czwartek, 23 czerwca 2016

Ostatni wpis: Nowy blog - Nowa historia

Ten wpis to takie powiadomienie. Wstawiam to już drugi raz, bo poprzednią wersję wcięło i teraz muszę "wkleić" to od nowa. Zaczynam na innym blogu, ponieważ czuję taką potrzebę. Obecnie jest tam już sześć notek. Nie robiłam dla niego zwiastuna, ale może sklecę czołówkę. Kto wie. Najpierw muszę wybrać gify, odnaleźć odpowiednią piosenkę i tak dalej... Specem nie jestem. Ale na pewno będę się za to zabierać przy okazji braku weny.

Opis: 

Ekstremaliści, lekarze, psychologowie, prawnicy, pracownicy opieki społecznej. Ich praca w szpitalu powiatowym ma swoje złe i dobre strony. Tutaj przyjrzymy się, jak to wygląda, kiedy muszą się kimś zaopiekować. A nie tylko go naprawić.
Pracownicy, których łączy przyjaźń i chociaż każdy z nich pełni inną rolę, ta więź czyni z nich organizm, który działa na jednej zasadzie: Ocalić kogoś.
Z czasem między dwojgiem z nich dochodzi do czegoś więcej niż... zwykła przyjaźń.

Żeby przejść
KLIKNIJ TUTAJ


Nie wiem, czy wcześniej było opowiadanie, w którym Logan i Kendall byli lekarzami, James prawnikiem, a Carlos psychologiem. Jeśli nie... teraz już jest. 

środa, 11 maja 2016

Przedostatni wpis

Do napisania tej notki zainspirowała mnie Marla. Swoim 199 Rozdziałem, z resztą mega sentymentalnym. 

Cześć! 
Pisze to, ponieważ... postanowiłam Wam powiedzieć, że żyję. Oczywiście powstaje nowy blog, nowa historia. Za tydzień pojawi się tu wpis z linkiem. Króciutki. Potem może mnie coś natknie i zacznę zmieniać zdjęcia. Kto wie?
Pokażę Wam dwie strony, które fizycznie już nie istnieją. Na tym zeszycie był napis "Biologia" i dałam za niego pięćdziesiąt groszy. Głównie dlatego nie było mi żal się go pozbywać.
Notatka przedstawia krótki raport Lizzy z pierwszego spotkania z Charliem w Waszyngtonie. A ponieważ mam zwyczaj datowania tych śmieci, widać, kiedy to powstało. Mam takie pismo, że to właściwie jest bazgranie. Nie musicie tego czytać, bo to było tylko dla mnie i nie miałam zamiaru tego publikować.
W nowym notesie, który też jest zeszytem, w twardej tym razem okładce nie mam zamiaru już go palić. Dlaczego? Na wewnętrznej stronie okładki są nalepki z Avengersów, jak widać na załączonym obrazku:
Gdzieś je musiałam zbierać. Brakuje jednej naklejki. Wiem, jak ona wygląda, bo jej obrazek jest nadrukowany na etykiecie. I stąd właśnie ten kod napisany ołówkiem. Miałam go zetrzeć, jak już zdobędę tą naklejkę, ale nie zdobyłam niestety. A ponieważ tam u dołu był napisany numer telefonu, to musiałam go przykryć. I jak robiłam te plany lekcji (właściwie zaczynałam je robić, pierwszy raz weszłam na tą stronę), to miałam tylko jedną naklejkę. Ona już była tu przyklejona. I to był ten Iron Man w lewym górnym rogu. I mając tą jedną naklejkę, metodą prób i błędów, pozostałe kody zgadłam w jakieś pół godziny.
Obecnie w tym notesie jest takie coś:
Napisane na kolanie, wcale się nie starałam. Ani trochę. Po prostu staram się mieć ten zeszyt wszędzie ze sobą, ale zwykle nie biorę go do szkoły. Nie chcę go zgubić, chociaż wszyscy mówią, że pilnuję go jak oka w głowie. Tam jest jeszcze moje wypracowanie na brudno o pierwszej pomocy, wersja rozszerzona.
I jest jeszcze "20 powodów, żeby Shipować Scirę" To jest tłumaczenie tego: https://www.youtube.com/watch?v=8K9LK987BMc napisane z najzwyczajniejszych nudów:
Gdzieś na kartkach mam natchnioną scenę związaną z pierwszą historią o Alianie, ale... pięć lat później. To jest taka krótka scena o rozmowie Davida i Kai'a. I przedstawia autentyczną rozmowę dzieci w takim właśnie wieku, której byłam świadkiem w poczekalnie do dentysty. Jest głupia. Po prostu głupia. I tym razem zdjęcia nie zrobię, a ani nie przepiszę do publikacji.

Tymczasówki:

Tymczasówki to nie są moje opowiadania. Tylko Wasze. Wydrukowane w celu późniejszego przeczytana. U mnie, czy nie u mnie. Te dziurkowane były drukowane ok. godziny piątej rano i były wsadzane do mojego szkolnego segregatora. Dla wygody. Komentarze pisałam na brudno na jakiejś kartce, a różnica była taka, że automatycznie zaraz po przepisaniu, wyrzucałam ją do kosza. Te wydruki wyglądają tak:
A przynajmniej te, których jeszcze nie wywaliłam. Pewnego pięknego dnia będzie sprzątanie i też będę musiała je spalić. A na razie... lubię do nich zaglądać. Od czasu do czasu, przypominać sobie co tam było i później schować to z powrotem do tej samej teczki. 

Nie wiem, czy ktoś zwrócił na to uwagę. A za tydzień... tutaj pojawi się OSTATNI wpis z linkiem do "You are my oxygen.". Potocznie mówię na to "Tlen", bo "YAMO" brzmi bardzo głupio. 

I Marla... czekam na Twoje kolejne dzieło, a za tydzień spodziewam się Twojego ostatniego rozdziału na PPP. Ciekawe, co wymyślisz jako następne. 
Trzymajcie się! 
I do zobaczenia na Tlenie. 

PS. Pisałam to dwadzieścia minut.