzie ona jest? – zapytał, podchodząc do mnie nadzwyczaj szybko.
-Kendall zaprowadził ją do… - zastanowiłam się na chwilę. – Właściwie sama nie wiem. Są gdzieś tam.
Wskazałam ręką na jedne z drzwi, a on natychmiast tam poszedł. Bez najmniejszego zastanowienia podążyłam za nim. On wszedł natychmiast, odpychając Kendalla.
-Din… - powiedział, ocierając łzy spływające po jej policzkach. – Nie przejmuj się Janesem. Przecież wiesz, że ja tylko Ciebie…
-Ale… - zaczęła, wciąż szlochając. – Myślałam, że już Ci przeszło.
-Nie. –pokręcił głową, głaszcząc ją po policzku. – Nie przeszło.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zapomniałam tydzień temu. Przepraszam, przepraszam, przepraszam... To chcecie ostatni odcinek w piątek? Czy za tydzień? Wybór należy do Was. Tydzień po ostatnim odcinku napiszę notkę pożegnalną, dlatego proszę... Więcej się odzywajcie. A teraz zwracam się bezpośrednio do Ciebie, kimkolwiek jesteś. Nie komentujesz, jest mi przykro, bo widzę ze sto wyświetleń, a dwa komentarze. Tobie nie byłoby przykro? Odezwij się. Dwa odcinki do końca.
Jak pewnie niżej zauważyliście, są dwa obrazki. Te obrazki to linki. Jeśli zatęsknicie za moim pisaniem, kliknijcie w jeden z nich. „Szkoła dla Mutantów” to Crossover X-Mena i BTRu. Chłopcy pojawiają się tam jako dzieciaki z supermocami. „Stado”, to opowiadanie z fandomu „Teen Wolf”. Znacie ten serial od MTV? U mnie to już obsesja.

No... To ostatni raz tutaj: Do następnej!  

5 komentarzy:

  1. Odzywam się!
    PS Wrócę gdy napiszę kolokwium

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze ja też myślałam tak jak Chris, że to Kendall mówi do Din. Czemu? Wgl James to palant. Miał taką fajną dziewczynę. czemu na koniec wszystko psujesz? A wgl to pojechałam wczoraj do domu i się zorientowałam, że moja siostra lubi tego aktora co jest tu jako Julie :) Super odc :D

      Usuń
  2. Słuchać muzyki na pogrzebie.. Dobre Lizzy :). Dobrze mieć takiego, kurde
    nie wiem jak to napisać. Przyjaciela Rodziny który przysyła takie prezenty. Naprawdę świetny Facet. Lizzy tą komendę wydała Din jak psu przynajmniej z
    mojego puntku widzenia, tak mi się wydaje. Nie zrozumiałam kto poszedł do Din? Może i z przemęczenia nie przeczytałam ze zrozumieniem.. To był Carlos?
    Odcinek naj! ♥ .

    OdpowiedzUsuń
  3. Super odcinek!
    Lizzy i muzyka na pogrzebie XD Fajnie ma dziewczyna, że przysyłają jej takie prezenty. Lizzy dobrze zrobiła wywalając tą całą Lopez. Wyznanie Carlosa było takie słodkie!
    Czekam na następny i, niestety, ostatni już odcinek :(
    Pozdrawiam, Domi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezu! Ale sie wystraszyłem.. Coś mi umknęło i myślałem że to wyznanie na końcu... że to Kendall mówi do Din. Ale ufff! to Carlos. Ale i tak chamsko bo bujał się z tą Jessie...
    James też jest świnia... Same świnie na tym twoim blogu :D
    No wiesz? Przedostatnia notka a Chris nadal nie ma drugiej połówki... Naprawdę?
    A wgl.. To nie! Ja nie chcę końca! Nie zgadzam się na ostatni rozdział! Nie jestem gotowy! Skrobnij jeszcze kilka ^^
    Lizzy i muzyka na pogrzebie? O prosze jaka ignorantka. Tego to bym sie po niej nie spodziewał ^^
    Generalimus znów rozpieszcza :D Ten gościu traktuje ich jak swoje dzieci czy coś. W sumie to fajnie :)
    Super odcinek! Nadal nie wierzę że to końcówka....

    OdpowiedzUsuń